Jeszcze kilkadziesiąt lat temu polska kuchnia w Ameryce była jednym z najważniejszych sposobów podtrzymywania więzi z krajem. Domowy rosół, pierogi, gołąbki, bigos czy schabowy pozwalały na chwilę wrócić do smaków dzieciństwa i rodzinnego domu. Dziś te potrawy wciąż są obecne na polonijnych stołach, ale coraz częściej dzielą miejsce z burgerem, pizzą, tacos, pad thaiem czy sushi. I wcale nie oznacza to, iż polska kuchnia znika. Przeciwnie – podobnie jak sama Polonia, po prostu się zmienia.
Rodzinne menu coraz częściej łączy smaki wyniesione z polskiego domu z kulinarnymi inspiracjami współczesnej Ameryki. Fot. Ilustracja WEMSmaki dzieciństwa
Pierwsze pokolenie emigrantów zwykle przywoziło ze sobą bardzo konkretny zestaw kulinarnych przyzwyczajeń. Gotowało tak, jak wcześniej gotowało się w domu rodzinnym. Receptury przekazywano z pamięci, czasem z zeszytu mamy albo babci, a składniki, których początkowo brakowało w amerykańskich sklepach, zastępowano tym, co było pod ręką.
Dziś sytuacja wygląda inaczej. Polskie produkty można bez większego problemu kupić nie tylko w tradycyjnych sklepach na Greenpoincie, w Queensie czy w polonijnych częściach New Jersey. Kiszone ogórki, kiełbasa, twaróg czy pierogi trafiają do zwykłych supermarketów, a zakupy w polskim sklepie przestały być dla wielu rodzin cotygodniową koniecznością.
Jednocześnie kolejne pokolenia Polonii wychowują się już w zupełnie innym otoczeniu kulinarnym. Dziecko polskich rodziców może w domu jeść pomidorową, w szkolnej stołówce pizzę, po lekcjach zamówić burrito, a w weekend wyjść z przyjaciółmi na ramen. Wszystkie te smaki stają się dla niego równie naturalne.
Pierogi zostają, ale…
Najlepiej widać to chyba właśnie na przykładzie pierogów. Dla starszego pokolenia wybór był dość oczywisty: ruskie, z kapustą i grzybami, z mięsem albo z owocami. Dzisiaj pieróg okazuje się niezwykle wdzięcznym polem do eksperymentów.
W amerykańskich restauracjach i domowych kuchniach można spotkać pierogi z serem cheddar i boczkiem, z pulled pork, ze szpinakiem, jalapeño, a choćby inspirowane smakami kuchni azjatyckiej czy meksykańskiej. Dla jednych będzie to kulinarna profanacja, dla innych – najlepszy dowód na to, iż potrawa przez cały czas żyje.
Podobnie dzieje się z innymi daniami. Kiełbasa trafia do amerykańskiej bułki zamiast hot doga. Placki ziemniaczane pojawiają się obok avocado. Tradycyjna surówka z kapusty kiszonej konkuruje na talerzu z kolesławem. Schabowy może zostać podany z ziemniakami i mizerią, ale równie dobrze następnego dnia ta sama rodzina zamówi sushi albo tajskie curry. I nikogo specjalnie to już nie dziwi.
Wigilia po obu stronach Atlantyku
Najbardziej odporne na zmiany pozostają święta. choćby w bardzo zamerykanizowanych rodzinach Wigilia bywa kulinarnym powrotem do Polski. Barszcz z uszkami, ryba, pierogi czy makowiec przez cały czas pełnią funkcję czegoś więcej niż tylko jedzenia. Są rodzinnym rytuałem.
Ale również tutaj pojawiają się nowe zwyczaje. W polsko-amerykańskim domu grudniowy kalendarz może obejmować zarówno tradycyjną Wigilię wieczorem 24 grudnia, jak i amerykańskie Christmas dinner 25 grudnia. W listopadzie na stole pojawia się indyk na Thanksgiving, a kilka tygodni później rodzina się gromadzi przy wigilijnym stole, żeby zjeść tradycyjny barszcz. Nie ma w tym sprzeczności. To po prostu rzeczywistość rodzin funkcjonujących jednocześnie w dwóch kulturach.
Podobnie jest latem. Dawny polski grill z kiełbasą coraz częściej spotyka się z typowo amerykańskim barbecue: hamburgerami, żeberkami czy kukurydzą. Obok nich mogą pojawić się guacamole, hummus albo sałatka przygotowana według przepisu od włoskich czy latynoskich sąsiadów.
Kuchnia mieszanego stołu
Na tę zmianę wpływa także sam charakter amerykańskiego społeczeństwa. W Nowym Jorku czy New Jersey spotkanie różnych kuchni jest adekwatnie nieuniknione. W pracy, szkole, na uczelni czy wśród znajomych spotykają się osoby pochodzące z rodzin włoskich, irlandzkich, dominikańskich, meksykańskich, chińskich, koreańskich, indyjskich czy polskich.
Z tych kontaktów bardzo gwałtownie rodzą się kulinarne zapożyczenia. Przepis przestaje należeć wyłącznie do jednej narodowości. Polak robi w domu tacos, Amerykanin kupuje polską kiełbasę, a ktoś, kto nigdy nie był w Polsce, wie doskonale, czym są pierogi.
W drugim i trzecim pokoleniu coraz częstsze są też rodziny o mieszanym pochodzeniu. W takim domu na jednym stole mogą spotkać się zupełnie różne tradycje i nikomu nie przychodzi do głowy ustalać, która z nich jest „bardziej adekwatna”.
Przepisy przywołujące pamięć
Co ciekawe, o przywiązaniu do polskiej kuchni nie zawsze decyduje perfekcyjna znajomość receptury.
Ktoś może nie mówić już płynnie po polsku, ale doskonale pamiętać smak zupy ogórkowej swojej babci. Może nigdy samodzielnie nie zrobić gołąbków, ale zamawiać je za każdym razem, kiedy odwiedza polską restaurację. Może przez większość tygodnia jeść tak samo jak jego amerykańscy znajomi, ale na Boże Narodzenie nie wyobrażać sobie stołu bez pierogów.
Smak jest jednym z najbardziej trwałych elementów pamięci. Czasami trwa dłużej w pokoleniach niż język, nazwa rodzinna miejscowości, a choćby wiedza o historii własnej rodziny. Dlatego właśnie kuchnia okazuje się tak skutecznym nośnikiem tożsamości.
Czy to jeszcze polska kuchnia?
Od czasu do czasu powraca pytanie, czy wszystkie te modyfikacje nie prowadzą do utraty autentyczności. Czy pieróg z nietypowym nadzieniem przez cały czas jest pierogiem? Czy polska kolacja, podczas której połowa dań nie pochodzi z Polski, przez cały czas może być „polska”?
Być może samo pytanie jest źle postawione.
Kuchnia nigdy nie była czymś nieruchomym. Ziemniaki, bez których trudno dziś wyobrazić sobie polski stół, przybyły przecież do Europy z Ameryki. Pomidory również. Wiele potraw uznawanych dziś za typowo narodowe powstało w wyniku wielowiekowego mieszania kultur, migracji i dostępności nowych produktów. Włoszczyzna, na bazie której gotuje się rosół, swoją nazwę zawdzięcza królowej Bonie, która pochodziła z Włoch.
Polonijna kuchnia robi dokładnie to samo. Zmienia się wraz z ludźmi, którzy ją przygotowują.
Schabowy obok sushi
Może właśnie dlatego współczesny polonijny stół mówi o nas więcej niż niejedna deklaracja dotycząca tożsamości. Jest na nim coś przywiezionego z Polski, coś poznanego w Ameryce i coś zaczerpniętego od ludzi, których spotkaliśmy już tutaj.
Nie trzeba wybierać między pierogami a sushi, schabowym a tacos, rosołem a ramenem. Można lubić wszystkie.
A kiedy w pierwszą niedzielę października tysiące ludzi wychodzą na Piątą Aleję w biało-czerwonych barwach, nie wszyscy wracają później do domu na identyczny obiad. Jedni wybiorą polską restaurację, inni pizzę, burgera czy kuchnię azjatycką. I być może właśnie tak wygląda dzisiaj Polonia: przez cały czas przywiązana do swoich smaków, ale jednocześnie interesująca świata, w którym od kilku pokoleń żyje.
WEM







![Życie bez jelita grubego? Paulina straciła je przez Leśniowskiego-Crohna [TAKA PANI URODA]](https://cdn.oko.press/cdn-cgi/image/trim=534;0;540;0,width=1200,quality=75/https://cdn.oko.press/2026/10/20261009-stomia-ilu-IK.jpg)



