Pewnego dnia przeszukiwałem domowe papiery – gdy w końcu odnalazłem to, czego potrzebowałem, przypadkiem natrafiłem na akta dotyczące naszego mieszkania. To, co w nich zobaczyłem, kompletnie mnie zaskoczyło i ogromnie zdenerwowało, ponieważ

newskey24.com 1 dzień temu

Rodzice Małgosi zaskoczyli nas na ślubie nad wyraz kosztownym gestem podarowali nam, niby z bajki, mieszkanie na nowym osiedlu w Warszawie. Uroczyście przekazali klucze, z wielką powagą ogłaszając nas właścicielami. Jednak w papierach wszystko było świeże i surowe mieszkanie w stanie deweloperskim, jakby je wycięto z gipsu, całkowicie bezbarwne i nieuczęszczane, stało przed nami jak puste płótno. Teściowa rzekła wówczas, iż skoro ona z mężem dali nam mieszkanie, moi rodzice powinni dołożyć się do remontu przecież rodzinna sprawiedliwość tego wymaga. Moi rodzice już wcześniej wręczyli nam pokaźną sumę złotówek wystarczyło na wymarzoną podróż poślubną do Zakopanego ale mimo to zgodzili się wesprzeć nas narzędziami, czasem i robotą przy remoncie.
Ledwo ślubna muzyka ucichła w uszach, już zabraliśmy się za większy rozgardiasz. Tata, z krwi i kości budowlaniec, złapał młot i wiertarkę, wziął mnie do pomocy jakbyśmy byli dwoma krasnoludkami z bajki, a Małgosia czasem śmigała z wałkiem i puszką farby niczym rusałka wśród cegieł.
Bywało, iż teść podglądał nas przez drzwi, doradzał coś starym sposobem, czasem odświętnie pomachał kielnią. Doszliśmy do wniosku, iż do czasu, aż zapach farby zniknie, nie warto wynajmować innego kąta zamieszkaliśmy więc po dziwnemu razem z rodzicami Małgosi, gdzie ściany szeptały stare historie.
Pewnego deszczowego dnia buszowałem w stercie papierów, szukając aktu własności mieszkania. Nagle dokumenty przemówiły do mnie szeptem, który zamienił się w krzyk: mieszkanie było na teściową! To jej imię, zapisane ciemnym atramentem, świeciło się pomiędzy opłatami notarialnymi jak królik w buraczkach. Gniew we mnie wzbierał i drżałem jak liść na wietrze.
Miałem wtedy z tatą pojechać po płytki do łazienki, ale głowę miałem już wypchaną cegłami, więc odłożyłem zakupy i opowiedziałem mu o odkryciu. Musieliśmy się zastanowić, co dalej.
Kiedy wieczorem skruszone światło lamp migotało na blatach, zapytałem wprost, nie przebierając w słowach:
Czemu to mama Małgosi widnieje jako właścicielka? Dlaczego nie Małgosia?
Teściowa spojrzała na mnie spod okularów, mlecznobiałym wzrokiem:
Tyś jeszcze jak dziecko, nie rozumiesz Tak, żeby nasza Małgosia się nie martwiła wymamrotała.
Czyli?
No bo jak się rozwiedziecie, to będziesz chciał odebrać połowę naszego mieszkania i co wtedy? powiedziała, kręcąc głową jak stara sowa.
Waszego? Przecież ja i tata poświęcamy tam całe weekendy, pieniądze, siły, choćby skarpetki mamy pełne pyłu. A wy od razu o rozwodzie? Ledwie się pobraliśmy!
Mamo, prosiłam, przekaż to mieszkanie na mnie zaburczała Małgosia, patrząc na własne palce.
A więc wiedziałaś o tym? zapytałem, czując, jak sny opadają na mnie ciężarem.
Nie Wiem tylko tyle, iż chciałam inaczej Próbowałam przekonać mamę, żeby oddała akt własności na mnie! westchnęła cicho Małgosia.
No pięknie, Małgosiu, jakie cudowne układy na początek naszego życia! wykrztusiłem, nie dowierzając.
Od kilku dni śni mi się, iż gubię klucz do mieszkania i błąkam się samotnie po krętych ulicach Krakowa, szukając odpowiedzi, której nie ma. Małgosia próbuje rozmawiać, ale każda rozmowa jakby rozmywała się w mleku. Nie wiem, co począć. Może tak już jest: rodzice myślą, iż wszystko wiedzą, ale sny są zawsze trochę pokręcone.
Co ja mam w takiej sytuacji zrobić?

Idź do oryginalnego materiału