– Piotrze, zostało tylko dziesięć dni, musimy coś wymyślić – mówię do męża, spoglądając na kalendarz. – Nie rozumiem, o co ci chodzi? – Piotr spojrzał na mnie zdziwiony. – Jak to o co? Twój tata za dziesięć dni ma jubileusz, kończy sześćdziesiąt lat. Trzeba pomyśleć, co mu podarować – mówię. – A, o to ci chodzi? Daj spokój, nie przejmuj się – odpowiedział Piotr. – Dobra, lecę do pracy, i tak już jestem spóźniony. Wyszedł, a ja się zamyśliłam. W tej rodzinie jestem dopiero trochę ponad rok, ale już czuję się jej częścią, i nie mogłam zignorować tak ważnej okazji jak jubileusz teścia

przytulnosc.pl 1 tydzień temu

– Piotrze, zostało tylko dziesięć dni, musimy coś wymyślić – mówię do męża, spoglądając na kalendarz.

– Nie rozumiem, o co ci chodzi? – Piotr spojrzał na mnie zdziwiony.

– Jak to o co? Twój tata ma za dziesięć dni jubileusz, kończy sześćdziesiąt lat. Trzeba pomyśleć, co mu kupić – odpowiadam.

– A, o to ci chodzi? Daj spokój, nic nie trzeba – rzucił Piotr. – Dobra, lecę do pracy, bo i tak już jestem spóźniony.

Wyszedł, a ja się zamyśliłam. W tej rodzinie jestem nieco ponad rok, ale już czuję się jej częścią, i nie mogłam przejść obojętnie obok takiego wydarzenia, jak sześćdziesiąte urodziny teścia.

Teść to naprawdę dobry człowiek – zwykle cichy, ale robi dla bliskich bardzo dużo. Przez całe życie ciężko pracował, jeździł za granicę na zarobki, a teściowa była gospodynią domową. To właśnie on wybudował porządny dom i kupił jednopokojowe mieszkanie, w którym teraz mieszkamy.

Pamiętam dobrze, iż w zeszłym roku nie składaliśmy mu życzeń – to był zwykły dzień, nie okrągła rocznica, więc postanowili nic nie świętować.

Ale w tym roku to już inna sprawa – sześćdziesiątka. Uważam, iż trzeba mu coś naprawdę ładnego podarować, dlatego chciałam porozmawiać z Piotrem zawczasu, żeby potem nie kupować byle czego na szybko.

W moim domu rodzinnym rodzice też nie byli fanami hucznych imprez, ale prezent dla solenizanta – to była świętość.

Wieczorem Piotr wrócił z pracy, nakarmiłam go kolacją – wiem, iż z głodnym mężczyzną lepiej nie podejmować żadnych tematów – a potem wróciłam do sprawy:

– No i co? Już wymyśliłeś, co damy tacie? – pytam.

– Przecież mówiłem ci rano – nic – odpowiada.

– Czekaj, Piotrze, ja chyba czegoś nie rozumiem. Ty nie kochasz swojego ojca? Nie szanujesz go? Dlaczego jesteś przeciwny temu, żeby go jakoś uczcić? Szkoda ci pieniędzy? – pytam, zdezorientowana, bo naprawdę nie rozumiem.

Widzę przecież, jak bardzo mój mąż szanuje swojego tatę, więc jego reakcja była dla mnie dziwna.

– Co ty opowiadasz? Oczywiście, iż kocham swojego ojca. I nie o pieniądze tu chodzi. Po prostu w naszej rodzinie nie ma zwyczaju kupować tacie prezentów – powiedział szczerze.

– Czyli chcesz mi powiedzieć, iż mamie się daje prezenty, a ojcu nie? Dobrze to rozumiem? – upewniłam się, bo pamiętam, jak rok temu daliśmy teściowej złote kolczyki za dziesięć tysięcy złotych.

– No… tak jakoś wychodzi – sam się zdziwił Piotr.

– A nie masz nic przeciwko temu, żebyśmy w tym roku troszkę zmienili wasze rodzinne zwyczaje i jednak coś ojcu dali? – pytam.

– Ale on i tak nic nie przyjmie. Wiesz, jaki on jest – zawsze myśli o innych, o sobie nigdy.

– Tym bardziej właśnie taka osoba zasługuje na niespodziankę. Powiem ci tak – ja już mam plan, a ty słuchaj i pomagaj – zarządziłam.

Teściowie rzeczywiście nie chcieli robić wielkiego przyjęcia, ale my się uparliśmy, iż wpadniemy chociaż na herbatę. Oczywiście teściowa i tak nakryła do stołu, choćby upiekła tort.

Siedzimy sobie przy stole, więc zaczęłam podpytywać teścia, tak mimochodem – jak zdrowie? Jak się czuje?

On człowiek prosty, mówi, iż wszystko w porządku, tylko nogi bolą. Gdyby nie to, już by pojechał znowu do pracy za granicę, bo bardzo chciałby pomóc nam kupić większe mieszkanie. Teraz mieszkamy w kawalerce, którą kupił jeszcze zanim Piotr się ożenił, a teraz widzi, iż potrzebujemy więcej przestrzeni i martwi się, iż nie może pomóc.

– A nie myśleliście o sanatorium, żeby trochę podreperować zdrowie? – pytam.

– Dobre by to było, ale przecież to teraz kosztuje fortunę – uśmiechnął się teść.

– A gdyby tak udało się za darmo, pojechałby pan? Mam kuzyna lekarza w jednym znanym kurorcie, może uda się coś załatwić w ramach jakiegoś programu – mówię.

Musiałam skłamać. Gdyby się dowiedział, iż ten wyjazd kosztuje czterdzieści tysięcy, nigdy by się nie zgodził. choćby jeżeli to były nasze pieniądze – teściowa też by go nie puściła. Więc musiałam zmyślić.

Faktycznie miałam znajomego lekarza, z którym wszystko ustaliłam. On mnie nie wyda.

Pieniądze mieliśmy – odłożone z prezentów ślubnych od teściów. Oszczędzaliśmy je na mieszkanie, ale uznaliśmy, iż to będzie dobrze wydana kwota.

Po powrocie z sanatorium teść był szczęśliwy, zadowolony – jakby odmłodniał o dziesięć lat. I jestem pewna, iż nie tylko odpoczynek mu pomógł – po prostu poczuł, iż ktoś się nim przejmuje. A przecież miłość i troska są potrzebne każdemu – choćby tym najsilniejszym. A może właśnie im – najbardziej.

Idź do oryginalnego materiału