17 marca
Dorastałem w dużej rodzinie. Ojciec, zapalony do kieliszka, zmieniał pracę za pracą, a mama harowała na poczcie i ledwo nadążała z domowymi obowiązkami, żeby wyżywić trójkę dzieci. Jako najstarszy z rodzeństwa pomagałem jej jak mogłem opiekowałem się młodszymi siostrami, nosiłem wodę ze studni i drewno na opał. Kiedy dziewczyny podrosły, one też zaczęły pomagać w domu. Niestety, do tego czasu ojciec już od nas odszedł, otruł się jakimś paskudztwem, które wypił razem z kolegami. Rodzina nie poczuła ulgi po jego odejściu.
Mama nieraz rozżalona wzdychała:
Choć pijak był, to przynajmniej spokojny, nie awanturował się. Parę złotych zawsze przyniósł Ech, Włodek, co ty najlepszego zrobiłeś Na kogo nas zostawiłeś
Żeby nie słuchać płaczu mamy, zawsze po zrobieniu swoich obowiązków wymykałem się z domu. Wieczorami zbierałem się z chłopakami pod starą chałupą na skraju wsi. Od lat nikt tam już nie mieszkał, ale obszerne, solidne schody werandy służyły nam za ławki.
Siedzieliśmy jak wróble w rządku każdy opowiadał jakąś historię, prawdziwą albo zmyśloną i chrupał słonecznikowe pestki. Ja nie miałem na nie pieniędzy, mama nigdy ich nie kupowała, bo oszczędzała na wszystkim. Ale zawsze częstowała mnie pestkami moja koleżanka i sąsiadka, Jadzia. Robiła to po cichu, nie na pokaz sypała mi nasionka do dłoni lub cichutko wrzucała do kieszeni, dzieląc się tym, co miała najlepszego
Szepnąłem jej za każdym razem dziękuję i jadłem z apetytem, jak inni chłopcy. Z czasem choćby celowo siadałem obok Jadzi, bo wiedziałem, iż podzieli się smakołykiem. Na początku trochę się krępowałem, ale później już uznałem to za coś naturalnego i sam szukałem jej towarzystwa.
Sumienie nie pozwalało mi jednak brać czegoś za darmo. Zacząłem więc przychodzić do Jadzi po obiedzie, kiedy pracowała w ogrodzie. Witałem się z nią i zawsze pytałem:
Twoi rodzice są w pracy?
Tak Gdzieżby indziej. Zawsze o tej porze w pracy.
Siadałem przy grządkach i sprawnie wyrywałem chwasty, rozmawiając po prostu o wszystkim. Jadzia nie odrzucała mojej pomocy zawsze była wtedy bardziej rozmowna. Po pracy przynosiła do sadu czajnik z herbatą i miseczkę z cukierkami i drożdżówkami. Udawałem, iż nie chcę, dla fasonu, ale nie przepuściła, póki nie poczęstowała słodyczami.
W moim domu cukierki były rzadkością, chyba iż na Wielkanoc czy Boże Narodzenie, więc w środku całym byłem jej wdzięczny za gościnność.
Starałem się być też dobry w nauce, choć przychodziło mi to z trudem. Tylko w sporcie zawsze brylowałem. Dlatego po szkole poszedłem do technikum na wychowanie fizyczne. Jadzia została pielęgniarką.
Jako dorośli widywaliśmy się już rzadziej głównie podczas świąt, kiedy wpadałem do rodzinnego domu pod Łodzią. Doprawdy, trudno było mnie teraz rozpoznać chuderlawy chłopak ze wsi wyrósł na rosłego faceta. Jadzia też się nie zmieniła przez cały czas miała śliczne niebieskie oczy, delikatną urodę i promienny uśmiech. Wyszła gwałtownie za mąż, bo tragicznie wcześnie straciła rodziców w wypadku. Szukała ukojenia w miłości i chciała zapomnieć o przeszłości, tworząc nowy dom.
Kiedy dowiedziałem się, iż Jadzia zaraz po śmierci rodziców poślubiła Zbyszka chłopaka z sąsiedztwa nie mogłem zrozumieć tej decyzji. Wydawali mi się zbyt różni. Jednak założyli rodzinę i po roku urodził im się synek.
Nie spieszyłem się z własnym życiem osobistym. Mama była zaskoczona, gdy zobaczyła, jak dobrze radzę sobie w pracy w szkole sportowej, i niedługo potem mianowano mnie dyrektorem ośrodka sportu w Łodzi.
Moje siostry założyły swoje rodziny i wyjechały do miasta. Tymczasem w życiu Jadzi zaczęły się kłopoty.
Słyszałeś o Jadzi? opowiadała mi mama. Jej mąż to wypisz, wymaluj twój ojciec. Pije, nie wiadomo gdzie się szlaja Ani dziecko, ani żona go nie obchodzą. Szkoda dziewczyny, oj szkoda. Tak mi jej żal
Uderzyłem pięścią w stół:
Co za łajza, po co ona za niego wyszła? Przecież wcześniej dobrze jej się wiodło. A teraz tylko same nieszczęścia Dobrze pamiętam, jak było u nas z ojcem. Nędza i smutek.
Ano właśnie, kiwała głową mama. Wynosi z domu, co się da. Magnetofon, ubrania, kryształy po jej rodzicach, choćby do ręczników się dorwał. I zawsze znajdzie się ktoś, kto to od niego kupi Przecież wiadomo, iż na alkohol Ale biorą.
Przychodzi do ciebie pożyczać, mamo? zapytałem wprost.
Nie, nie pożycza, ale krucho u niej z pieniędzmi. Zarabia grosze, od męża nie ma nic. Bieda
Chodziłem nerwowo po pokoju, rozważając wszystko w myślach. Mama, zorientowała się, iż powiedziała za dużo, więc dodała ostrzegawczo:
Ty tylko się nie mieszaj, Mariuszku. To jej sprawa, cudza rodzina to tajemnica. Skoro żyje z nim, to chyba jeszcze go kocha.
Usiadłem i zaczepiłem mamę:
Wiesz, iż Jadzia przez całe dzieciństwo karmiła mnie pestkami, ciastem i częstowała herbatą? Nie mogę spać spokojnie, wiedząc, iż ona teraz tak cierpi, jeszcze z małym dzieckiem na rękach.
Co chcesz zrobić, Mariusz? spytała przestraszona mama. Tylko nie bij się z tym pijakiem, bo jeszcze do aresztu cię wsadzą. Lepiej jej po cichu pomożemy.
Pokiwałem głową i wyjechałem do Łodzi. Po paru dniach wróciłem autem i do domu mamy wtachalem dwa wory, kilka skrzynek i pakunki z żywnością i ubraniami.
Co to jest, Mariusz, chyba się do mnie wprowadzasz? ucieszyła się mama. Wreszcie jedno dziecko przy mnie.
Co tam, mamo. Pracę mam w Łodzi i mieszkanie też. To produkty spożywcze dla ciebie. Zobacz sama. I nie dziw się pestkom Jadzia zrozumie. Sam nie będę jej nic dawał, różnie ludzie gadają Ty sama rozporządzaj i dla siebie, i trochę dla niej.
A twoje siostry, nie potrzebują?
Przecież wiesz, iż wszystkim na święta wysyłam pieniądze. Im dobrze się powodzi, mają porządnych mężów. Niczego nie brakuje.
No, to całe szczęście, odpowiedziała mama.
A teraz znów jadę do Łodzi. Nie skąp się, pomagaj Jadzi, dawaj dyskretnie, żeby sąsiedzi nie plotkowali, ale regularnie. Jak się skończą zapasy, przywiozę więcej. O głód się nie bójcie.
Objąłem mamę, pocałowałem ją i popędziłem do miasta. Mama poszła zerknąć do spiżarni w workach były przepyszne polskie pestki słonecznika.
Ale się nasmażę Ale będzie pychota cieszyła się jak dziecko.
W paczkach były puszki z mlekiem skondensowanym, konserwy, kasze, makarony i mąka. Oddzielnie leżały torby cukierków. Mama przeniosła je do kredensu. Wzdychała, podziwiając hojność syna już wcześniej ją rozpieszczał słodyczami i świeżą rybą morską, którą uwielbiała, ale teraz zestaw był wyjątkowo bogaty.
Och, Mariuszku, co za dobroć w tobie Kiedy wreszcie twoje szczęście się znajdzie?
Zrobiła wszystko, jak prosiłem. Od tego czasu zaczęła odwiedzać Jadzię co tydzień wieczorami i przynosiła jej paczkę, którą sprytnie ukrywała pod płaszczem.
Jadzia z początku nie chciała nic brać, jednak kiedy dostała całe wiadro pestek, domyśliła się, od kogo pochodzą prezenty. Rozpłakała się, przekładając przez palce błyszczące pestki.
Pozdrów ode mnie Mariusza i podziękuj mu bardzo. Masz pojęcie Tyle lat minęło. A on pamięta Dziękuję mu z serca. Ale niech się już o nas nie martwi. Dwa tygodnie temu złożyłam pozew o rozwód. Mam nadzieję, iż moje nieszczęście już się skończy.
Mama wracała zamyślona do siebie, nie bardzo wiedząc, co myśleć. Teraz Jadzia miała być wolną kobietą, a ja wciąż byłem kawalerem
No popatrz, co to będzie Może mój Mariusz się z nią ożeni? mamrotała pod nosem.
Mijał czas. Mama wytrwale przynosiła upominki, wspólnie z Jadzią popijały herbatę, rozmawiały, a Jadzia za każdym razem z przeprosinami przyjmowała jedzenie, solennie obiecując, iż wszystko odda.
Nie tobie, tylko twojemu synkowi. jeżeli sama nie chcesz drobnych podarunków, to dziecka nie pozbawiaj tego, co dobre. Pan Bóg pomaga przez ludzi tłumaczyła mama.
Jadzia rozwiodła się i od roku mieszkała już sama. Stała się pogodniejsza, powiesiła nowe zasłonki, jej synek chodził do przedszkola i był wypisz, wymaluj kopia mamy.
Czasami mama została z dzieckiem, a ono mówiło do niej babciu. Ja przywoziłem Viteziowi zabawki i spotykaliśmy się u mojej mamy. Piliśmy w trójkę herbatę, wspominaliśmy dzieciństwo i młodość ani słowa o jej nieudanym małżeństwie. Jakby te cztery lata nie istniały.
Coraz częściej odwiedzałem mamę. Stałym pytaniem było:
Jadzia dawno była? A Vitezio u ciebie dzisiaj?
Synku, mógłbyś najpierw choć zapytać, jak się czuję śmiała się mama.
Przepraszam, mamo Jak się czujesz? pytałem, spoglądając przez okno.
Już idź, idź. Jest w domu, wolna dziś. Pewnie czeka. Wszyscy już gadają o was. Przestańcie już tę ciuciubabkę odgrywać. Idź.
Zawsze tak u nas było zanim pomyślisz, już wszyscy wiedzą swe.
Podszedłem do mamy i niespodziewanie objąłem ją.
A to co, synu? zdziwiła się.
Dziękuję, mamo. Za to, iż wszystko rozumiesz i wszystko przyjmujesz. Po prostu dziękuję.
Mama mnie przeżegnała i poszła pod ikonę. A ja już wybiegłem na ganek. Wróciłem jeszcze po bukiet białych chryzantem z torby. Nie zważając na spojrzenia, poszedłem do domu Jadzi. Plotkują Czekajcie, niech się jeszcze nagadają! zaśmiałem się do siebie.
Podchodziłem do tego znanego od dziecka ganku, nie wiedząc, iż Jadzia w ciemności zza firanki patrzy, jak przynoszę jej kwiatyDrzwi otworzyła Jadzia, zaskoczona, trochę zawstydzona, z białą mąką na nosie. W środku pachniało drożdżowym ciastem, w tle grało radio. Jej synek, rozchichotany, biegał po kuchni w czerwonych skarpetkach.
Podałem jej kwiaty, a ona spojrzała na mnie tym swoim dawnym, promiennym uśmiechem, którego tak mi brakowało przez lata. Zanim zdążyła coś powiedzieć, mały Vitezio owił mi nogę ramionami.
Wujku Mariuszu, zostaniesz na ciasto?
Jadzia zasłoniła usta dłonią, onieśmielona. W jej spojrzeniu było coś nowego lekka nadzieja, błysk śmiałości przebijający przez lata trosk.
Nie potrzebowaliśmy słów. Byliśmy dla siebie jak dom cichy, ciepły, wiejski. Usiadłem z nimi przy kuchennym stole, zjadłem kawałek świeżego placka i pierwszy raz od dawna poczułem, iż jestem dokładnie tam, gdzie powinienem. Między miękkimi dłoniami Jadzi i ufnością w dziecięcych oczach znalazłem dawną prostotę szczęścia.
A za oknem, na werandzie, mama przechodziła wolnym krokiem i ukradkiem przeżegnała się w stronę naszego okna. Zamiast słowa amen wymruczała tylko cicho:
No, wreszcie.
I tak, w małym domu na skraju wsi, przy miseczce słonecznika i kubkach herbaty, historia zatoczyła koło niekoniecznie bajkowa, ale po ludzku dobra.














