Pewnego dnia zobaczyłem moją uśmiechniętą siostrę w Galerii Mokotów, idącą pod rękę z eleganckim, po…

polregion.pl 1 dzień temu

Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć, bo aż mnie ściska, jak o tym myślę

Wyobraź sobie, iż kiedyś, będąc na zakupach w Złotych Tarasach, zobaczyłam moją siostrę i to nie byle jaką, tylko moją bliźniaczkę, Weronikę. Szła pewnym krokiem z takim eleganckim facetem pod rękę, oboje w obrączkach. Wyglądali tak, jakby właśnie wrócili z jakiejś wystawnej kolacji przy Krakowskim Przedmieściu.

No ale wróćmy do początku. Ja nazywam się Zofia. Odkąd pamiętam, z Weroniką byłyśmy nierozłączne razem robiłyśmy psoty, ubierałyśmy się identycznie (mama kupowała zestawy w Reservedzie i tak chodziłyśmy po całym osiedlu na Ursynowie). choćby później, kiedy już mogłybyśmy się różnić, dalej miałyśmy fazę na te same swetry i trampki. Totalnie szczyciłyśmy się byciem tymi bliźniaczkami!

Nie mieliśmy w domu kokosów. Tata był technikiem w warszawskiej elektrociepłowni, mama pracowała w bibliotece. Wiesz, klasyka, ledwo na wszystko starczało. I kiedy ja dostałam się na Uniwersytet Warszawski, Weronika bardzo chciała iść w moje ślady. No ale nie mogła. Albo kasy zabrakło, albo się coś posypało w papierach. Mama z tatą robili, co mogli choćby chwilówkę wzięli, żeby obu nam pomóc z czesnym. Ale Weronika bardzo to przeżywała, strasznie się potem zamknęła w sobie i niemal cała rodzina czuła się winna.

No i pewnego wieczoru, podczas rodzinnej kolacji na Imielinie, babcia Celina przysiadła sobie za dużo śliwowicy. I, wyobraź sobie, zaczęła gadać łamańce o przeszłości. Nagle mówi, iż kiedy tata dowiedział się, iż będzie je miał dwie córeczki, to aż rozważał, czy nie oddać tej mniej silnej, żeby nie mieć za ciężko I zgadnij, kto miał wtedy paść ofiarą? No właśnie Weronika!

Po tej kolacji Weronika była rozgoryczona, obrażona i choćby nasze prośby o wybaczenie nic nie dały. Wpadła w szał, zarzekała się, iż już nic nie chce mieć wspólnego z rodziną. Zabrała papierki z uczelni i przestała się do mnie odzywać. Zaczęła mówić, iż gdyby nie ja, to ona byłaby tą najukochańszą, rozpieszczaną córką. Od tej chwili nasze relacje się posypały. Przestałyśmy mieć ze sobą kontakt, jakbyśmy nigdy tymi bliźniaczkami nie były.

Potem życie potoczyło się każdej z nas po swojemu. Ja wyszłam za Michała, mam syna Antka, a z Weroniką widziałam się może raz na wspólnych świętach u rodziców. I to też była męka Weronika zaczęła komentować, iż nie dbam o siebie, gdzie ty z takimi włosami idziesz?, mogłabyś się choć trochę ogarnąć. Wiesz, ja zawsze w kręconych włosach, zero makijażu, jeansy i bluza a ona: make-up, prosta grzywka, najmodniejsze płaszcze, soczewki zamiast okularów, no i paznokcie non stop robi u Asi na Mokotowie.

Byłam wkurzona. Przecież też miałam rodzinę, ogarniałam dom, studiowałam, nie byłam od niej wcale gorsza. A ona? Jakby kompletnie się od nas odwróciła. Skąd się w niej tyle żółci pojawiło?

No i wiesz, mama kiedyś poprosiła mnie na rozmowę. Powiedziała, żebym dała Weronice spokój, pozwoliła jej żyć po swojemu, nie dusiła w sobie tego żalu. Na początku miałam ochotę krzyczeć, a potem po prostu spasowałam.

Od tego czasu, jeżeli tylko chciałam spotkać się z rodzicami, musiałam najpierw zadzwonić, upewnić się, czy nie będzie Weroniki. Bo żeby się nie natknąć, nie psuć jej humoru, nie mieszać się w jej idealne życie.

Wyobrażasz sobie, iż przez jedną pijacką rozmowę przy śliwowicy cała nasza rodzina się rozpadła? Normalnie czasem mam wrażenie, iż wszystko mogłoby się ułożyć, gdybyśmy tylko wtedy, na spokojnie, pogadały jak kiedyś No ale wiesz, jak jest. Takie życie.

Idź do oryginalnego materiału