Po czterech miesiącach pisania zgodziłam się w końcu spotkać z 52-letnim kawalerem zaczął rozmowę od pięciu zarzutów.
Mówią, iż oczekiwanie na coś przyjemnego potrafi być słodsze niż samo wydarzenie. W historii Kingi to oczekiwanie rozciągnęło się na niemal cztery miesiące i zamieniło się w dziwaczną internetową telenowelę, codziennie ukazującą nowe odcinki.
W tym czasie poznała gusty Piotra do najdrobniejszego szczegółu, zapamiętała imiona jego szkolnych kolegów i choćby przyzwyczaiła się do jego osobliwej maniery stawiania trzech kropek po każdym dzień dobry.
Kinga miała czterdzieści pięć lat w tym wieku na randki chodzi się już bez drżenia kolan, raczej z przewrotną ciekawością badaczki. Zobaczymy, jaki okaz trafi się tym razem, myślała, szykując się wieczorem przed lustrem.
Była jedną z tych kobiet, które zwyczajny wełniany sweter noszą jak królewską pelerynę i mają do siebie dystans, którym rozbrajają każdą kłopotliwą sytuację.
Piotr, który niedawno skończył pięćdziesiąt dwa lata, podczas ich internetowych rozmów jawił się jako osoba poważna, rozsądna, z nutą ironii i co szczególnie przyciągało Kingę dająca poczucie stabilności.
W naszym wieku, Kingo, pisał późno wieczorem, nie szuka się już fajerwerków, tylko ciepła. Chciałbym być z kobietą, która rozumie mnie bez słów.
Bez słów, to bez słów, śmiała się w duchu Kinga, podkreślając rzęsy. Najważniejsze, by te słowa, które padną, nie skłoniły jej do natychmiastowego wyjścia.
Spotkanie umówili w przytulnej kawiarni w centrum Warszawy, gdzie unosił się cynamonowy aromat i panowało miękkie światło. Kinga przyszła punktualnie zebrana, pewna siebie, nastawiona na udany wieczór. Wyglądała nienagannie.
Piotr zjawił się pięć minut po czasie. W rzeczywistości był odrobinę niższy niż na zdjęciach, a jego spojrzenie było takie, jakby właśnie wykrył lukę w rozliczeniu PIT-ów.
Usiadł naprzeciw, uśmiechnął się krótko, powiedział cześć.
Nie było komplementu, nie padło ciepłe miło cię widzieć.
Piotr zmierzył Kingę wzrokiem, jakby przeprowadzał inspekcję baru mlecznego. Potem zaproponował kawę i sernik i tak zamówili.
Kingo zaczął tonem wicedyrektora na naradzie rady pedagogicznej analizowałem długo naszą znajomość. Prawie cztery miesiące. Teraz, widząc cię na żywo, czuję, iż muszę od razu wskazać kilka istotnych kwestii. Mam do ciebie pięć zarzutów.
Coś w niej cicho zagrzechotało tak zwykle pęka dobry humor. Kinga oparła brodę na dłoni i skinęła głową.
Pięć zarzutów? Zaczyna się interesująco. Słucham.
Piotr nie wychwycił ironii i zaczal odliczać na palcach.
Zarzut pierwszy: zdjęcia
Na jednej fotografii, tej w niebieskiej sukience, twoja sylwetka wygląda inaczej. Dziś widzę, iż jesteś trochę bardziej zarysowana. To może wprowadzać mężczyzn w błąd. W naszym wieku kobieta powinna być szczersza.
Kinga w myślach parsknęła. Zarysowana zawsze lepiej niż monumentalna.
Zarzut drugi: tempo odpowiedzi
Czasem odpisujesz za wolno. Na przykład trzy tygodnie temu napisałem o 14:15, odpowiedziałaś dopiero o 16:40. Mężczyźni nie lubią czekać. To oznaka braku szacunku.
Wtedy byłam na spotkaniu w pracy zaczęła, ale Piotr był już przy kolejnym palcu.
Zarzut trzeci: miejsce spotkania
Dlaczego tu? Ta kawiarnia jest zbyt pretensjonalna. Proponowałem coś skromniejszego. Twój wybór świadczy o tendencji do nadmiernego konsumpcjonizmu.
Kinga popatrzyła na swoje latte i przez chwilę przyszła jej chęć, by wylać je Piotrowi na głowę. Ciekawość jednak wzięła górę.
Zarzut czwarty: wygląd
Po co ta sukienka? Przyszliśmy tylko na kawę. Jest zbyt wyzywająca jak na dzień. Biżuteria też zbędna. Kobieta powinna przyciągać głębią, nie połyskiem. Ja w twoim wieku szukam treści, nie witryny sklepowej.
Zarzut piąty: samodzielność
Sama wybrałaś miejsce, często mówisz sama. Nie pozwalasz mężczyźnie być mężczyzną. Potrzebuję kobiety, która zapyta o radę, nie eksponuje niezależności. jeżeli mamy być razem, musisz zmienić swoje zachowanie.
Zakończył i skrzyżował ręce na piersi, jakby czekał na spowiedź lub wdzięczność za swoją szczerość.
Kinga patrzyła na niego i nagle wszystko stało się dla niej jasne: cztery miesiące pisania były tylko wygodną przykrywką dla drobiazgowego manipulatora. On nie szukał ciepła on chciał wygodnego paliwa dla swojego ego.
Wiesz, Piotrze powiedziała miękko, raczej czułym tonem ja też analizowałam. I mi wystarczyło pięciu minut, by dojść do wniosków.
Jakich? zmrużył oczy.
Jesteś fascynującym okazem. Przebyłeś pół Warszawy, by wystawić kobiecie, którą widzisz pierwszy raz, rachunek za jej gust, wygląd i prawo istnienia. To rzadki poziom pewności siebie.
Piotr spochmurniał:
Tylko szczerze mówię.
Nie pokręciła głową Kinga. Nie jesteś szczery. Jesteś nieszczęśliwy i próbujesz mierzyć świat krzywą linijką. Nie pasują ci moje zdjęcia? Idź do muzeum, tam eksponaty są niezmienne. Odpowiadam długo? Kup sobie tamagotchi. Nie podoba ci się sukienka? Ubieram ją dla siebie, nie dla ciebie.
Wstała, poprawiła torebkę i spojrzała na niego bez złości:
I jeszcze jedno. Skoro twoje ego kruszy się przy słowie sama, potrzebujesz nie romansu, a terapii. W wieku czterdziestu pięciu lat za bardzo cenię swój czas, by marnować go na kogoś, kto znajomość zaczyna od wytykania moich wad.
Ale dokąd idziesz? A kawa? wymamrotał Piotr.
Kawa dokończysz sam. To pozwoli ci zaoszczędzić złotówki. I na koniec: jeżeli chcesz, by ci ktoś zaglądał do ust zapisz się do dentysty.
W domu Kinga od razu zablokowała Piotra we wszystkich komunikatorach. W jej wieku przytulność to już nie tylko kocyk i cisza, ale i telefon wolny od ludzi, którzy próbują wciskać cię w swoje koślawe wzorce.
A wy jak myślicie? To była randka nieudana, czy wyćwiczony spektakl? I czy warto poznawać ludzi, którzy od pierwszych minut wyliczają ci rachunek za to, kim jesteś?










