Pewna kobieta w wieku pięćdziesięciu sześciu lat zaczęła się starzeć. I nie ma w tym nic dziwnego, to całkowicie naturalne. Po prostu przyszedł na to czas.

twojacena.pl 2 godzin temu

Dziś zasiadłam do pisania z pewnym ciężarem na sercu. Niedawno zaczęłam zauważać coraz wyraźniejsze oznaki starzenia. Skończyłam już pięćdziesiąt sześć lat i przecież w tym nie ma nic zaskakującego taka kolej rzeczy. Ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, jakby czas przyspieszył właśnie teraz. Patrzę w lustro i widzę, jakby ktoś codziennie odejmował mi odrobinę młodości, zamieniając urodę na zmarszczki. Jeszcze tak niedawno wyglądałam naprawdę dobrze!

Pamiętam, jak pan Kazimierz, drobniutki staruszek z naszego osiedla, zawsze siedział na ławeczce pod blokiem, niezależnie od pogody. Przechylał grzecznie czapkę z daszkiem albo zimą unosząc futrzaną uszankę, uśmiechał się do mnie i mówił: Ależ pani wygląda ślicznie! Co za ładna dziewczyna z pani!.

Szłam wtedy na tramwaj do pracy, niosąc ten uśmiech w sobie. Przez dzień jeszcze kilka osób rzuciło serdeczne słowa, a ja czułam, iż naprawdę jest coś ze mną nie tak, iż upływ czasu nie zostawia jeszcze zbyt wielu śladów.

Ostatnio jednak uświadomiłam sobie, iż pana Kazimierza nie widuję już od dłuższego czasu. Ogarnął mnie niepokój, więc spytałam sąsiadów o niego. Okazało się, iż rodzina odwiozła go do domu spokojnej starości pod Warszawą dzieci mają swoje sprawy, mieszkają daleko, a pan Kazimierz wymaga już opieki i leczenia, bo dożył przecież dziewięćdziesiątki.

Poczułam ukłucie żalu. Myśli o starości zeszły na drugi plan, a serce zaprzątał los pana Kazimierza (dopiero teraz zapamiętałam jego imię i nazwisko). Znalazłam adres ośrodka, kupiłam trochę słodyczy i słoik miodu, i w niedzielne przedpołudnie wybrałam się do niego.

Jakież było moje wzruszenie, gdy odnalazłam go siedzącego w dużym, wygodnym fotelu, powoli zajadającego kaszę manną z masłem. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się do mnie szeroko, oczy mu się rozjaśniły i powiedział: Och, jaka radość! Ależ pani pięknie wygląda! Co za ładna dziewczyna z pani!.

Podeszły też inne starsze panie i kilku starszych panów; każdy miał coś miłego do powiedzenia. Chwalili, dziękowali za odwiedziny, rozweselali dobrym słowem. Wieczorem, patrząc w lustro w łazience, zauważyłam różowe policzki, błyszczące oczy, lekko podkręcone włosy, a zmarszczki jakby się wygładziły. Wyglądałam promiennie, może choćby młodziej niż zwykle. Młodość i uroda na chwilę wróciły ot, taki mały cud!

Od tej wizyty każdej niedzieli wracam do domu seniora. Pomagam tam, prowadzę zajęcia z tańca, rozmawiam z mieszkańcami. Nie dla urody po prostu wtedy dusza lżejje, człowiek czuje, iż choć przez chwilę jest dla kogoś ważny. Dla kogoś można stać się córką, wnuczką Otrzymać w zamian ciepłe, serdeczne słowa i uśmiech od serca.

Coraz częściej myślę: inni ludzie są dla nas jak lustra tylko iż te magiczne. Wystarczy spotkać dobrego człowieka, żeby rozkwitnąć, nabrać lekkości w krokach, rozpromienić twarz. Są i tacy, przy których czujemy się wręcz starzej, słabiej Dlatego trzeba pielęgnować tych, którzy są naszym cudownym lustrem tych dobrych, szczerych ludzi, którzy umieją podnieść na duchu. Trzeba dbać o starszych. Dopóki są z nami, mamy szansę być młodzi duchem i komuś potrzebni.

Tak właśnie myślę, ja kobieta, która odzyskała swoją euforia i młodość, pomagając innym. I wierzę, iż mam rację.

Idź do oryginalnego materiału