Zakazana miłość potrafi nieźle przygrzać serducho, a niestety właśnie w takim bagnie się znalazłem choć w moim przypadku sprawa była jeszcze bardziej skomplikowana. W drugim roku studiów rozkochałem się w niezwykłej dziewczynie o imieniu Wioletta. Była piękna, mądra i tak serdeczna, iż choćby babcia zostawiłaby jej swój najlepszy przepis na pierogi. Ale mojej mamie nie pasowało skromne pochodzenie jej rodziny. Mama uważała, iż Wioletta to nie jest materiał na synową, bo przecież powinienem poszukać kogoś, kto pasuje do naszego statusu tak przynajmniej wyczytała w jakiejś gazecie dla pań domu.
Mimo grymasów mamy dalej spotykałem się z Wiolettą, ale pewnego dnia dostałem od niej list. Tak, list bo Wioletta była romantyczką, której SMS-y wydawały się za mało dramatyczne. Pisała, iż nie daje już rady z presją mojej mamy i postanowiła się ze mną rozstać. Nic dziwnego to doprowadziło do ostrej wojny domowej, która zakończyła się tym, iż spakowałem walizki i przeprowadziłem się na własne włości, z nadzieją na odrobinę wolności od matczynych intryg. Niestety, serce pozostało przy Wioletcie, a rozum nie umiał ogarnąć, jak można porzucić miłość, tak o, na papierze.
I wtedy, jednego pechowego dnia akurat gdy wynosiłem śmieci (nie pytajcie, dlaczego w piżamie) zobaczyłem Wiolettę stojącą na moim progu z oczami jakby jej ktoś podkradł całą euforia życia. Zaprosiłem ją do środka, żeby przestała marznąć, a ona wtedy się rozgadała. Okazało się, iż moja mama rozegrała całą tę operę z listami jak rasowa reżyserka serialu napisała własny list, podszywając się pod Wiolettę, w którym niby to ona zrywa ze mną i twierdzi, iż już znalazłem inną i razem się przeprowadziliśmy. Szczyt matczynego sprytu.
Kiedy wyszła cała prawda na jaw, wróciliśmy do siebie i żyliśmy razem, szczęśliwi, nie przesadzając z martwieniem się o podziały klasowe. Ukojenie znaleźliśmy w śmiesznych rozmowach i wspólnych kubkach gorącej herbaty bo nasza miłość była mocniejsza niż jakiekolwiek plotki czy sąsiedzkie wywody. Od tamtej pory idziemy przez życie razem, z uśmiechem i dystansem do tego, co myślą inni bo przecież szczęście jest w naszym związku, nie w cudzych oczach.
