Po czterech miesiącach pisania zgodziłem się na spotkanie z 52-letnim adoratorem zaczął rozmowę od pięciu zarzutów
Mówi się, iż oczekiwanie na święto bywa słodsze niż samo wydarzenie. W mojej historii z Katarzyną oczekiwanie przerodziło się w czteromiesięczny serial internetowy z codziennymi odcinkami.
Przez ten czas poznałem jej gust kulinarny, zapamiętałem imiona jej szkolnych przyjaciółek i choćby przestałem dziwić się jej zwyczajowi kończenia każdej wiadomości trzema kropkami po dzień dobry.
Katarzyna miała czterdzieści pięć lat w takim wieku, kiedy na randkę idzie się już nie z drżącymi kolanami, a z ironiczną ciekawością badacza. Zobaczymy, co to za egzemplarz trafi się teraz, myślała, szykując się na spotkanie.
Należała do tych kobiet, które potrafią ubrać zwykły kaszmirowy sweter, jakby był paradną szatą, a jej autoironia z łatwością rozbrajała każdą niezręczność.
Butelka
Ja, 52-latek, w naszych rozmowach prezentowałem się jako człowiek poważny, rozsądny, lekko ironiczny i co było szczególnie cenne godny zaufania.
W naszym wieku, Katarzyno, pisałem późnymi wieczorami, ludzie szukają nie fajerwerków, a ciepła. Chcę być z kobietą, która rozumie bez słów.
Bez słów, to bez słów, uśmiechała się pod nosem Katarzyna, malując rzęsy. Najważniejsze było to, żeby te słowa, które jednak padną, nie wzbudzały chęci natychmiastowego wyjścia.
Umówiliśmy się w małej, przytulnej kawiarni w centrum Warszawy, gdzie zapach cynamonu i łagodne światło tworzyły domową atmosferę. Katarzyna pojawiła się punktualnie pewna siebie, gotowa na przyjemny wieczór. Wyglądała bez zarzutu.
Przyszedłem kilka minut później. Okazałem się niższy niż na zdjęciach, a mój wzrok był taki, jakbym właśnie odkrył poważny błąd w raporcie finansowym.
Usiadłem naprzeciwko, uśmiechnąłem się krótko i przywitałem.
Nie padły żadne komplementy ani ciepłe miło cię poznać.
Dokładnie obejrzałem Katarzynę, jakbym prowadził inspekcję. Potem zaproponowałem zamówienie kawy z deserem przystaliśmy na to.
Katarzyno zacząłem tonem dyrektora przed radą pedagogiczną długo analizowałem naszą wymianę wiadomości. Prawie cztery miesiące. I dziś, kiedy widzę cię osobiście, muszę od razu zaznaczyć kilka ważnych spraw. Mam wobec ciebie pięć zarzutów.
W środku coś się w niej cicho odezwało to zwykle znak, iż dobre samopoczucie pęka. Oparła podbródek na dłoni i skinęła głową.
Pięć zarzutów? Brzmi intrygująco. Słucham.
Nie wyczułem jej ironii i zacząłem pierwszy palec.
Na jednym ze zdjęć w niebieskiej sukience twoja sylwetka wygląda inaczej. Teraz widzę, iż jesteś… bardziej wyrazista. To może wprowadzać w błąd. W naszym wieku kobieta powinna być bardziej szczera.
Katarzyna, jakby mimochodem, uśmiechnęła się. Wyrazista postęp, dzięki, iż nie pomnikowa.
Zarzut drugi: szybkość odpowiedzi
Czasem odpisujesz zbyt wolno. Na przykład trzy tygodnie temu napisałem do ciebie o 14:15, a odpowiedziałaś dopiero o 16:40. Mężczyźni nie lubią czekać. To brak szacunku.
Chyba wtedy byłam na spotkaniu zaczęła, ale już wyciągałem kolejny palec.
Zarzut trzeci: miejsce spotkania
Dlaczego jesteśmy tutaj? To miejsce jest zbyt wystawne. Proponowałem skromniejszą kawiarnię. Twój wybór świadczy o skłonności do demonstracyjnej konsumpcji.
Katarzyna spojrzała na latte i miała ochotę wylać je na moją głowę. Ciekawość jednak wygrała.
Po co ta sukienka? Przyszliśmy tylko napić się kawy. Jest zbyt prowokująca jak na dzień. Biżuteria też niepotrzebna. Kobieta powinna przyciągać głębią, a nie błyskiem. Szukam treści, nie witryny.
Zarzut piąty: samodzielność
Sama wybrałaś restaurację, często mówisz sama. Nie pozwalasz mężczyźnie czuć się mężczyzną. Potrzebuję kobiety, która prosi o radę, nie pokazuje niezależności. jeżeli będziemy razem, będziesz musiała przemyśleć swoje zachowanie.
Skończyłem i skrzyżowałem ręce na piersiach, czekając na skruchę lub wdzięczność za szczerość.
Katarzyna patrzyła na mnie i nagle zrozumiała: cztery miesiące pisania były jedynie maską dla pedantycznego manipulatora. Szukałem nie ciepła, a wygodnego obiektu dla podbudowania swojego ego.
Wiesz, Piotrze powiedziała łagodnie, niemal czule ja też analizowałam. Wystarczyło mi pięć minut, by wyciągnąć wnioski.
Jakie? zmrużyłem oczy.
Jesteś wyjątkowym egzemplarzem. Przejechałeś przez całą Warszawę, żeby wystawić rachunek kobiecie, którą widzisz pierwszy raz za jej gust, wygląd i prawo do bycia sobą. To niespotykany poziom pewności siebie.
Zmarszczyłem brwi:
Po prostu mówię szczerze.
Nie, pokręciła głową Katarzyna. Nie jesteś szczery. Jesteś tylko nieszczęśliwy i próbujesz mierzyć świat krzywą miarą. Moje zdjęcia ci nie odpowiadają? Idź do muzeum tam eksponaty się nie zmieniają. Odpisuję długo? Kup sobie tamagoczi. Sukienka nie odpowiada? Założyłam ją dla siebie, nie dla ciebie.
Wstała, poprawiła torebkę i spokojnie spojrzała na mnie:
Na koniec jeżeli twoje ego kruszy się od słowa sama, potrzebujesz nie romansu, a terapii. W wieku 45 lat zbyt cenię swój czas, żeby marnować go na człowieka, który znajomość zaczyna od rewizji moich wad.
Dokąd idziesz? A kawa? wymamrotałem.
Kawa zostaje dla ciebie. To pomoże ci zaoszczędzić zasoby. Rada na przyszłość: jeżeli chcesz, żeby ktoś zaglądał ci do ust zapisz się do dentysty.
W domu Katarzyna od razu zablokowała mnie we wszystkich aplikacjach. W naszym wieku komfort to już nie tylko koc i cisza, ale i telefon bez ludzi, próbujących dostosować cię do swoich krzywych schematów.
Po tej historii zrozumiałem jedno: choćby cztery miesiące codziennej rozmowy nie mają sensu, jeżeli spotkanie zaczyna się od wyliczania twoich wad. Lepiej nie zapominać, by szukać ludzi, którzy będą cenić nas za to, kim jesteśmy, a nie za szansę naprawienia nas według swojego uznania.



![Wieczna latarka [TOWARY MODNE 314]](https://i1.ytimg.com/vi/_HOxLbiY4SA/maxresdefault.jpg)



