Dziś znów patrzyłem na siebie w lustrze i nie mogłem się nie zadumać nad upływem czasu. Mam już pięćdziesiąt sześć lat i choć nie ma w tym nic niezwykłego, proces starzenia potrafi zaskoczyć. Do niedawna czułem się zupełnie inaczej młodziej, silniej, piękniej. Ale ostatnio, jakby każdego dnia ktoś powoli zabierał mi energię, rzeźbił kolejne bruzdy na twarzy, odbierał dawne siły i urok.
Nieraz przypominam sobie słowa pana Kazimierza, staruszka, który każdego ranka, niezależnie od pogody, siedział na ławeczce przed naszym blokiem. Gdybyście widzieli ten jego uśmiech i opadającą na bok czapkę Zawsze, kiedy przechodziłem obok, podrywał się na nogi, ściągał czapeczkę z daszkiem i powtarzał jak refren: Ależ pan dobrze wygląda! Jaki pan przystojny! Za każdym razem, gdy to słyszałem, śmiałem się w duchu ale przyznaję, robiło mi się lżej na sercu.
Mijałem Kazimierza, uśmiechałem się uprzejmie i szedłem dalej do pracy. Przez cały dzień z różnych stron padały dobre słowa sąsiadki, koleżanki, choćby przypadkowe osoby chwaliły mój wygląd, żartowały, iż na pewno mam jakąś tajemnicę na młodość.
Z czasem zauważyłem, iż nie widzę już pana Kazimierza na ławce. Nikt nie rzucał mi już tych serdecznych słów na powitanie. Zapytałem sąsiadkę podrapała się po głowie i powiedziała, iż pana Kazimierza zabrali do domu opieki w okolicach Wrocławia. Jego rodzina nie mogła już zajmować się nim na co dzień, dzieci rozjechały się po świecie, a pan Kazimierz miał już dziewięćdziesiąt lat, potrzebował stałej opieki i leczenia.
Nie wiem dlaczego, ale ta wiadomość nie dawała mi spokoju. Myśli o starości przestały mi tak dokuczać za to cały czas wyobrażałem sobie pana Kazimierza w tamtym domu opieki. Dowiedziałem się, gdzie to jest, kupiłem kilka prezentów trochę słodyczy, herbatę, może coś interesującego do czytania i pojechałem do niego w niedzielę.
Zastałem go siedzącego w wygodnym fotelu, właśnie zajadał mannę z masłem, oczy mu się śmiały. Ledwie mnie zobaczył, rozpromienił się i powiedział: A jednak pan przyszedł! Jak się cieszę! I wie pan co? przez cały czas świetnie pan wygląda. No, prawdziwy elegant! Krótko mówiąc przywitał mnie tymi samymi słowami, co zawsze. Zrobiło mi się cieplej na sercu.
Wkrótce podeszli do mnie także inni pensjonariusze i pracownicy. Zagadywali, chwalili i dziękowali za odwiedziny. Wróciłem do domu w doskonałym humorze, spojrzałem w lustro i aż się uśmiechnąłem do swojego odbicia. Cera wyglądała jakoś zdrowiej, oczy błyszczały, zmarszczki jakby się wygładziły. Wydawało się, iż znów jestem młodszy, pogodniejszy.
Od tej pory zacząłem odwiedzać dom opieki co niedzielę, z czasem zacząłem prowadzić tam zajęcia z tańca. Nie dla pochwał czy by udowodnić sobie młodość po prostu poczułem, iż mogę się komuś przydać, kogoś rozbawić, podnieść na duchu. Dla tych starszych ludzi każdy taki gest, każda wizyta naprawdę wiele znaczyła. Nieraz słyszałem tam: Jak pan dobrze wygląda! i wiem, iż to były słowa szczere z serca.
Dzisiejszy świat to ciągłe konfrontowanie się z opinią innych. To od nich, jak od lustra, odbijamy sami siebie czasem nabieramy sił i młodnieje nam dusza, a czasem przeciwnie. Dlatego warto szanować te magiczne lustra dobrych ludzi, którzy potrafią powiedzieć coś miłego od serca. I naszych seniorów trzeba szczególnie otoczyć opieką. Dopóki są z nami, dopóty my przez cały czas jesteśmy młodzi duchem i mamy komu pomagać.
Taka jest moja lekcja na dziś pomagając innym, odzyskujemy kawałek własnej młodości. I głęboko wierzę, iż to nie jest żadna magia, tylko prawdziwe ludzkie ciepło.









