Piotrek dorastał w wielodzietnej rodzinie. Ojciec, miłośnik alkoholu, wciąż zmieniał pracę, a mama, wyczerpana do granic możliwości, walczyła na poczcie i w domu, by wyżywić trójkę dzieci.

polregion.pl 1 tydzień temu

Pamiętam, jakby to było wczoraj, chociaż od tych lat minęły już całe dekady. Piotruś wychowywał się w wielodzietnej rodzinie w małej wsi pod Lublinem. Ojciec, któremu butelka była bliższa sercu niż porządna robota, często zmieniał zatrudnienie, a matka Stasia ledwo wiązała koniec z końcem, pracując na poczcie i jednocześnie ogarniając dom, aby wykarmić troje dzieci.

Piotrek był najstarszy, więc pomagał matce ile mógł: niańczył młodsze siostry, nosił wodę ze studni i drewno na opał. Gdy dziewczyny podrosły, przejęły część domowych obowiązków. Wtedy jednak ojca już z nami nie było zmarł po zatruciu się jakimś paskudztwem, które wypił kiedyś z kumplami.

Lżej rodzinie nie stało się ani trochę. Matka długo opłakiwała niezaradnego męża:
Choć pił, to był spokojny… Nie awanturował się. No i przynosił choć trochę grosza… O, głupi ty byłeś, Władku… Na kogoś nas zostawił…

Piotruś nie wytrzymywał tych lamentów. Robił swoje, a potem gwałtownie wybiegał z domu, żeby spotkać się z kolegami na wieczornych pogaduchach przy starym, opuszczonym domku na skraju wsi. Tam od lat nikt nie mieszkał, schodki prowadzące na ganku były szerokie i solidne, więc dzieci traktowały je jak ławki.

Siedzieliśmy tam, chrupiąc słonecznik i opowiadając sobie różne historie, prawdziwe i zmyślone. Piotrkowi trudno było zdobyć te pestki matka nigdy ich nie kupowała, każdą złotówkę przeznaczając na jedzenie. Ale jego najlepsza koleżanka, Basia, zawsze częstowała Piotrka garścią pachnących, tłustych nasionek. Robiła to dyskretnie, wsypując mu do kieszeni lub na dłoń.

Piotrek zawsze ściszał głos, dziękował i jadł ze smakiem, jak wszyscy. Z czasem przyzwyczaił się do jej obecności i sam siadał zawsze najbliżej Basi, żeby mogli dzielić się smakołykami i śmiechem.

Jednak sumienie nie pozwalało Piotrkowi brać tego za darmo. Zaczął odwiedzać Basię po obiedzie, gdy dziewczyna pomagała matce w ogrodzie. Zawsze pytał:
Twoi rodzice w pracy?
W pracy, w pracy. Zawsze ich nie ma o tej porze.
Siadał z nią przy grządkach i pomagał pielić chwasty, rozmawiając o codziennych sprawach.

Basi była wdzięczna, a we dwójkę robota szła szybciej i weselej. Potem dziewczyna przynosiła do ogrodu gorącą herbatę, talerz kruchych ciastek i słodkie cukierki. Piotr odmawiał, dla pozoru, ale w końcu dawał się namówić i ucztował przy stole pod starym orzechem.

W domu Piotrka słodycze zdarzały się rzadko, tylko na święta. W sercu chłopiec był więc ogromnie wdzięczny Basi za jej hojność i serdeczność.

Piotrek bardzo się starał, żeby nie odstawać w szkole, choć nauka nie przychodziła mu łatwo. Tylko w sporcie był najlepszy. Po podstawówce poszedł więc do technikum o profilu sportowym w Lublinie. Basia wybrała medycynę i zdobyła zawód pielęgniarki.

Spotykali się coraz rzadziej tylko od święta, gdy wracali do rodzinnych domów. Piotr bardzo się zmienił z chuderlawca wyrósł na postawnego, silnego mężczyznę, za to Basia pozostała tą samą pogodną, niebieskooką dziewczyną szczupła, uśmiechnięta i delikatna.

Wyszła za mąż bardzo młodo, bo tuż po śmierci rodziców w wypadku szukała ukojenia, miłości, pragnęła jak najszybciej ułożyć sobie życie i odsunąć smutek daleko.

Kiedy Piotr dowiedział się, iż Basia wyszła za Janka chłopaka trochę zbyt rozrywkowego, zdziwił się. Dla niego nie pasowali do siebie, ale młodzi założyli rodzinę i po roku urodził im się syn.

Piotr nie śpieszył się z zakładaniem własnej rodziny. Ku zaskoczeniu matki, świetnie odnalazł się w organizacji pracy w miejskiej szkole sportowej. niedługo został dyrektorem miejskiego ośrodka sportowego w Lublinie.

Jego siostry już się wyprowadziły, ułożyły sobie życie. U Basi za to nie wiodło się najlepiej z mężem.
Basia ma w domu to samo, co my z twoim ojcem… opowiadała Piotrkowi matka. Jej Janek pije, wałęsa się, a rodzina go nie obchodzi…

Dlaczego ona za niego wyszła? Przecież jej się powodziło, była szczęśliwa denerwował się Piotr.

On już z domu wyniósł radio, swoje ubrania, a choćby kryształy po jej rodzicach na wódkę… Ludzie to skupują… wzdychała matka.

Ona przychodzi pożyczać pieniądze? pytał Piotr.

Nie, nie pożycza, ale ledwo wiąże koniec z końcem. Pracuje za grosze. Jankowi nic nie zależy, ona sama zarabia, a starczy ledwo na kawałek chleba…

Piotrek długo chodził zamyślony, a matka prosiła:
Synku, nie mieszaj się do ich spraw. To cudza rodzina… Musi sama podjąć decyzję.

Wtedy Piotr opowiedział jej, jak Basia w dzieciństwie dzieliła się z nim pestkami słonecznika, ciastkami i herbatą. Nie mógł spokojnie patrzeć, jak teraz cierpi, jeszcze z maluchem na ręku.

A co ty zamierzasz, Piotruś? zaniepokoiła się matka. Tylko się z tym draniem nie szarp! Lepiej tak ją wspierać.

Piotr skinął głową i wrócił do miasta. Po kilku dniach pojawił się jednak u matki z samochodem wypchanym po brzegi przywiózł dwa worki, kilka skrzynek, pudeł z jedzeniem i torby z ubraniami.
Co to ma być? Przeprowadzasz się do mnie, synku? ucieszyła się matka.
Nie, mamuś, praca mnie trzyma tam, mieszkanie mam. To dla ciebie i… dla Basi. Worki z pestkami niech cię nie dziwią. Basia się domyśli. Mnie nie wypada jej dać osobiście, ludzie by różnie pomyśleli. Ty będziesz wiedziała, co z tym zrobić.

A twoim siostrom nic nie zawieziesz?
Im zawsze co święta pieniądze przesyłam. Mają dobrych mężów, nie narzekają.

No, masz rację.

Pomagaj Basi, przynoś jej po trochu, jak nikt nie widzi, a jak się skończy przywiozę więcej. Z głodu nie zginiecie.

Poszedł, ucałował ją. Niespodziewanie kobieta była wzruszona. W workach ciężkie, wypasione nasiona słonecznika, w skrzynkach konserwy, mąka, makarony, słoiki konfitur, cukierki i herbatniki. Przeniosła słodycze do kredensu, nie mogąc się nadziwić dobroci syna. Zawsze ją wspierał, teraz szczególnie ją rozczulił.

Wszystko zrobiła tak, jak prosił. Co tydzień wieczorem zachodziła do Basi, zawsze z paczuszką ukrytą pod płaszczem. Początkowo Basia odmawiała, ale gdy zobaczyła wiadro pestek, uśmiechnęła się przez łzy wiedziała już, od kogo są te dary.

Przekaż Piotrkowi podziękowania poprosiła drżącym głosem. Niewiarygodne, iż tyle lat pamięta. Ale niech się nie martwi, właśnie dwa tygodnie temu złożyłam pozew o rozwód. Moje nieszczęście się kończy mam nadzieję.

Nina kiwała tylko głową, wracając do siebie. Teraz Basia była wolną kobietą, a jej syn kawaler.

No i zaczęły się domysły: czy Piotr w końcu się oświadczy?

Z czasem Basia rozkwitła. Od roku była już sama, w domu zawisły nowe firanki, synek Wiktorek, cały w matkę, chodził do przedszkola. Nina czasem zostawała z nim, a maluch mówił do niej babciu. Gdy Piotr wpadał z miasta, zawsze przywoził Wiktorkowi nowe zabawki. Spotykali się we troje u Niny, przy herbacie, wspominając dzieciństwo, nigdy nie mówiąc o nieudanym małżeństwie Basi. Jakby te cztery lata po prostu nie istniały.

Z każdym miesiącem Piotr coraz częściej odwiedzał matkę.
Dawno Basia była? Wiktorek dzisiaj u ciebie? zagadywał.
Synku, a może byś zapytał najpierw o moje zdrowie? żartowała mama.
Masz rację, mamo Jak się czujesz?
Daj spokój, idź już do niej. Dzień wolny ma, na pewno czeka. Przestańcie w kotka i myszkę się bawić! Cała wieś was już potencjalnie połączyła…

Piotr śmiał się:
Zanim sam pomyślę, to już wszyscy się zorientowali!

Podszedł do matki, przytulił ją.
Za wszystko ci dziękuję. Za to, iż rozumiesz. I iż po prostu jesteś wyszeptał.

Nina przeżegnała syna, po czym znów wróciła do swoich zajęć. A Piotr wybiegł już na podwórko. Po chwili wrócił po bukiet białych chryzantem.

Nikogo się nie wstydząc, poszedł do Basi. Jak one plotkują Ojej, jeszcze zobaczą, co to znaczy plotka…” śmiał się w duchu.

Szedł dobrze znanym z dzieciństwa chodnikiem, nie wiedząc, iż Basia, milcząco, z dłońmi przy sercu, obserwuje go zza firanki, jak niesie jej kwiaty.

Idź do oryginalnego materiału