Rodzice Celiny wręczyli nam z okazji ślubu niezwykle kosztowny prezent kawalerkę w samym sercu Krakowa! Uroczystym gestem podali nam komplet błyszczących kluczy, ogłaszając, iż mieszkanie jest nasze. Jednak było to nowe osiedle, a lokal nabyli jeszcze niewykończony ściany niemal pływały w mlecznej mgle pyłu, a podłogi skrzypiały jak białe obłoki w czerwcowych snach. Teściowa przemówiła donośnym tonem, iż skoro oni podarowali nam mieszkanie, moi rodzice powinni dorzucić się do remontu. Moi starzy już wcześniej wsparli nas pokaźną sumą złotych, ale zgodzili się też pomóc w wykańczaniu.
Tuż po weselu bez zwłoki zabraliśmy się do remontu. Mój ojciec, stary mistrz murarski, przemierzał halę Castoramy jak przez puste pola pod Tarnowem, zakupując cegły i kafelki. Ja zamieniałem się w nocnego pomocnika, czasem zjawiała się też Celina, przynosząc drożdżówki i słoiki z kompotem.
Zdarzało się, iż i teść dorzucał się do zamieszania, przynosząc śmiesznie mały młotek lub cień sprzeciwu. Postanowiliśmy nie wynajmować kawalerki, dopóki nie będzie gotowa, żeby zaoszczędzić kolejne złotówki i przez jakiś czas mieszkać u rodziców Celiny.
Któregoś popołudnia szukałem starych świadectw szkolnych po szafkach, gdy nagle mój wzrok zahaczył o wielokolorowe papiery od mieszkania. Otworzyłem teczkę i runął na mnie dziwny chłód na akcie własności jako właściciel figurowała teściowa, pani Zofia! Wszystko wirując zaczęło lewitować, a ściany zaszeleściły papierami.
Wieczorem miałem z tatą iść kupić płytki do lazienki, ale poprosiłem o przełożenie. Gdy opisałem mu moje odkrycie, poczułem się jakbym mówił przez szklane radio.
Tato, dlaczego mieszkanie jest zapisane na teściową, a nie na Celinę? wyrzuciłem pytanie, gdy wszyscy krążyli po salonie niby cienie w teatrze snów.
Dziecko kochane, czy ty nie wiesz, czemu? zaśmiała się teściowa Zofia. To przez to, żeby naszej Celinie nie było przykro.
Czyli jak? pytałem oszołomiony, przesuwając stopą cień meblościanki.
Bo rozstaniesz się jeszcze, synku, i będziesz chciał podzielić się naszym mieszkaniem! stwierdziła z miną jasnowidza.
Waszym? I my mamy remontować, wkładając tyle, ile połowa tego mieszkania jest warta? Czemu zakładacie, iż się rozwiedziemy, skoro ledwo co przeszliśmy przez bramę kościoła?
Mamo, prosiłam przecież, żeby mieszkanie zapisać na mnie wymamrotała Celina, wpatrując się w topniejący telewizor.
Więc wiedziałaś o tym całym przekręcie?! wybuchłem.
Nie, to nie tak Wiedziałam, ale prosiłam, żeby było inaczej!
O, Celinko! Co za bajeczny start w nowym życiu z fałszem na ustach! szeptałem, czując, iż podłoga zamienia się w jezioro.
Minęły kolejne dni, które przeciekły mi przez palce jak ziarenka ryżu. Przeniosłem się z powrotem do rodziców, zostawiając Celinę w świecie rozmytych korytarzy i niedomkniętych drzwi. Teraz Celina dzwoni i pisze, próbując mnie odnaleźć w labiryncie własnych myśli. Ja nie wiem, co robić czy wszyscy rodzice postępują tak przewrotnie? A może po prostu taki jest polski sen o szczęściu, pełen niespełnienia, niedopowiedzeń i zamkniętych drzwi na klucz, którego nie mogę już znaleźć?





