Pewnego dnia zadzwoniła do mnie dalsza ciotka i zaprosiła na wesele swojej córki – mojej dawno niewi…

newsempire24.com 9 godzin temu

Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć jakiś czas temu zadzwoniła do mnie daleka ciotka i zaprosiła mnie na wesele swojej córki, czyli mojej kuzynki, którą ostatni raz widziałam, jak miała sześć lat. To znaczy, ona miała sześć lat.

Nie należę do osób, które kierują się rodzinnym sentymentem, więc próbowałam się wymigać. Ale gdzie tam! Raz na dwadzieścia lat możemy się spotkać, spróbuj tylko nie przyjść! postraszyła ciocia. No i przyszło zaproszenie takie klasyczne, z gołąbkami i różami, od Sławy i Anatola. Przypomnienie też dostałam, parę dni przed weselem więc już nie miałam wyjścia.

Pomyślałam sobie: No cóż, sobota stracona, ale trudno. Spakowałam bukiet kwiatów, nabrałam nietęgiego humoru i z postanowieniem, iż po godzinie zwinę się po angielsku, pojechałam do restauracji. Wchodzę na salę, siadam przy stole z ekipą młodych, wesolutkich kolegów pana młodego. Po paru kieliszkach zaczęli mnie wyciągać do tańca, chwalić, jaka to świetna ciocia z tej strony panny młodej i iż wyglądam młodziej, niż powinnam, i w ogóle żeby się dobrze bawić. No więc daliśmy czadu.

Panny młodej nie rozpoznałam totalnie co się dziwić, lata minęły, a z ciemnej myszki wyrosła na bujną blondynę z imponującym dekoltem. W sumie jako szaraczek bardziej mi się podobała.

Atmosfera ogólnie była taka sobie masa pań w średnim wieku o surowych minach z panami, pan młody wyglądał na zaszczutego, panna młoda patrzyła w lustro na swój niesamowity urok i biust, a gdyby nie nasza rozbawiona ekipa, to przypominałoby to stypę. Te ciotki tylko łypały oczami, wyraźnie niezadowolone.

Na pierwszy toast się spóźniłam, ale ledwie zaczęła się druga seria, przyszła moja kolej. Wodzirej gwałtownie ogarnął, kim jestem i woła:
A teraz młodą i piękną ciocię panny młodej poprosimy o życzenia!

No to ja, przejęta, wpadam w ton:
Kochani Sławo i Anatolu!

Sala aż zamarła, cisza jak makiem zasiał. I nagle dociera do mnie, iż nie widziałam nigdzie mojej cioci no i niemożliwe, żebym jej nie poznała, choćby po latach.

Nagle ciocia w różowej garsonce naprzeciwko syczy:
Panna młoda to Lidia, a pan młody Olek!
Jak to, Lidia? Jaki Olek?
O, widać przyszła się najeść na czyimś weselu, za darmo popić! wcina się ta sama ciotka. U nas taki jeden na pożegnanie do wojska, dobrze iż się wyniósł. Wstydu nie mają ludzie!
Tu wreszcie mnie olśniło, iż teraz się dopiero zacznie zabawa. Goście patrzyli na mnie jak na złodziejkę, już część podnosiła się z miejsc, gotowa do działania, choć jeszcze rękawów nie zawijali.

Wreszcie wyciągam swoje, całkiem realne zaproszenie i deklaruję:
Proszę bardzo, mam zaproszenie! Wszystko się zgadza: Sława i Anatol, restauracja taka a taka, sala bankietowa.

I tu nagle podchodzi kelner:
Proszę pani, na górze pozostało jedna sala, może pani miała być tam?
A jasne dorzuca ciotka w różowym już jeden obiad tu, potem sobie do drugiego, żeby nażreć się bez płacenia. Ziemia takich chytrych nosi, chyba w żartach!
A cwaniactwo, pani Ireno, to już druga natura! dorzuca druga siostra, ta w jasnozielonym. Jeszcze bardziej wredna.

Zaznaczam nie wyglądam jak typowa cwaniara czy naciągaczka, ale z ich punktu widzenia… kto wie! Koledzy pana młodego dzielnie mnie bronili, za co błyskawicznie usłyszeli od cioci w fiolecie:
Patrzcie, już wszystkie chłopaki omotała!
A ta w różowym dorzuca:
Taką to mój kierownik choćby zostawił dla sekretarki. Oczami tylko mrugnie i już koniec!

Nigdy nikomu męża nie odbiłam, ale w tej chwili naprawdę poczułam się jak jakaś uwodzicielka, już choćby rzucałam zerknięcia po obecnych facetach skoro i tak mają mnie o wszystko posądzić, to może chociaż…?

Na szczęście mój wybawca kelner pognał na drugą salę, znalazł moją ciotkę, która zaraz przyszła, objęła mnie ramieniem, mocno przytaknęła, iż mnie zna… i tak dziwnie mrugała, jakby próbowała wszystkim zasugerować, iż z moją głową to różnie bywało przez całą naszą znajomość.

No i tak trafiłam w końcu do adekwatnej sali, gdzie faktycznie czekała opalona Sława z Anatolem (nazwiska już choćby nie pamiętam), a ja przez dłuższą chwilę byłam poiowana solidną porcją polskich trunków.

Chwała Bogu, iż nie zdążyłam wręczyć prezentu! Ale wyobraź sobie odprowadzali mnie do drzwi… chłopaki z tej pierwszej, nie mojej, weselnej sali!

Idź do oryginalnego materiału