Pamiętam tę historię sprzed lat, jakby to było wczoraj. Była sobie pewna kobieta, Helena, miała pięćdziesiąt sześć lat, gdy nagle zaczęła gwałtownie dostrzegać upływ czasu w swojej twarzy i w spojrzeniu. Starzenie się przecież jest naturalne, ale szybkie zmiany przeraziły ją, jakby ktoś dzień po dniu odejmował jej młodość i urodę, nakładał maskę starości.
Jeszcze tak niedawno wyglądała naprawdę dobrze! Pamiętam, na ławce przed blokiem zawsze siadywał staruszek, pan Beniamin Zieliński, w każdą pogodę. Zawsze miał dla niej dobre słowo: Jak pięknie dziś pani wygląda! Jaka z pani urocza dziewczyna!. Gdy Helena mijała pana Beniamina, ten ukłonem podnosił kaszkiet, zimą futrzaną czapkę, i powtarzał te same serdeczne komplementy.
Później Helena szła pospiesznie do pracy, uśmiechając się, a przez cały dzień ludzie prawiąc jej uprzejme słowa, podkreślali jej urodę. Rzeczywiście była wtedy zadbaną, elegancką kobietą.
Pewnego dnia Helena uświadomiła sobie, iż już dawno nie widziała pana Beniamina na ławce. Zapytała o niego sąsiadów. Okazało się, iż rodzina odwiozła go do domu seniora dzieci mieszkały w innych miastach, a opieka i leczenie były mu już potrzebne. Pan Beniamin miał przecież już dziewięćdziesiąt lat.
I wtedy Helena zapomniała o swoich niepokojach związanych ze starością. Myślała tylko o staruszku, panu Beniaminie Zielińskim. Odszukała adres, kupiła czekoladki i owoce i w niedzielę wsiadła w autobus, by odwiedzić dom opieki.
Odwiedziwszy go, znalazła go siedzącego w miękkim fotelu, podjadającego mannę z masłem. Na widok Heleny uśmiechnął się szeroko i zawołał: Ach, jakże się cieszę, iż panią widzę! Jak doskonale pani wygląda! Jest pani naprawdę piękną kobietą!. Pozostali pensjonariusze podchodzili, chwalili ją, prawiąc komplementy i serdecznie dziękowali, iż przyszła.
Po powrocie do domu Helena spojrzała w lustro i aż się zdziwiła policzki rumiane, oczy błyszczące, włosy jakby same się ułożyły i nabrały objętości, zmarszczki wygładziły się! Wyglądała jak nowa, jakby młodsza o dobre kilka lat. Uroda i młodość wróciły, jak za sprawą jakiegoś cudu…
Od tej pory w każdą niedzielę jeździła do domu seniora, pomagała, prowadziła zajęcia z tańca dla starszych osób. Nie po to, żeby być młodszą, ale dla tej bezinteresownej radości, kiedy można komuś pomóc, sprawić przyjemność, być dla kogoś jak córka lub wnuczka. Tam spotkała się z serdecznością i szczerością. Zawsze słyszała: Jak pięknie dziś pani wygląda!. I to były słowa od serca.
W życiu spotykamy ludzi, którzy stają się naszym zwierciadłem ale takim zaczarowanym lustrem. Po spotkaniu z jednym człowiekiem chce się żyć, kwitnie się, prostuje się plecy, idzie się przez życie z lekkością, śmieją się oczy i usta. Inni natomiast potrafią odebrać blask i siły, sprawić, iż człowiek czuje się stary i znużony.
Dlatego trzeba szczególnie cenić i chronić te zaczarowane lustra dobrych, szczerych ludzi, którzy mówią z serca i przynoszą radość. Starszych także trzeba otoczyć opieką. Dopóki są z nami, my też jesteśmy młodzi bo możemy dać coś z siebie, pomagać. Tak właśnie teraz myśli Helena, która odnalazła na nowo swoją młodość i piękno. I bardzo dobrze myśli.









