Po czterech miesiącach wymiany wiadomości zgodziłam się na spotkanie z 52-letnim kawalerem zaczął rozmowę od pięciu zarzutów
Mówi się, iż oczekiwanie na coś bywa często bardziej ekscytujące niż samo wydarzenie. U mnie, u Krystyny, ten czas oczekiwania trwa już prawie cztery miesiące i zamienił się w swoisty serial internetowy z codziennymi odcinkami.
W tym czasie poznałam upodobania Marcina niemal na wyrywki, zapamiętałam imiona jego kolegów ze szkoły podstawowej i choćby przestałam się dziwić jego zwyczajowi, by każde dzień dobry kończyć trzema kropkami.
Mam czterdzieści pięć lat to ten moment, gdy na randkę idzie się już nie z drżeniem kolan, ale z ironicznie ciekawym nastawieniem badacza. Zobaczymy, jaki okaz trafi się tym razem, myślę, szykując się na spotkanie.
Należę do tych kobiet, które potrafią nosić zwykły kaszmirowy sweter jakby to była ceremonialna szata. Mam dystans do siebie i potrafię rozładować każdą niezręczność własną autoironią.
Butelka
Marcin, który właśnie skończył pięćdziesiąt dwa lata, w wiadomościach wydawał się człowiekiem poważnym, rozsądnym, lekko ironizującym i co mnie szczególnie przekonało godnym zaufania.
W naszym wieku, Krystyno, pisał późnymi wieczorami, ludzie szukają już nie fajerwerków, ale ciepła. Chcę być z kobietą, która rozumie bez słów.
Bez słów? Dobrze, niech będzie… śmieję się w duchu, tuszując rzęsy. Najważniejsze, żeby te słowa, które jednak usłyszę, nie sprawiły, iż będę chciała natychmiast wyjść.
Umówiliśmy się na spotkanie w niewielkiej, przytulnej kawiarni z miękkim światłem i zapachem cynamonu. Przyszłam punktualnie zebrałam się, pewna siebie, gotowa na miły wieczór. Wyglądałam świetnie.
Marcin pojawił się pięć minut później. W rzeczywistości był trochę niższy niż na zdjęciach, a jego spojrzenie jakby przed chwilą odkrył poważny błąd w finansowym raporcie.
Usiadł naprzeciwko, krótko się uśmiechnął i przywitał.
Nie doczekałam się ani komplementu, ani ciepłego miło Cię widzieć.
Marcin uważnie mnie obejrzał, jakby przeprowadzał inspekcję. Zaproponował, żebyśmy zamówili kawę i deser na tym stanęło.
Krystyno zaczął tonem dyrektora przed radą pedagogiczną długo analizowałem naszą relację. Prawie cztery miesiące. I teraz, gdy widzę Cię na żywo, muszę od razu zaznaczyć kilka ważnych spraw. Mam wobec Ciebie pięć zarzutów.
W środku coś mi się lekko stuknęło tak zwykle pęka dobre nastawienie. Oparłam podbródek na dłoni i skinęłam głową.
Pięć zarzutów? Brzmi intrygująco. Słucham.
Marcin nie wyłapał ironii i podniósł pierwszy palec.
Na jednym ze zdjęć, gdzie jesteś w niebieskiej sukience, figura wygląda inaczej. Teraz widzę, iż jesteś… bardziej zarysowana. To może wprowadzać mężczyznę w błąd. W naszym wieku kobieta powinna być bardziej szczera.
Uśmiechnęłam się w duchu. Zarysowana progres, dobrze, iż nie monumentalna.
Zarzut drugi: tempo odpowiedzi
Czasem odpisujesz zbyt wolno. Na przykład trzy tygodnie temu napisałem do Ciebie o 14:15, a odpowiedź dostałem dopiero o 16:40. Mężczyźni nie lubią czekać. To przejaw braku szacunku.
Wydaje mi się, iż wtedy miałam spotkanie służbowe… zaczęłam, ale Marcin już wyciągnął drugi palec.
Zarzut trzeci: miejsce spotkania
Dlaczego jesteśmy tutaj? To miejsce jest zbyt eleganckie. Proponowałem prostszą kawiarnię. Twój wybór świadczy o skłonności do ostentacyjnego konsumowania.
Zerknęłam na latte i miałam ochotę wylać go mu na głowę. Ciekawość jednak wygrała.
Po co ta sukienka? Przyszliśmy tylko na kawę. Jest zbyt wyzywająca jak na dzień. Biżuteria też niepotrzebna. Kobieta powinna przyciągać głębią, nie blaskiem. W moim wieku oczekuję treści, nie wystawy.
Zarzut piąty: samodzielność
Sama wybrałaś restaurację, często mówisz samodzielnie. Nie dajesz mężczyźnie poczuć się mężczyzną. Potrzebuję kobietę, która pyta o radę, a nie demonstruje niezależność. jeżeli będziemy razem, musisz to przemyśleć.
Skończył i skrzyżował ręce na piersi, wyraźnie oczekując skruchy lub wdzięczności za szczerość.
Patrzyłam na niego i nagle zrozumiałam: te cztery miesiące wiadomości były tylko wygodną maską pedantycznego manipulatora. Szukał nie ciepła, a wygodnego obiektu do podnoszenia własnego ego.
Wiesz co, Marcin powiedziałam spokojnie, niemal czułym tonem ja też zrobiłam małą analizę. I pięć minut mi wystarczyło, by wyciągnąć wnioski.
Jakie? zmarszczył brwi.
Jesteś fascynującym okazem. Przejechałeś przez całe miasto, żeby wystawić kobiecie, którą widzisz pierwszy raz, rachunek za jej smak, wygląd i prawo do bycia sobą. To naprawdę rzadkie poczucie pewności siebie.
Marcin się skrzywił:
Po prostu mówię szczerze.
Nie pokręciłam głową. Nie jesteś szczery, tylko nieszczęśliwy i próbujesz mierzyć świat krzywą linijką. Moje zdjęcia Ci nie pasują? Idź do muzeum tam eksponaty się nie zmieniają. Odpisuję długo? Kup sobie Tamagotchi. Sukienka nie pasuje? Założyłam ją dla siebie, nie dla Ciebie.
Wstałam, poprawiłam torebkę i spojrzałam na niego spokojnie:
Na koniec. jeżeli Twoje ego kruszy się od słowa samodzielna, to bardziej potrzebujesz terapii niż romansu. W tym wieku cenię swój czas zbyt mocno, żeby marnować go na człowieka, który rozpoczyna znajomość od rewizji moich niedoskonałości.
Dokąd idziesz? A kawa? mruknął Marcin.
Dokończ kawę sam. Zaoszczędzisz sobie zasoby. I rada: jeżeli chcesz, żeby ktoś patrzył Ci w usta zapisz się do dentysty.
W domu pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, było zablokowanie Marcina we wszystkich komunikatorach. W moim wieku przytulność to nie tylko koc i cisza, ale też telefon bez ludzi próbujących wsadzić mnie w swój krzywy schemat.
A Wy jak sądzicie: to był nieudany flirt czy dobrze wyreżyserowany spektakl? Czy warto kontynuować znajomość, jeżeli ktoś od pierwszej minuty wystawia nam rachunek za to, kim jesteśmy?



![Wieczna latarka [TOWARY MODNE 314]](https://i1.ytimg.com/vi/_HOxLbiY4SA/maxresdefault.jpg)



