Pilny komunikat URE. Fałszywi kontrolerzy pukają do domów i pytają o ważne dane

zycie.news 2 godzin temu
Zdjęcie: drzwi @pexels


Urząd Regulacji Energetyki ponownie ostrzega przed osobami, które podają się za kontrolerów i próbują dostać się na posesje prosumentów. Takie wizyty mogą wyglądać profesjonalnie, ale w rzeczywistości mogą być próbą zdobycia danych technicznych, wejścia na teren domu albo przedstawienia niechcianej oferty handlowej.

Fałszywe kontrole wróciły. URE wydał ostrzeżenie

Temat dotyczy przede wszystkim właścicieli domów z instalacją fotowoltaiczną. W przestrzeni publicznej ponownie pojawiły się informacje o osobach, które przedstawiają się jako kontrolerzy instalacji PV. Część z nich ma powoływać się na Urząd Regulacji Energetyki albo rzekomą Agencję Kontroli Sieci Przesyłowych.

Problem w tym, iż URE jasno podkreśla: urząd nie prowadzi takich kontroli u prosumentów. Uprawnień do tego nie ma również wspomniana agencja. Według ostrzeżenia chodzi o próby nieuprawnionego wejścia na posesję i pozyskania danych.

To bardzo ważne, bo oszuści często wykorzystują autorytet instytucji publicznych. Wystarczy poważnie brzmiąca nazwa, pewny ton głosu i hasło „obowiązkowa kontrola”, aby wiele osób zaczęło się stresować i działać pod presją.

Dlaczego właściciele fotowoltaiki są łatwym celem?

Fotowoltaika stała się w Polsce bardzo popularna. Tysiące domów ma panele na dachach, falowniki, liczniki dwukierunkowe i umowy z operatorami. Dla wielu osób to jednak przez cały czas dość skomplikowany temat.

Nie każdy właściciel instalacji dokładnie wie, kto może przeprowadzić kontrolę, jakie dokumenty powinien okazać kontroler i czy odmowa wpuszczenia obcej osoby może oznaczać problemy.

Właśnie tę niepewność próbują wykorzystać naciągacze. Mogą sugerować, iż kontrola jest obowiązkowa, iż wynika z nowych przepisów albo iż brak zgody grozi konsekwencjami. To klasyczna metoda wywierania presji.

O co pytają fałszywi kontrolerzy?

Według opisywanego schematu fałszywi kontrolerzy mogą skupiać się na trzech rzeczach. Po pierwsze, próbują wejść na teren posesji i obejrzeć instalację. Już samo wpuszczenie obcej osoby na prywatny teren może być ryzykowne.

Po drugie, mogą pytać o szczegóły techniczne instalacji. Chodzi między innymi o dane falownika, numer licznika, moc instalacji albo dokumentację dotyczącą fotowoltaiki. Takie informacje mogą później posłużyć do przygotowania oferty handlowej albo dalszego kontaktu z właścicielem.

Po trzecie, podczas takiej wizyty może pojawić się propozycja płatnej usługi: serwisu, rozbudowy instalacji, ubezpieczenia albo innego produktu. Kontrola staje się wtedy pretekstem do sprzedaży.

To szczególnie niebezpieczne, bo właściciel może mieć wrażenie, iż rozmawia z osobą działającą w imieniu urzędu lub operatora.

Prawdziwa kontrola wygląda inaczej

URE przypomina, iż kontrole instalacji prosumentów mogą przeprowadzać wyłącznie przedsiębiorstwa odpowiedzialne za dystrybucję energii elektrycznej na danym terenie. To operatorzy systemu dystrybucyjnego, czyli OSD.

Legalna kontrola nie odbywa się na podstawie ustnego zapewnienia. Kontrolerzy muszą mieć imienne upoważnienie oraz legitymację służbową wydane przez dystrybutora. Co ważne, takie kontrole przeprowadzane są w zespole liczącym co najmniej dwie osoby.

Jeśli pod drzwiami pojawia się jedna osoba, która nie chce pokazać dokumentów albo posługuje się nazwą instytucji, której nie da się potwierdzić, powinien zapalić się czerwony alarm.

Nie trzeba wpuszczać każdego, kto mówi o kontroli

Właściciel domu ma prawo zachować ostrożność. Nie powinien wpuszczać obcych osób na posesję tylko dlatego, iż mówią o panelach, liczniku albo obowiązkowej weryfikacji.

Najrozsądniej poprosić o dokumenty i nie podejmować decyzji pod presją. Można zamknąć bramę, poprosić o pozostawienie danych kontaktowych i samodzielnie zadzwonić do swojego operatora sieci dystrybucyjnej.

To ważne: numer telefonu najlepiej znaleźć samemu na oficjalnej stronie operatora albo na fakturze, a nie korzystać z numeru podanego przez osobę stojącą pod domem. Oszuści mogą podać kontakt do wspólnika, który potwierdzi fałszywą wersję.

Tych sygnałów lepiej nie lekceważyć

Szczególną czujność powinny wzbudzić sytuacje, w których rzekomy kontroler nie ma legitymacji, nie pokazuje imiennego upoważnienia, działa sam, naciska na szybkie wpuszczenie na posesję albo straszy karami.

Podejrzane jest również wypytywanie o szczegóły techniczne bez jasnego uzasadnienia. jeżeli ktoś prosi o numer licznika, parametry falownika, dokumentację instalacji albo dane właściciela, trzeba zachować ostrożność.

Niepokojące może być też natychmiastowe przejście od „kontroli” do sprzedaży usługi. Prawdziwa kontrola nie powinna być pretekstem do wciskania oferty handlowej.

Co zrobić, gdy ktoś taki pojawi się pod domem?

Najważniejsze jest zachowanie spokoju. Nie trzeba otwierać bramy ani wpuszczać nikogo do domu. Najpierw należy poprosić o pełne dane, nazwę firmy, legitymację i imienne upoważnienie.

Jeśli cokolwiek budzi wątpliwości, najlepiej przerwać rozmowę i skontaktować się bezpośrednio ze swoim operatorem systemu dystrybucyjnego. Operator powinien potwierdzić, czy rzeczywiście zaplanowano kontrolę pod danym adresem.

Każdą próbę podszywania się pod kontrolerów URE lub inne instytucje warto zgłosić policji. URE również zaleca, aby takie przypadki były natychmiast przekazywane odpowiednim służbom.

Oszuści wykorzystują strach przed przepisami

Właściciele domów coraz częściej słyszą o kontrolach, obowiązkach, dokumentach, świadectwach energetycznych i nowych zasadach dotyczących energii. To powoduje zamieszanie i stres.

Oszuści doskonale wiedzą, iż wiele osób boi się kar albo problemów z urzędami. Dlatego budują wiarygodność na formalnym języku. Mówią o kontroli, wymogach, instalacji, parametrach i bezpieczeństwie sieci.

Dla osoby, która nie zna szczegółowych przepisów, taka rozmowa może brzmieć przekonująco. Właśnie dlatego URE przypomina podstawową zasadę: urząd nie prowadzi bezpośrednich kontroli instalacji fotowoltaicznych u prosumentów.

Fotowoltaika pod lupą, ale nie każdego można wpuścić

To prawda, iż instalacje fotowoltaiczne mogą podlegać kontroli. Nie oznacza to jednak, iż każdy, kto puka do drzwi i mówi o panelach, ma prawo wejść na posesję.

Uprawnienia mają konkretne podmioty, czyli adekwatni operatorzy systemu dystrybucyjnego. Ich pracownicy muszą działać zgodnie z procedurami i okazać dokumenty.

Dzięki temu właściciel może odróżnić legalną kontrolę od próby wyłudzenia danych lub wejścia na teren posesji.

Prosty sposób, by nie dać się nabrać

Najlepszą ochroną jest weryfikacja. Zanim ktokolwiek zostanie wpuszczony na posesję, trzeba sprawdzić, kim jest i czy rzeczywiście ma prawo przeprowadzać kontrolę.

Warto zapamiętać trzy kroki: poprosić o dokumenty, nie podawać danych pod presją i samodzielnie zadzwonić do operatora. To może wystarczyć, by uniknąć problemów.

Nie należy też podpisywać żadnych dokumentów podczas niespodziewanej wizyty. jeżeli ktoś przedstawia ofertę handlową, umowę serwisową albo ubezpieczenie, lepiej poprosić o czas do namysłu i dokładnie sprawdzić firmę.

Komunikat URE powinien być ostrzeżeniem dla wszystkich prosumentów

Fałszywe kontrole fotowoltaiki pokazują, iż oszuści gwałtownie dostosowują się do nowych realiów. Tam, gdzie pojawia się popularna technologia i skomplikowane przepisy, pojawia się też przestrzeń do manipulacji.

Dlatego właściciele instalacji PV powinni być czujni. Nie chodzi o panikę, ale o rozsądek. Prawdziwy kontroler nie powinien mieć problemu z okazaniem dokumentów i umożliwieniem weryfikacji.

Jeśli ktoś naciska, straszy albo próbuje wejść na posesję bez jasnych podstaw, najlepiej zakończyć rozmowę i zgłosić sprawę służbom.

W tej sytuacji najważniejsza zasada brzmi prosto: zanim kogokolwiek wpuścisz, sprawdź, czy naprawdę ma do tego prawo.

Idź do oryginalnego materiału