Pewna kobieta, mająca pięćdziesiąt sześć lat, zaczyna zauważać u siebie oznaki starzenia. To całkowicie naturalne czas na to po prostu nadszedł. Jednak kobieta z przerażeniem patrzy w lustro, bo jej starzenie następuje wyjątkowo szybko, jakby ktoś każdego dnia odbierał jej odrobinę młodości i urody, malując na twarzy nowe zmarszczki.
Jeszcze niedawno wyglądała znakomicie! Starszy pan, który codziennie, bez względu na pogodę, siedział na ławce przed blokiem w Warszawie, zawsze częstował ją miłym słowem: Jak pani pięknie wygląda! Jaka pani śliczna dziewczyna!. Przechodziła obok tego schorowanego staruszka, a on, jak gentleman, unosił kapelusz albo ciepłą, wełnianą czapkę i zawsze powtarzał tę samą frazę: Jaka pani śliczna dziewczyna!.
Kobieta uśmiechała się, pędząc do pracy, i nie mijało dnia, by nie usłyszała kilku komplementów. Rzeczywiście przyciągała spojrzenia i pochwały prezentowała się bardzo dobrze.
Nagle przypomniała sobie, iż już od dawna nie widziała staruszka na ławce. Zapytała sąsiadów dziadka zabrali do domu opieki. Rodzina nie była w stanie się nim zajmować, dzieci mieszkały w innych miastach Polski, więc zorganizowali mu miejsce w pensjonacie. Miał już dziewięćdziesiąt lat, potrzebował opieki i leczenia.
Kobietę odciągnęły od myśli o własnym starzeniu wspomnienia o staruszku nazywał się Beniamin Piotrowski, jak się okazało. Znalazła adres ośrodka, kupiła słodkie przekąski i w niedzielę wybrała się z wizytą do domu seniora.
Odnalazła pana Beniamina siedzącego w wygodnym fotelu, zjadającego kaszę mannę z masłem. Gdy tylko ją zobaczył, rozpromienił się i powiedział radośnie: O, jak miło panią widzieć! Jak pani pięknie wygląda! Jaka z pani śliczna dziewczyna!.
Pozostali pensjonariusze także podchodzili, by powiedzieć jej coś miłego, pochwalić ją. Kobieta wróciła do domu, spojrzała w lustro i nie mogła się nadziwić: policzki rumiane, oczy lśniące, włosy złapały lekki skręt i puszystość, zmarszczki się wygładziły! Wyglądała naprawdę dobrze, jakby cofnęła się w czasie młodziej niż wskazywałby na to jej wiek. Uroda i młodość nagle wróciły niesamowite
Stało się małe cudo. Od tej pory w każdą niedzielę kobieta odwiedzała dom opieki, pomagała, prowadziła zajęcia taneczne dla seniorów bo była nauczycielką tańca. Nie chodziło już o młodość po prostu czuła ogromną euforia na myśl, iż może komuś sprawić przyjemność, przynieść odrobinę szczęścia. Była dla tych osób kimś bliskim, niczym córka albo wnuczka. I oni też ją tak postrzegali Powtarzali jej: Pięknie pani wygląda!, a ona czuła, iż płynie to z samego serca.
Czasami inni ludzie są naszym lustrem nie takim zwyczajnym, ale zaczarowanym. Po spotkaniu z jedną osobą człowiek odżywa, prostuje plecy, rozpromienia twarz, lekko stąpa po ziemi, oczy błyszczą, usta się uśmiechają A spotkanie z kimś innym potrafi postarzyć, odebrać siły, skrzywić duszę.
Dlatego trzeba szanować te magiczne lustra, dobrych, pełnych ciepła ludzi, którzy szczerze potrafią powiedzieć coś miłego. I dbać o starszych ludzi bo dopóki są z nami, wciąż jesteśmy młodzi i możemy pomóc. Tak właśnie myśli ta kobieta, która odzyskała swoją młodość i urodę. I całkowicie ma rację.











