Pewna pięćdziesięciosześciolatka zaczęła się starzeć. I nie ma w tym nic dziwnego – to całkowicie normalne. Taki już czas nastał.

newskey24.com 1 dzień temu

Dziś znowu spojrzałam w lustro i nie mogłam oprzeć się myśli, iż starość przyszła zdecydowanie za szybko. Mam już pięćdziesiąt sześć lat, więc to przecież nic zaskakującego taki jest bieg życia. A jednak w moich oczach to wszystko dzieje się zbyt gwałtownie, jakby ktoś co noc zabierał trochę mojej młodości i urody, na moją twarz nakładał kolejną warstwę lat.

Jeszcze tak niedawno czułam się naprawdę dobrze przecież choćby pan Zygmunt, ten starszy pan, który każdego dnia, niezależnie od warunków, siadywał na ławeczce pod blokiem na moim osiedlu w Warszawie, zawsze mówił mi miłe słowa: Jak pięknie dziś pani wygląda! Jaka z pani urocza dziewczyna!.

Mijałam go niemal codziennie w drodze do pracy, czy to zimą pod ciepłą futrzaną czapką, czy w słoneczny dzień z kapeluszem w dłoni, zawsze z tym życzliwym spojrzeniem, z grzecznym podniesieniem nakrycia głowy i obowiązkowym komplementem. I wtedy ruszałam dalej z uśmiechem na twarzy. Na co dzień słyszałam jeszcze kilka miłych słów rzeczywiście wyglądałam dobrze.

Aż pewnego dnia dotarło do mnie, iż dawno nie widziałam pana Zygmunta na jego ławce. Zapytałam sąsiadów okazało się, iż zabrano go do domu opieki w okolicach Otwocka. Rodzina mieszka daleko, dzieci rozsiane po innych miastach w Krakowie, Gdańsku nie miał już kto o niego zadbać, a on sam potrzebuje teraz nieustannej opieki, ma przecież dziewięćdziesiąt lat.

Przestałam myśleć o własnej starości. Cała moja uwaga skupiła się na panu Zygmuncie. Dowiedziałam się, gdzie dokładnie przebywa, kupiłam kilka słodkości, świeże jabłka i pierniczki, i w niedzielę pojechałam do tego domu opieki. Znalazłam go gwałtownie siedział wygodnie w fotelu, pałaszował z widoczną przyjemnością kaszę manną z masłem. Na mój widok rozpromienił się i znów usłyszałam te same słowa: Ach, jak się cieszę, iż panią widzę! Jak pięknie pani wygląda! Jaka z pani urocza dziewczyna!

Podchodzili do mnie kolejni pensjonariusze i pensjonariuszki. Rozmawiali, chwalili, dziękowali, a ja poczułam, jak wypełnia mnie ciepło. Kiedy wróciłam wieczorem do mieszkania, spojrzałam ponownie w lustro policzki miałam rumiane, oczy rozświetlone, włosy lekko podkręcone i puszyste, zmarszczki wydawały się płytsze! Naprawdę wyglądałam młodziej znowu byłam po prostu sympatyczną kobietą. Jakby młodość i uroda wróciły do mnie choć na chwilę. Niewiarygodne, a jednak!

To był mały cud. Od tego czasu w każdą niedzielę jeżdżę do pana Zygmunta i innych mieszkańców domu opieki. Pomagam im, prowadzę dla nich zajęcia taneczne jestem instruktorką tańca z zawodu. Robię to nie po to, żeby poczuć się młodziej, ale dlatego, iż to bardzo dobre uczucie móc komuś pomóc, sprawić komuś trochę radości. Gdy widzę w ich oczach iskry wdzięczności, słyszę: Jak pięknie pani wygląda!, czuję się ważna. Jak córka albo wnuczka. A oni okazują mi serce.

Często myślę, iż inni ludzie są dla nas jak magiczne lustra. Są tacy, przy których rozkwitasz prostujesz plecy, idziesz pewniej, oczy błyszczą, usta się uśmiechają Ale są i tacy, którzy potrafią sprawić, iż czujesz się staro, ciężko i smutno.

Chyba każdy powinien pielęgnować te swoje magiczne lustra, ludzi pełnych życzliwości i szczerych słów. Naprawdę warto dbać o starszych. Dopóki są z nami, sami czujemy się młodsi, silniejsi, potrzebni. Pomagając innym, pomagamy też sobie. Tak właśnie myślę i jestem przekonana, iż mam rację.

Idź do oryginalnego materiału