Pies, który przywrócił mi życie po zdradzie

newsempire24.com 2 tygodni temu

Pies, który przywrócił mnie do życia po zdradzie

Byłem szczęśliwy z Agnieszką.
Moja żona Agnieszka i ja pobraliśmy się z miłości, mimo wszelkich przeszkód. Rodzice byli przeciwni naszemu małżeństwu – jej rodzina nie należała do zamożnych, moja też nie mogła się pochwalić bogactwem, ale mieliśmy miłość. Jedynymi, którzy nas wspierali, byli nasi przyjaciele.

Początkowo mieliśmy trudności. Nie mogliśmy wynająć mieszkania, ponieważ byliśmy studentami bez stałego dochodu. Mieszkaliśmy u przyjaciół – miesiąc u jednych, potem u innych. Pracowaliśmy, jak mogliśmy, oszczędzając każdą złotówkę.

Kiedy w końcu dostaliśmy nasze pierwsze wypłaty, wynajęliśmy małą kawalerkę. Zimą było w niej zimno, dach przeciekał, ale dla nas to był prawdziwy pałac. Bo blisko był ukochany człowiek i wydawało się, iż nic więcej nie jest nam potrzebne.

Z czasem stanęliśmy na nogi, ukończyliśmy studia, znaleźliśmy dobrze płatną pracę, kupiliśmy przestronne mieszkanie i samochód. Urodziła się nasza córka. Staraliśmy się dawać jej to, co najlepsze, a gdy podrosła, wysłaliśmy ją na studia za granicą. gwałtownie przyzwyczaiła się do nowego życia i teraz wszystko jej się układa.

Myślałem, iż z Agnieszką także wszystko jest w porządku.

Myliłem się.

Zdrada, której się nie spodziewałem
Kiedy powiedziała, iż odchodzi, nie mogłem w to uwierzyć.

Wydawało mi się, iż to zły żart, iż chce jedynie przetestować moją miłość, zobaczyć moją reakcję.

Ale nie.

Milcząc, spakowała swoje rzeczy, przebrała się, wyciągnęła walizkę z szafy, gdzie kiedyś trzymaliśmy ozdoby świąteczne, i ruszyła w stronę drzwi.

– Przepraszam – tylko tyle powiedziała.

A ja patrzyłem, jak przekracza próg, jak zamyka za sobą drzwi… i w tej chwili moje życie się załamało.

Ból, który rozrywał mnie od środka
Następnego dnia nie byłem w stanie wstać z łóżka. Zadzwoniłem do pracy, skłamałem, iż się rozchorowałem, i leżałem tak przez cały tydzień.

Trzymałem w rękach poduszkę Agnieszki, na której wciąż pozostawał jej zapach. Wdychałem go, mając nadzieję, iż jeżeli wystarczająco długo będę się trzymał przeszłości, ona nie zniknie.

Ale ona zniknęła.

Przestałem jeść, przestałem zauważać, co dzieje się wokół.

Tylko jedno żywe stworzenie wierzyło we mnie dalej – mój pies Burek.

Nie pozwolił mi się poddać
Burek chodził po mieszkaniu, spoglądał mi w twarz, delikatnie mnie popychał. Czekał, aż wstanę, iż pójdziemy na spacer, jak zawsze.

Po raz pierwszy w życiu wyszedłem na zewnątrz w starym dresie, z nieogoloną twarzą, w pełnej apatii.

Kiedy wróciliśmy, znów położyłem się do łóżka.

I wtedy stało się coś, czego absolutnie się nie spodziewałem.

Burek przestał jeść.

Stawiałem przed nim miseczkę, a on po prostu kładł się obok i milcząco spoglądał na mnie swoimi ciepłymi oczami.

Nawet na spacer nie chciał wychodzić.

Wtedy zrozumiałem: on nie tylko smuci się – on pokazuje mi, iż muszę wziąć się w garść.

Jakby próbował powiedzieć: „Nie możesz się po prostu poddać”.

Zmusiłem się, aby pójść do łazienki, wziąć prysznic. Jak tylko z niej wyszedłem, Burek podszedł do swojej miski i zaczął jeść.

Czekał, aż zrobię pierwszy krok.

Tak zaczęło się moje powracanie do życia.

Przeznaczenie, które zaaranżował pies
Kontynuowałem pracę, obciążając się obowiązkami, by mniej myśleć.

Ale wieczorami, gdy w mieszkaniu stawało się za cicho, otulała mnie samotność.

Burek to czuł. Kładł się przy łóżku, podkładając głowę pod moją rękę, jakby przypominał: „Nie jesteś sam”.

Minęły miesiące. Pewnego dnia, spacerując z nim w parku, poluzowałem smycz i nagle on ruszył do przodu.

Przestraszyłem się i pobiegłem za nim.

I wtedy zobaczyłem, jak zatrzymuje się przed nieznajomym mężczyzną – mniej więcej w moim wieku, z innym psem. Burek spokojnie usiadł obok niego, a ten, uśmiechając się, pogłaskał go po głowie.

Zatrzymałem się, ciężko oddychając.

– Świetny pies – powiedział nieznajomy. – Już go tu widziałem. Ale właściciela widzę po raz pierwszy.

Niechcący się uśmiechnąłem.

Tak poznałem Olka. A raczej, to Burek nas przedstawił.

Początkowo spotykaliśmy się tylko na spacerach.

Potem zaczęliśmy pić kawę.

A potem kawa zmieniła się w wino.

A w końcu zrozumieliśmy, iż nie chcemy dłużej być sami.

Pewnego razu, w sobotnie popołudnie, wziąłem wszystko, co przypominało mi o Agnieszce, upchnąłem w pudełku i wyniosłem na śmietnik.

I po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułem, iż naprawdę oddycham.

Teraz jesteśmy z Olkiem razem, ale nie spieszymy się – żyjemy w swoim rytmie, ciesząc się chwilami.

Ale wiem jedno: gdyby nie Burek, przez cały czas tkwiłbym w tej ciemności, w której znalazłem się po zdradzie.

Mój przyjaciel, mój wierny pies, pokazał mi, iż życie toczy się dalej.

I być może przede mną czeka coś najlepszego.

Idź do oryginalnego materiału