Piotrek dorastał w wielodzietnej rodzinie. Ojciec, amator trunków, często zmieniał pracę, a mama z trudem łączyła obowiązki na poczcie i w domu, by utrzymać trójkę dzieci.

newskey24.com 1 tydzień temu

Piotrek dorastał w wielodzietnej rodzinie. Ojciec, wielki amator trunków, zmieniał prace jak rękawiczki, a matka, Danuta, ledwie zipiąc po całym dniu na poczcie, potem pędziła jeszcze do domowych obowiązków, aby wyżywić trójkę dzieci.

Piotrek był najstarszy, więc pomagał mamie: zajmował się młodszymi siostrami – Jagodą i Zosią, nosił wodę ze studni, rąbał i znosił drewno. Kiedy dziewczynki trochę podrosły, też wzięły się do pomocy. Ale wtedy ojca już nie było pewnej nocy wypił z kolegami jakieś paskudztwo i go zabrakło.

Rodzinie nie zrobiło się od tego lżej. Matka często wspominała męża z żalem:

Może i pił, ale cichy był, nigdy nie wszczynał awantur. Zawsze coś do domu przynosił, choćby parę złotych Oj, Władku, co ty najlepszego zrobiłeś, na kogo nas zostawiłeś

Piotrek, nie chcąc słuchać matczynych westchnień, gwałtownie wywiązywał się ze swoich obowiązków, po czym wychodził. Szukał towarzystwa rówieśników na wieczornych spotkaniach pod starą chałupą na skraju wsi.

W tym domu od lat nikt nie mieszkał, a szerokie, stabilne schody ganków służyły dzieciakom za ławki. Siadali jak wróble jeden obok drugiego i chrupali słonecznik, opowiadając sobie na zmianę niestworzone i prawdziwe historie.

Piotrek nie miał pieniędzy na słonecznik, matka nigdy go nie kupowała, bo oszczędzała na wszystkim. Ale sąsiadka i jego przyjaciółka Basia potajemnie częstowała go ziarniakami cicho, niemal konspiracyjnie nasypywała mu garść do kieszeni lub na dłoń, aromatyczne, błyszczące, słodkawe nasiona słonecznika.

Piotrek ściszonym głosem szeptał Basi dziękuję i zajadał z innymi z takim samym uwielbieniem. Wydawało mu się, iż Basia zawsze sadzała się blisko niego właśnie po to, by go częstować. Na początku trochę się tego wstydził, a później sam siadał obok dobrej, szczodrej dziewczynki.

Ale Piotrkowi sumienie nie pozwalało, aby brać coś za darmo. Zaczął więc przychodzić do Basi po obiedzie, gdy dziewczyna pracowała w ogrodzie. Chwilę pogadał przez płot:

Rodzice w pracy?

A gdzie by indziej byli? Zawsze o tej porze pracują.

Piotrek przysiadał wtedy do grządek i szybko, sprawnie wyrywał chwasty, rozmawiając z Basią o wszystkim i o niczym. Dziewczyna nie odmawiała pomocy, bo sama lubiła pogawędki, a z Piotrkiem przy pracy było raźniej.

Po skończonej robocie Basia zawsze częstowała go gorącą herbatą z imbryka, a do tego wyciągała słoik kruchych ciastek albo drożdżówki. Piotrek, dla porządku się wzbraniał, ale Basia zawsze go przekonywała i nie puściła, dopóki nie zjadł i nie wypił.

Słodycze u Piotrka w domu były praktycznie tylko od święta. W duchu był więc szczerze wdzięczny Basi za jej gościnność i dobre serce.

Starał się też w szkole. Nauka przychodziła mu z trudem, tylko w sporcie był najlepszy. Dlatego po podstawówce poszedł do technikum o profilu sportowym, a Basia wybrała liceum medyczne z marzeniem o pracy pielęgniarki.

Dorastając, spotykali się coraz rzadziej tylko przy okazji rodzinnych świąt i dłuższych wolnych. Piotrka trudno było poznać: chudy chłopiec wyrósł na przystojnego, muskularnego młodzieńca. A Basia wciąż miała te same niebieskie, błyszczące oczy i pogodną buzię, była szczupła, drobna i zawsze uśmiechnięta.

Basia wyszła za mąż wcześnie, bo gwałtownie została sierotą rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Dziewczyna szukała ukojenia w miłości, chciała jak najszybciej stworzyć własny dom, by oderwać się od bólu po stracie.

Kiedy Piotrek usłyszał, iż Basia wyszła nagle za Janka gadatliwego, wesołego chłopaka z ich wsi bardzo się zdziwił. Wydawali się zupełnie nie pasować do siebie. Ale para założyła rodzinę i po roku Basia urodziła synka.

Piotrek nie spieszył się, by zakładać własną rodzinę. Ku zdziwieniu matki świetnie sprawdził się w pracy w miejskiej szkole sportowej wykazał duże zdolności organizacyjne i niedługo awansował na dyrektora nowo otwartego ośrodka sportu w Poznaniu.

Siostry Piotrka już miały swoje życie i przeprowadziły się do innych miast. Tymczasem u Basi nie wiodło się w małżeństwie.

Wyobraź sobie mówiła matka Piotrka Janek zachowuje się dokładnie jak twój świętej pamięci tata: pije, włóczy się nie wiadomo gdzie Dziecko mu niepotrzebne, żona też nie A przecież kiedyś Basi niczego nie brakowało. Rozumiem ją aż za dobrze.

Piotrek zacisnął pięść ze złości:

No i po co za niego wyszła? Miała wszystko. Z nim to tylko nieszczęście.

No właśnie mówiła dalej mama Już sprzedaje z domu co się da radio, ciuchy, choćby szkło po rodzicach Basi A są i tacy, co od niego kupują, choć wiedza, na co idą te pieniądze. Na wódkę. Ale biorą…

Potrzebuje pomocy? Przychodzi, żeby pożyczyć? Piotrek zapytał wprost.

Nie, nie pożycza, ale żyją bardzo biednie. Jej wypłata grosze. Od męża zero. Szkoda gadać.

Piotrek długo chodził po pokoju, ewidentnie nad czymś rozmyślając, aż matka, żałując, iż powiedziała za dużo, poprosiła:

Nie mieszaj się tylko w ich sprawy, Piotrusiu. To nie nasza rola. Co w cudzej rodzinie, to nie twoja rzecz. Skoro z nim mieszka, to pewnie kocha.

Wtedy Piotrek usiadł i opowiedział matce, jak przez całe dzieciństwo Basia go dokarmiała słonecznikiem i ciastkami. Wyjaśnił, iż nie może mieć spokoju, gdy wie, iż dawna przyjaciółka tak dziś cierpi, jeszcze z maluchem na rękach.

Co zamierzasz zrobić, Piotrek? spytała z niepokojem.

Tylko nie bij się z jej chłopem, synu. Kretyna zmieni tylko czas. Nie warto, jeszcze sam znajdziesz się w tarapatach. My po prostu pomagajmy.

Piotrek skinął głową i pojechał do Poznania. Po dwóch dniach wrócił autem i wyładował pod domem matki dwa worki, kilka skrzynek i pudła żywności oraz torby z ubraniami.

Co to jest, przeprowadzasz się do mnie? roześmiała się Danuta.

Skądże. Praca i mieszkanie są w mieście. To zapasy. Na worki słonecznika nie patrz zaskoczona Basia zrozumie. Sam nie pójdę jej wręczać, bo ludzie zaraz by sobie coś pomyśleli. A ty wiesz co zrobić i sobie zostaw, i jej podziel. Siostry radzą sobie same.

Mama Piotrka długo biła się z myślami, ale postępowała wedle jego prośby raz w tygodniu, wieczorem, wstępowała do Basi z paczką pod płaszczem.

Basia na początku odmawiała przyjęcia, ale kiedy dostała całe wiadro słonecznika, domyśliła się, skąd płynie pomoc. Zalała się łzami, przewracała w palcach lśniące ziarna i powiedziała:

Przekaż Piotrkowi podziękowania. Tyle lat A on pamięta. Powiedz, żeby się już o nas nie martwił. Właśnie złożyłam papiery rozwodowe. Moje nieszczęście niedługo się skończy. Wierzę w to.

Danuta wróciła do domu zamyślona. Może Basia będzie wolna, a jej syn przecież kawaler

Czas mijał, Danuta wciąż pomagała Basi, nosząc żywność, razem piły herbatę, Basia za każdym razem cicho dziękowała, obiecując kiedyś oddać. Ale Danuta powtarzała:

To nie dla ciebie, tylko dla twojego synka. jeżeli trzymasz się dumy, nie odbieraj dziecku pomocy. Bóg daje dłońmi ludzi.

Basia rozwiodła się i od roku sama prowadziła dom. Odżyła. Pojawiły się kolorowe zasłony, synek chodził do przedszkola i był całą mamą.

Czasem Danuta opiekowała się małym Michałkiem, namówionym już babcią. Piotrek wpadał do matki, zawsze przywożąc małemu nowe klocki lub piłkę. Przesiadywali u Danuty przy herbacie, wspominali dzieciństwo, młodość, unikając tematów nieudanego małżeństwa Basi jakby tych czterech ciężkich lat nie było.

Piotrek coraz częściej odwiedzał matkę, a ta z uśmiechem żartowała:

Może byś najpierw, synku, spytał, jak się czuję, zanim zaczniesz o Basi i Michałku wypytywać?

Przepraszam, mamo Jak się masz?

Dobrze, dobrze. Już idź do nich. Basia jest w domu, pewnie czeka Wszyscy i tak już o was gadają Dość tej gry w kotka i myszkę.

U nas zawsze tak śmiał się Piotrek Nie zdążysz pomyśleć, a już cię zeswatali!

Objął matkę.

Dziękuję ci, mamo. Jesteś dobra i wszystko rozumiesz.

Danuta przeżegnała syna i podeszła pod ikonę. A Piotrek wrócił do sieni, wyjął bukiet białych chryzantem, po czym nie kryjąc się przed nikim, pomaszerował prosto do domu Basi. Myśli mu się kłębiły: Gadają ech, baby Co to jeszcze będzie! Zobaczycie!

Podchodził do dobrze sobie znanego z dzieciństwa ganku, nie wiedząc, iż Basia stoi w cieniu za firanką i obserwuje go z biciem serca, już z uśmiechem na twarzy

Życie nauczyło Piotrka, iż dobro, którym dzielimy się bezinteresownie, zawsze wraca. Czasem trzeba po prostu nie bać się wyciągnąć rękę bo dobroć i przyjaźń są jak słonecznik: z jednego ziarenka wyrasta całe pole nowych możliwości.

Idź do oryginalnego materiału