Po 4 miesiącach pisania zgodziłam się na spotkanie z 52-letnim adoratorem — zaczął rozmowę od 5 zarzutów

newskey24.com 5 dni temu

Po czterech miesiącach wymiany wiadomości zgodziła się na spotkanie z 52-letnim adoratorem zaczął rozmowę od pięciu zarzutów

Mówią, iż oczekiwanie na święto bywa słodsze niż samo uroczystość. W przypadku Krystyny oczekiwanie rozciągnęło się na prawie cztery miesiące, zamieniając się w swoisty serial internetowy z codziennymi odcinkami.

Zdążyła w tym czasie poznać upodobania Wojciecha do najmniejszych detali, zapamiętała imiona jego przyjaciół z dzieciństwa i choćby przestała się dziwić jego zwyczajowi stawiania trzech kropek po każdym dzień dobry.

Krystyna miała czterdzieści pięć lat to wiek, kiedy idziesz na randkę już nie z dreszczem w kolanach, ale z ironiczną ciekawością badacza. Zobaczmy, jaki okaz trafi się tym razem, myślała, zakładając ulubiony sweter z kaszmiru, który potrafiła nosić jak królewski płaszcz. Miała też wyjątkowy dystans do siebie, którym potrafiła rozbroić każdą niezręczność.

Wojciech, który niedawno skończył pięćdziesiąt dwa lata, wydawał się w wiadomościach poważny, rozważny, odrobinę ironiczny, a przede wszystkim budził zaufanie.

W naszym wieku, Krystyno pisał późnymi wieczorami nie szuka się już fajerwerków. Chce się być z kimś, kto rozumie bez słów.

Bez słów? Też dobrze, uśmiechała się pod nosem Krystyna, delikatnie tuszując rzęsy. Najważniejsze, by te słowa, które jednak padną, nie kazały jej natychmiast wyjść.

Randkę umówili w przytulnej kawiarni w centrum Warszawy, pachnącej cynamonem i świeżymi ciastami. Krystyna zjawiła się punktualnie zadbana, pewna siebie, nastawiona na udany wieczór. Wyglądała nienagannie.

Wojciech pojawił się pięć minut później. Na żywo okazał się nieco niższy niż na zdjęciach, a jego spojrzenie zdradzało, jakby właśnie wykrył poważną nieścisłość w bilansie finansowym.

Usiadł naprzeciwko, skinął krótko głową i przywitał się. Nie było komplementu, ani ciepłego miło cię widzieć.

Wojciech zmierzył Krystynę od stóp do głów, jakby przeprowadzał kontrolę. Zaproponował kawę i deser na tym stanęło.

Krystyno zaczął głosem srogiego nauczyciela przed radą pedagogiczną długo analizowałem naszą korespondencję. Prawie cztery miesiące. I dziś, widząc cię na żywo, muszę od razu wyłożyć kilka ważnych spraw. Mam do ciebie pięć zastrzeżeń.

Coś w niej cichutko zabrzęczało tak często kończy się dobre samopoczucie. Krystyna oparła brodę na dłoni i kiwnęła głową.

Pięć zastrzeżeń? Brzmi intrygująco. Słucham uważnie.

Wojciech nie zauważył ironii i wyprostował pierwszy palec.

Zarzut pierwszy: zdjęcia

Na jednym zdjęciu w niebieskiej sukience twoja sylwetka wydaje się inna. Teraz widzę, iż jesteś… bardziej wyrazista. To może wprowadzać mężczyznę w błąd. W naszym wieku kobieta powinna być szczera.

Krystyna w duchu parsknęła śmiechem. Wyrazista postęp, dziękuję, iż nie monumentalna.

Zarzut drugi: tempo odpowiedzi

Czasem odpowiadasz zbyt wolno. Na przykład, trzy tygodnie temu napisałem ci o 14:15, a odpisałaś dopiero o 16:40. Mężczyźni nie lubią czekać. To objaw braku szacunku.

Chyba wtedy miałam zebranie… zaczęła, ale Wojciech już wystawiał następny palec.

Zarzut trzeci: miejsce spotkania

Czemu tutaj? Ta kawiarnia jest zbyt ekskluzywna. Proponowałem coś skromniejszego. Taki wybór zdradza twoją skłonność do pokazowego konsumpcjonizmu.

Krystyna spojrzała na latte i przez moment zapragnęła wylać je mu na głowę, ale ciekawość zwyciężyła.

Zarzut czwarty: wygląd

Po co ta sukienka? Przyszliśmy tylko na kawę. Jest zbyt wyzywająca na środek dnia. Biżuteria też zbędna. Kobieta powinna kusić głębią, nie błyskotkami. W moim wieku szukam treści, nie wystawy.

Zarzut piąty: samodzielność

Sama wybrałaś lokal, ciągle powtarzasz sama. Nie pozwalasz mężczyźnie poczuć się mężczyzną. Potrzebuję kobiety, która pyta o radę, nie demonstruje niezależności. jeżeli mielibyśmy być razem, musisz to zmienić.

Zamilkł, założył ręce na piersi, wyraźnie czekając na pokorny wyraz wdzięczności za swoją szczerość.

Krystyna patrzyła i w jednej chwili zrozumiała: cztery miesiące pisania były tylko wygodną maską dla drobiazgowego manipulatora. Szukał nie ciepła a pasującego obiektu dla swojego ego.

Wiesz, Wojciechu powiedziała łagodnie, prawie czułym tonem ja też trochę przeanalizowałam. I wystarczyło mi pięć minut.

Co wywnioskowałaś? zmrużył oczy.

Jesteś wyjątkowym przypadkiem. Przejechałeś pół Warszawy, by wystawić rachunek kobiecie, której choćby nie znasz, za gust, wygląd i prawo do bycia sobą. Fascynujący poziom pewności siebie.

Wojciech zmarszczył brwi:

Po prostu szczerze mówię.

Nie, pokręciła głową Krystyna to nie szczerość. Jesteś po prostu nieszczęśliwy i próbujesz zmierzyć świat swoją krzywą miarą. Zdjęcia ci nie pasują? Idź do muzeum: eksponaty się tam nie zmieniają. Długa odpowiedź? Kup sobie tamagotchi. Sukienka się nie podoba? Ubrałam ją dla siebie, nie dla ciebie.

Podniosła się, poprawiła torebkę i spojrzała na niego spokojnie:

Na koniec: jeżeli twoje ego rozsypuje się od słowa sama, to nie romans ci potrzebny, a terapia. W wieku czterdziestu pięciu lat zbyt cenię swój czas, by marnować go na człowieka, który zaczyna znajomość od kontroli moich wad.

Dokąd idziesz? A kawa? wymamrotał Wojciech.

Kawa zostaje dla ciebie. To ci pomoże oszczędzić zasoby. I rada: jeżeli chcesz, by ktoś ci patrzył w usta, zapisz się do stomatologa.

W domu Krystyna od razu zablokowała go we wszystkich komunikatorach. W jej wieku komfort to nie tylko koc i cisza, ale także telefon wolny od ludzi, którzy pragną dopasować cię do swojego pokręconego szablonu.

A co wy sądzicie: to była nieudana randka, czy przemyślany spektakl? I czy warto dalej rozmawiać, jeżeli już od pierwszej minuty ktoś wystawia ci rachunek za to, iż jesteś sobą?

Idź do oryginalnego materiału