Pewna kobieta, Maria Wojciechowska, lat pięćdziesiąt sześć, zauważa u siebie coraz wyraźniejsze oznaki starzenia. Nie ma w tym nic zaskakującego taki już los człowieka, czas po prostu zrobił swoje. Jednak Marię przeraża, jak gwałtownie zmienia się jej wygląd. Ma wrażenie, jakby każdego ranka ktoś kradł jej młodość i urodę, szykując charakteryzację ze zmarszczek i siwych włosów.
Jeszcze niedawno wyglądała doskonale! Każdego dnia przechodziła przez podwórko obok kamienicy, gdzie na ławce bez względu na pogodę siedział starszy pan pan Stefan. Zawsze, z wielką uprzejmością, unosił filcowy kapelusz lub ciepłą wełnianą czapkę i mówił swoje stałe słowa: Jak pani pięknie dziś wygląda! Co za urocza kobieta!
Maria uśmiechała się do staruszka i szła dalej do pracy. Przez cały dzień słyszała od innych ludzi komplementy faktycznie prezentowała się bardzo dobrze.
W pewnym momencie Maria uświadamia sobie, iż od dawna nie widziała pana Stefana na ławce. Pyta sąsiadów i dowiaduje się, iż starszy pan został przewieziony do domu opieki społecznej rodzina nie była w stanie się nim dalej opiekować, dzieci mieszkają w innych miastach. Pan Stefan ma już dziewięćdziesiąt lat, potrzebuje stałej troski i leczenia.
Maria przestaje rozmyślać o zmarszczkach i wieku. Myśli tylko o panu Stefanie. Dowiaduje się, w którym DPS-ie mieszka, kupuje paczkę pierników i kilka pomarańczy i w niedzielę odwiedza pana Stefana. Odszukuje go wśród mieszkańców domu.
Na szczęście wszystko z nim w porządku siedzi w fotelu i z apetytem je kaszę mannę z masłem. Kiedy widzi Marię, uśmiecha się szeroko i mówi: Ach, jak się cieszę, iż panią widzę! Jak pięknie dziś pani wygląda! Co za urocza kobieta!
Do Marii podchodzą inni seniorzy, zagadują, obdarzają ją miłymi słowami, chwalą, dziękują za odwiedziny. Maria wraca do domu i przegląda się w lustrze policzki ma różowe, oczy błyszczą, włosy naturalnie się układają i wyglądają na bujne, a zmarszczki jakby się wygładziły! Jest ładną kobietą, choćby młodszą, niż wskazuje pesel. Uroda i młodość znów do niej powróciły to doprawdy niezwykłe…
To był mały cud. Od tamtego dnia Maria odwiedza dom opieki w każdą niedzielę pomaga tam, prowadzi zajęcia z tańca dla seniorów. Nie robi tego dla urody po prostu czuje się wtedy dobrze, wie, iż sprawia innym prawdziwą radość. Staje się tam trochę jak córka czy wnuczka. A słysząc szczere słowa: Jak pani pięknie dziś wygląda! wie, iż te pochwały płyną z serca.
Ludzie wokół nas bywają jak lustra. Ale nie są zwykłymi lustrami są magiczne. Po spotkaniu z jedną osobą można poczuć się młodszą, pełną życia, pogodną i uśmiechniętą. Ktoś inny może natomiast sprawić, iż czujemy się starzy, przygarbieni, smutni.
Dlatego trzeba strzec tych magicznych luster dobrych ludzi, szczerych i serdecznych. A o ludzi starszych dbać trzeba szczególnie. Póki są wokół nas seniorzy, my także jesteśmy młodzi, możemy pomagać. Tak uważa Maria, która znów odkryła u siebie młodość i euforia życia. I ma całkowitą rację.












