Pejzażu ciąg dalszy...
Ten fragment wyszywało się powoli i musiałam bardzo uważać, bo zbliżone odcienie nitek sprawiały, iż moment nieuwagi i natychmiast wkradał się błąd.
Wiadomo, jak jest to błąd jednego, dwóch krzyżyków, to w takiej mozaice kolorów te punkciki znikają, ale jak to jest kilkanaście krzyżyków, które powinny być spójne z dalszym fragmentem tego koloru, to już gorzej.
W takim przypadku prucie stawało się obowiązkowe.
Wyszywanie, wiadomo, tylko w dzień, a w ciągu szarego dnia tylko godzinka, bo zaraz robi się ciemno mimo, iż dnia przybywa.
Jedynie w słoneczne dni mogłam sobie pozwolić na dwie godzinki, oczywiście słuchając audiobooków. Coraz bardziej podoba mi się to, co wyłania się z każdym niemal krzyżykiem.

Ciąg dalszy za jakiś czas, może krótszy, może dłuższy... okaże się.
Kolejne odsłony haftowania:
- odsłona 1 - TUTAJ
Dziękuję za każde pozostawione słowo w komentarzu. :)







