Mówią, iż oczekiwanie na święto potrafi być słodsze niż samo wydarzenie. Dla Grażyny te oczekiwania trwały prawie cztery miesiące, ciągnąc się niczym osobliwy serial internetowy z codziennymi odcinkami.
W tym czasie poznała upodobania Marka do najdrobniejszych szczegółów, zapamiętała imiona kolegów z jego dzieciństwa i choćby przestała się dziwić, gdy po każdym dzień dobry wstawiał trzy wielokropki.
Grażyna miała czterdzieści pięć lat to właśnie ten wiek, w którym na randkę idzie się już nie z drżącymi kolanami, ale z ironicznie rozbawioną ciekawością odkrywcy. Zobaczymy, jaki okaz trafi mi się tym razem myślała, szykując się do wyjścia.
Należała do tych kobiet, które potrafią nosić zwykły kaszmirowy sweter z gracją niczym uroczystą szatę. Miała dystans do siebie, który rozbrajał każdą niezręczną sytuację.
Marek, który niedawno skończył pięćdziesiąt dwa lata, w korespondencji prezentował się jako człowiek poważny, stateczny, z nutą ironii i co ją najbardziej ujmowało godny zaufania.
W naszym wieku, Grażyno pisał późnymi wieczorami ludzie nie szukają już fajerwerków, tylko ciepła. Chciałbym być z kobietą, którą rozumiem bez słów.
Bez słów? Proszę bardzo mruknęła Grażyna, malując rzęsy. Byleby jednak to, co zostanie powiedziane, nie sprawiło, iż będzie chciała natychmiast uciec.
Spotkanie umówili w kameralnej kawiarni pachnącej cynamonem, gdzie sączyło się przytulne światło. Grażyna przyszła punktualnie elegancka, pewna siebie, nastawiona na miły wieczór. Wyglądała perfekcyjnie.
Marek zjawił się pięć minut później. W rzeczywistości był trochę niższy niż na zdjęciach, a jego spojrzenie sugerowało, jakby właśnie wyłapał ginącą różnicę w bilansie księgowym.
Usiadł naprzeciwko, skinął głową i ledwo się uśmiechnął.
Żadnego komplementu, żadnego ciepłego miło cię widzieć.
Marek dokładnie przyjrzał się Grażynie, niemal jakby przeprowadzał inspekcję. Potem zaproponował kawę z deserem na to przystała bez wahania.
Grażyno zaczął głosem surowym, jak zastępca dyrektora na radzie pedagogicznej długo analizowałem nasze rozmowy. Prawie cztery miesiące. I teraz, kiedy widzę cię osobiście, muszę od razu wyjaśnić pewne sprawy. Mam do ciebie pięć zastrzeżeń.
Coś w niej cicho zadźwięczało jak pęka dobre nastawienie. Grażyna oparła podbródek na dłoni i skinęła głową.
Pięć zastrzeżeń? Brzmi intrygująco. Słucham uważnie.
Marek nie odczytał ironii i wyprostował pierwszy palec.
Pierwsze: zdjęcia
Na jednym zdjęciu, gdzie masz niebieską sukienkę, twoja sylwetka wygląda inaczej. Teraz widzę, iż jesteś… bardziej wyrazista. To może wprowadzać faceta w błąd. W naszym wieku kobieta powinna być szczera.
W myślach zaśmiała się. Wyrazista już postęp, dzięki iż nie monumentalna.
Drugie: tempo odpowiedzi
Czasem odpowiadasz zbyt wolno. Przykład: trzy tygodnie temu napisałem ci o 14:15, odpisałaś dopiero o 16:40. Mężczyźni nie lubią czekać. To brak szacunku.
Wydaje mi się, iż wtedy byłam na spotkaniu… zaczęła, ale Marek już odliczał dalej.
Trzecie: miejsce spotkania
Dlaczego jesteśmy tutaj? Ta knajpa jest zbyt wystawna. Proponowałem coś skromniejszego. Taki wybór świadczy o twoich skłonnościach do ostentacyjnej konsumpcji.
Grażyna zerknęła na latte i pomyślała, jak dobrze byłoby wylać je Markowi na głowę. Ciekawość jednak zwyciężyła.
Czwarte: wygląd
Po co ten strój? Przyszliśmy tylko na kawę. To zbyt ekstrawaganckie na dzień. Biżuteria też zbędna. Kobieta powinna przyciągać głębią, nie błyskotkami. W moim wieku liczy się treść, a nie wystawa.
Piąte: samodzielność
Sama wybrałaś lokal, często mówisz sama. Nie pozwalasz mężczyźnie być mężczyzną. Potrzebuję kobiety, która pyta o radę, a nie demonstruje niezależność. jeżeli mamy być razem, będziesz musiała się nad tym zastanowić.
Skończył i skrzyżował ramiona na piersi, oczekując prawdopodobnie skruchy albo wdzięczności za szczerość.
Grażyna patrzyła na niego i nagle zrozumiała wszystko klarownie: cztery miesiące rozmów były dla niego tylko wygodną fasadą. Szukał nie czułości, a idealnego materiału do budowania własnego ego.
Wiesz co, Marku powiedziała cicho, niemal czułym tonem ja też analizowałam. Mi wystarczyło pięć minut, by podjąć decyzję.
Jaką? zmrużył oczy.
Jesteś fascynującym przypadkiem. Przejechałeś przez całą Warszawę, by wystawić rachunek nieznajomej kobiecie za jej gust, wygląd i prawo do bycia sobą. To naprawdę niecodzienny poziom pewności siebie.
Marek spochmurniał:
Po prostu mówię szczerze.
Nie pokręciła głową Grażyna. Nie jesteś szczery. Po prostu jesteś nieszczęśliwy i przykładasz do świata krzywą miarkę. Moje zdjęcia cię nie przekonują? Idź do muzeum tam eksponaty są niezmienne. Odpowiadam za wolno? Kup sobie tamagotchi. Sukienka ci nie pasuje? Nie zakładałam jej dla ciebie, tylko dla siebie.
Wstała, poprawiła skórzaną torebkę i popatrzyła mu w oczy:
I jeszcze jedno. jeżeli słowo sama sprawia, iż twoje ego się kruszy, to potrzebujesz nie romansu, a terapii. W wieku czterdziestu pięciu lat zbyt cenię swój czas, żeby marnować go na człowieka, który zaczyna rozmowę od wyliczania mi moich wad.
A gdzie idziesz? A kawa? wydukał Marek.
Kawa dopijesz sam. Będzie bardziej ekonomicznie. I mała rada: jeżeli chcesz, by ktoś ci zaglądał do ust zapisz się do stomatologa.
W domu Grażyna w pierwszej kolejności zablokowała numer Marka we wszystkich komunikatorach. W jej wieku komfort to nie tylko kocyk i cisza, ale także telefon wolny od ludzi, którzy próbują wpasować cię w swoją krzywą ramkę.
A wy jak myślicie: to była nieudana randka czy dobrze rozpisany spektakl? I czy warto próbować dalej, jeżeli już od pierwszych minut ktoś rozlicza cię za to, kim jesteś?












