Mówią, iż oczekiwanie na święto bywa słodsze niż samo święto. Tak właśnie było w historii Krystyny, której nadzieje rozciągnęły się na blisko cztery miesiące i zamieniły w swoisty serial internetowy z codziennymi odcinkami.
W tym czasie poznała upodobania Zbigniewa do najmniejszych szczegółów, zapamiętała imiona jego kolegów z podstawówki, a choćby przestała się dziwić jego maniakalnemu stawianiu trzech kropek po każdym dzień dobry.
Krystyna liczyła sobie czterdzieści pięć lat to ten wiek, kiedy idąc na spotkanie, nie czujesz już trzepotania w kolanach, tylko spokojne, ironiczne zaciekawienie. Zobaczymy, jaki okaz trafi się tym razem, myślała, szykując się.
Była jedną z tych kobiet, które potrafią założyć zwykły kaszmirowy sweter jakby to był królewski płaszcz, a jej autoironia potrafiła rozbroić każdą niezręczność.
Zbigniew miał pięćdziesiąt dwa lata i w rozmowach sprawiał wrażenie człowieka poważnego, rozważnego, lekko ironicznego i co Krystynę szczególnie pociągało godnego zaufania.
W naszym wieku, Krystyno pisał wieczorami szuka się już nie fajerwerków, tylko ciepła. Chciałbym być z kobietą, która rozumie bez słów.
Bez słów? Może być, parsknęła Krystyna, podkreślając rzęsy. Byle te słowa, które jednak padną, nie sprawiały, iż chce się wyjść bez pożegnania.
Umówili się w małej, przytulnej kawiarni w centrum Warszawy, gdzie pachniało cynamonem. Krystyna zjawiła się punktualnie pewna siebie, zrelaksowana, w świetnym nastroju. Prezentowała się bez zarzutu.
Zbigniew pojawił się kilka minut później. Był trochę niższy niż na zdjęciach z profilu, a jego spojrzenie zdradzało, jakby właśnie dostrzegł błąd w arkuszu kalkulacyjnym.
Usiadł naprzeciwko, krótko się uśmiechnął i przywitał. Nie padł żaden komplement, ani ciepłe miło mi cię w końcu zobaczyć.
Zbigniew uważnie obejrzał Krystynę, niczym inspektor, po czym zaproponował kawę z ciastkiem na to przystali.
Krystyno zaczął tonem nauczycielki na radzie pedagogicznej długo analizowałem nasze rozmowy. Niemal cztery miesiące. Teraz, widząc cię twarzą w twarz, muszę od razu określić ważne kwestie. Mam do ciebie pięć zarzutów.
W środku Krystyny coś cicho brzęknęło jak pękające dobre samopoczucie. Oparła podbródek na dłoni i skinęła głową.
Pięć zarzutów? Brzmi intrygująco. Słucham.
Zbigniew nie wyczuł ironii i wystawił pierwszy palec.
Na jednym ze zdjęć, tym w niebieskiej sukience, figura wygląda inaczej. Teraz widzę, iż jesteś… bardziej wyrazista. To może wprowadzić mężczyznę w błąd. W naszym wieku kobieta powinna być szczera.
Krystyna w duchu uśmiechnęła się. Wyrazista to już awans. Dobrze, iż nie monumentalna.
Drugi zarzut: tempo odpowiedzi
Czasem odpowiadasz zbyt wolno. Na przykład trzy tygodnie temu napisałem o 14:15, a odpisałaś dopiero o 16:40. Mężczyźni nie lubią czekać. To oznaka braku szacunku.
Wtedy miałam spotkanie w pracy zaczęła, ale Zbigniew już wystawiał kolejny palec.
Trzeci zarzut: miejsce spotkania
Dlaczego tutaj? Ta kawiarnia jest zbyt wykwintna. Proponowałem coś prostszego. Twój wybór sugeruje skłonność do ostentacji.
Krystyna spojrzała na swoją kawę latte i poczuła chęć wylać ją Zbigniewowi na głowę. Jednak ciekawość zwyciężyła.
Dlaczego ta sukienka? To przecież tylko kawa. Jest zbyt krzykliwa jak na dzień. Biżuteria też niepotrzebna. Kobieta powinna przyciągać wnętrzem, nie srebrzeniem. W moim wieku szukam treści, nie wystawy.
Zarzut piąty: samodzielność
Sama wybrałaś restaurację, często mówisz sama. Nie pozwalasz mężczyźnie poczuć się mężczyzną. Potrzebuję kobiety, która pyta o radę, a nie pokazuje niezależność. jeżeli mielibyśmy być razem, musisz się zastanowić nad swoim zachowaniem.
Skończył i skrzyżował ręce, jakby oczekiwał skruchy lub wdzięczności za szczerość.
Krystyna patrzyła na niego i nagle zrozumiała: cztery miesiące rozmów były tylko wygodną maską dla pedantycznego manipulatora. Szukał nie ciepła, tylko wygodnego obiektu dla swego ego.
Wiesz, Zbigniewie powiedziała łagodnie, prawie czułym tonem ja też analizowałam nasze relacje. I wystarczyło mi pięć minut, żeby wyciągnąć wniosek.
Jaki? zmrużył oczy.
Jesteś wyjątkowym okazem. Przejechałeś przez całą Warszawę, żeby wystawić rachunek kobiecie, którą widzisz po raz pierwszy, za jej gust, wygląd i prawo do bycia sobą. To rzadki poziom pewności siebie.
Zbigniew zmarszczył brwi:
Po prostu mówię szczerze.
Nie pokręciła głową Krystyna. Nie jesteś szczery. Jesteś nieszczęśliwy i próbujesz mierzyć świat krzywą miarą. Nie podobają ci się zdjęcia? Idź do muzeum tam eksponaty się nie zmieniają. Odpowiadam za długo? Kup sobie tamagotchi. Sukienka ci nie pasuje? Założyłam ją dla siebie, nie dla ciebie.
Wstała, poprawiła torebkę i spokojnie spojrzała na niego:
I jeszcze jedno. jeżeli twoje ego przeżywa kryzys z powodu słowa sama, potrzebujesz nie romansu, a rehabilitacji. W wieku czterdziestu pięciu lat zbyt cenię swój czas, by go marnować na człowieka, który zaczyna znajomość od rewizji moich wad.
Dokąd idziesz? A kawa? mruknął Zbigniew.
Dokończ sam. To oszczędność zasobów. I rada na koniec: jeżeli chcesz, żeby ci patrzono w usta, idź do dentysty.
W domu Krystyna od razu zablokowała Zbigniewa we wszystkich komunikatorach. W jej wieku przytulność to nie tylko koc i cisza, ale i telefon wolny od ludzi próbujących wpasować cię w swój krzywy wzorzec.
Jak myślicie to był tylko nieudany flirt czy starannie wyreżyserowane przedstawienie? I czy warto kontynuować znajomość, jeżeli od pierwszej chwili wystawia ci się rachunek za bycie sobą?



![Wieczna latarka [TOWARY MODNE 314]](https://i1.ytimg.com/vi/_HOxLbiY4SA/maxresdefault.jpg)



