Po 4 miesiącach rozmów zgodziłam się spotkać z 52-letnim dżentelmenem — rozpoczął spotkanie od 5 narzekań

newskey24.com 2 tygodni temu

Po prawie czterech miesiącach codziennej wymiany wiadomości zgodziłam się spotkać z 52-letnim adoratorem spotkanie zaczęło się od pięciu zarzutów.

Często się mówi, iż oczekiwanie na coś miłego bywa słodsze niż samo wydarzenie. W mojej historii to oczekiwanie przemieniło się w coś na kształt internetowego serialu z codziennymi odcinkami, przez prawie cztery miesiące.

W tym czasie poznałam upodobania Adama do najmniejszych szczegółów, zapamiętałam imiona jego kolegów z dzieciństwa, a choćby przestałam się dziwić, iż pod każdym dzień dobry wstawia trzy kropki.

Miałam czterdzieści pięć lat – to już taki wiek, kiedy na randkę idzie się bez drżenia kolan, raczej z ironiczną ciekawością badacza. Zobaczymy, jaki okaz trafi się tym razem myślałam, szykując się do wyjścia.

Zawsze należałam do tych kobiet, które potrafią założyć zwyczajny kaszmirowy sweter, czyniąc z niego niemal królewską szatę. Mam dystans do siebie rezolutna samoironia, która rozbraja każdą niezręczność.

Adam 52 lata, z wyglądu i w wiadomościach wydawał się osobą poważną, rozważną, z lekkim poczuciem humoru, ale co najważniejsze, sprawiał wrażenie człowieka godnego zaufania.

W naszym wieku, Zuzanna pisał późnymi wieczorami szuka się już nie fajerwerków, ale ciepła. Chciałbym być z kobietą, która rozumie mnie bez słów.

Bez słów może być i bez słów, uśmiechałam się pod nosem, malując rzęsy. Najważniejsze, żeby te słowa, które jednak padną, nie sprawiały, iż mam ochotę natychmiast wyjść.

Umówiliśmy się w małej, przytulnej kawiarni w centrum Krakowa, gdzie unosił się aromat świeżej kawy i cynamonu. Przyszłam punktualnie spokojna, skupiona, nastawiona na przyjemny wieczór. Czułam się dobrze i wyglądałam świetnie.

Adam pojawił się pięć minut później. W rzeczywistości był trochę niższy niż na zdjęciach, a jego spojrzenie przypominało minę osoby, która właśnie odkryła błąd w budżecie firmy.

Usiadł naprzeciw, rzucił krótkie cześć i uśmiechnął się lekko.

Nie było ani komplementu, ani serdecznego miło Cię wreszcie zobaczyć.

Adam przeskanował mnie wzrokiem jakby przeprowadzał inspekcję. Potem zaproponował kawę z ciastkiem zgodziłam się.

Zuzanna zaczął tonem nauczyciela przed radą pedagogiczną długo analizowałem naszą relację. Ponad cztery miesiące Teraz, widząc Cię osobiście, uważam, iż trzeba od razu wyjaśnić sprawę. Mam do Ciebie pięć zarzutów.

Coś we mnie cicho zadźwięczało tak zwykle rozpada się dobry nastrój. Oparłam brodę na dłoni, skinęłam głową.

Pięć zarzutów? Brzmi fascynująco. Słucham.

Adam nie wyłapał ironii i wyprostował pierwszy palec.

Na jednym ze zdjęć w niebieskiej sukience wyglądasz inaczej. Teraz widzę, iż jesteś bardziej pełna niż tam. To może wprowadzić mężczyznę w błąd. W naszym wieku kobieta powinna być bardziej szczera.

W myślach zaśmiałam się. Pełna już lepiej, niż monumentalna.

Zarzut drugi: tempo odpowiedzi.
Odpowiadasz za wolno. Trzy tygodnie temu napisałem do Ciebie o 14:15, a odpowiedź przyszła dopiero o 16:40. Mężczyźni nie lubią czekać. To jest brak szacunku.

Wtedy siedziałam na zebraniach w pracy zaczęłam, ale Adam już wyprostował kolejny palec.

Zarzut trzeci: miejsce spotkania.
Czemu tu? To miejsce jest zbyt wystawne. Proponowałem coś bardziej skromnego. Twój wybór to przejaw demonstracyjnego konsumpcjonizmu.

Patrzyłam na swoje latte i miałam ochotę wylać je na jego głowę. Ciekawość jednak zwyciężyła.

Czemu ta sukienka? Przecież przyszliśmy tylko na kawę. Jest za bardzo rzucająca się w oczy w południe. Biżuteria też zbędna. Kobieta powinna przyciągać głębią, nie błyskotkami. W tym wieku szukam treści, a nie ozdób.

Zarzut piąty: samodzielność.
Sama wybrałaś lokal, często mówisz sama. Nie pozwalasz mężczyźnie być mężczyzną. Potrzebuję kobiety, która pyta o radę, nie pokazuje niezależności. jeżeli będziemy razem, musisz zmienić swoje zachowanie.

Skończył i skrzyżował ręce na piersiach, czekając pewnie na skruchę lub wdzięczność za swoją szczerość.

Patrzyłam na niego i nagle poczułam, jak wszystko się rozjaśnia: cztery miesiące rozmów były tylko wygodną maską dla skrupulatnego manipulatora. On wcale nie szukał ciepła jedynie kogoś, kto pomoże mu karmić własne ego.

Wiesz, Adam powiedziałam spokojnie, niemal miękko ja też analizowałam. Wystarczyło mi pięć minut, żeby dojść do wniosku.

Jakiego? zmrużył oczy.

Jesteś naprawdę wyjątkowy. Przejechałeś przez całe miasto, żeby podsumować kobiecie, którą widzisz pierwszy raz, jej gust, wygląd i prawo do bycia sobą. To naprawdę niebywały poziom pewności siebie.

Adam zmarszczył czoło:

Ja po prostu mówię szczerze.

Nie pokręciłam głową. Nie jesteś szczery. Jesteś po prostu nieszczęśliwy i próbujesz mierzyć świat krzywą miarą. Zdjęcia Ci nie odpowiadają? Idź do muzeum tam eksponaty się nie zmieniają. Odpowiadam wolno? Kup sobie Tamagotchi. Sukienka? Założyłam ją dla siebie, nie dla Ciebie.

Wstałam, poprawiłam torebkę i spojrzałam na niego spokojnie.

I na koniec: jeżeli Twoje ego trzęsie się od słowa sama, powinieneś wybrać rehabilitację, a nie romans. W wieku czterdziestu pięciu lat zbyt cenię swój czas, by marnować go na kogoś, kto zaczyna znajomość od przeglądu moich wad.

Ale gdzie idziesz? A kawa? bąknął Adam.

Dopiłbyś sam. To pozwoli Ci zaoszczędzić trochę złotych. Rada na koniec: jeżeli chcesz, żeby Ci zaglądano do ust zapisz się do dentysty.

W domu pierwsze, co zrobiłam, to zablokowałam Adama wszędzie. W moim wieku prawdziwy komfort to nie tylko koc i cisza, ale i telefon bez ludzi próbujących wpisać mnie w swój krzywy schemat.

Jak Wy myślicie: czy to był nieudany flirt czy wyreżyserowany spektakl? Czy warto kontynuować znajomość, jeżeli od pierwszych chwil dostaje się rachunek za to, kim się jest?

Idź do oryginalnego materiału