Patrząc na to, jak Bartosz rysuje w zeszycie kolejnego Spider-Mana zamiast warunków zadania, rodzice wiedzieli, iż w ich rodzinie o beztroską przyszłość mogą się martwić tylko o kota Bonifacego. Dziesiątki korepetytorów przeszły przez ich dom, ale żaden nie potrafił zaszczepić w Bartoszu zamiłowania do ścisłych nauk. Wręcz przeciwnie: z każdym kolejnym nauczycielem chłopak filozofował jeszcze bardziej. Świat? Marność nad marnościami, twierdził przyszły mędrzec. Prawdziwe szczęście to nicnierobienie, ptysie i kreskówki na telefonie.
Kiedy rodzice opadli już z sił (dosłownieich ręce wisiały tuż nad kostkami), tata natrafił w internecie na osobliwe ogłoszenie: Sprzedam sztangę i zaszczepię miłość do przedmiotów szkolnych i sportowych Waszym dzieciom, rodzinie, przyjaciołom, sąsiadom! Autorska metoda. W ofercie: matematyka, historia, polski, angielski, biceps, triceps, nogi, barki i literatura, klatka piersiowa. Hubert.
Czujność rodzicielska ulotniła się w mgnieniu oka. Tata wykręcił numer i po paru sygnałach w słuchawce rozbrzmiał ciężko sapiący głos:
Słucham. W tle słychać było rytmiczne brzęki żelastwa.
Dzień dobry, dzwonię w sprawie ogłoszenia…
Sztanga sprzedana mruknął Hubert, już prawie się rozłączał.
Nie, nie, mnie chodzi o syna! Chcę go nauczyć matematyki, polskiego, literatury…
Wiek, waga, umiejętności ucznia?
Konkret Huberta wprawiał w podziw i lekki niepokój. Brzęczące żelazo w tle wymieniło się na świstanie skakanki ojcu wydawało się, iż aż poczuł przez słuchawkę zapach potu.
Dziewięć lat, dwadzieścia pięć kilo, już prawie dodaje słupkiem i…
Ile pompek robi?
Czego…? zdziwił się tata, drapiąc się w ucho.
Pompek i podciągnięć. Ile?
Nie mam pojęcia, może pięć?
Przypis od sufiksu odróżni?
To… to trzeba by żonę spytać.
W domu jakieś przyrządy są?
Przyrządy?
Cyrkiel, kątomierz, ekspander, hantle?
Jest drewniana linijka.
Wystarczy. Proszę przesłać adres, będę za godzinę rzucił Hubert, a potem ryknął: Szerzej nogi, proste plecy! Nie do pana, prowadzę właśnie lekcję historii po czym się rozłączył.
Ojciec chwilę jeszcze stał wyprostowany jak struna, a potem poszedł do Bartosza. O nowym korepetytorze Bartosz przyjął do wiadomości po swojemu podkręcił głośność telewizora i zażądał herbaty z kanapką. Naukowy zapał chłopca nie dotyczył.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Mama Bartosza spojrzała przez judasza i zobaczyła klatę, która wzbudziła lekki niepokój (i odrobinę zazdrości).
Dzień dobry w progu, oblepiony podkoszulkiem i pachnący szamponem kokosowym, stał mięśniak imieniem Hubert. Gdzie wasz olimpijczyk?
V-v-vitać… wykrztusiła kobieta drżącym głosem. Przyszła chyba ten facet od Opla, któremu groziłeś poprawą wzroku pod wycieraczką!
Przepraszam dało się usłyszeć z przedpokoju zaszło nieporozumienie, jestem okulistą… To znaczy, byłem.
Hubert Stanisławowicz, obecny korepetytor przedstawił się mięśniak.
Aha, to pan… wyłonił się zza lustra pan Marek. Proszę bardzo, torbę panu poniosę…
Hubert podał hokejową torbę. Gdy tylko ją puścił, Marek z hukiem osunął się pod ciężarem na podłogę. Kot Bonifacy pobił rekord prędkości: przebiegł przez dwa pokoje i zamknięte na zamek drzwi.
Co tam pan nosi, kowadło?! sapał tata, taszcząc torbę do pokoju Bartosza.
Materiały szkoleniowe. Szkoła podstawowa z rozszerzeniem.
Bartosz siedział na kanapie i, jak zwykle, wlepiał wzrok w telefon, kiedy drzwi się rozwarły. To go trochę z rytmu wybiło.
Do siebie! Do siebie! wołał pan Marek, ale za późno. Hubert wkroczył bez pardonu, choćby nie patrząc na potencjalnego pupila, rozglądnął się po ścianach.
Wiertarkę udarową macie?
Po co? zapytał tata.
Do ćwiczenia polskiego Hubert z torby wyjął drążek, worek bokserski i linę.
Zapytam sąsiada ledwo zipiąc wymamrotał tata. A wy się poznajcie. To jest Bartosz. Z kanapy podniósł syna, który sięgał Hubertowi co najwyżej do kolana. Synu, to Hubert Stanisławowicz korepetytor.
Skąd tyle mięśni? palnął Bartosz zamiast dzień dobry.
Układałem je słupkiem Hubert, wyciągając krążki z torby, układał je jeden na drugim.
No, zaczynajcie… rzucił tata i zniknął w kuchni.
Pan jest silniejszy od Spider-Mana?
A Spider-Man wyciska dwie paki na klatę?
Bartosz pytania nie zrozumiał, ale poczuł, iż raczej nie.
Nie lubię lekcji zastrzegł z góry.
Lekcje są dla cieniasów. My robimy brzuszki.
Hubert padł na podłogę i zaczął ćwiczyć. Bartosz stał, czekając, aż typ się wykończy. Ale Hubert tylko zmieniał tempo i dokładł krążków. Po brzuszkach poszły hantle, ekspander i pompki.
No i co, wszystko zapamiętane? Chcesz być silny, czy zamierzasz z twoim mutantem resztę życia kisić się w kurzu i pajęczynach?
Bartosz potrząsnął głową.
No to świetnie! Teraz wszystkie ćwiczenia: trzy razy czterdzieści pięć minus trzydzieści dziewięć. Zaczynamy od brzucha.
Ile to jest?
A ty mi powiedz.
Wiertarki udarowej nie było, mam tylko zwykłą wbiegł do pokoju ojciec, po czym, widząc syna robiącego pompki, zamarł. Wrócę później wyszeptał i się ewakuował, zamykając drzwi.
***
Następnego dnia, koło 5:30 rano, dzwonek. Ledwie otwierając oczy, ojciec ruszył do przedpokoju, gotów zbesztać natręta, ale widząc łysą głowę Huberta w drzwiach, zrozumiał, iż zabraknie mu materiału, żeby pokryć dach tej powierzchni.
Wyglądał, jakby przez noc spuchł jeszcze bardziej, a choćby worki pod oczami zaczęły przypominać bicepsy.
Dziś historia i geografia, strój: trampki, koszulka i spodenki. Zabieg długodystansowy z analizą krajobrazu i historii Krakowa.
On dopiero w trzeciej klasie, nie ma jeszcze tych przedmiotów ziewnął Marek.
Program obejmuje też wiersze. Idzie pan z nami?
Dzięki, ja się kiedyś dobrze uczyłem.
A kiedy wycofało się jarzmo tatarsko-mongolskie z naszego województwa?
Eee… muszę wstać za godzinę do pracy, pójdę obudzić syna…
Wrócił po chwili:
Nie budzi się.
Ubrać, obudzi się w biegu doradził Hubert.
***
Trzy razy w tygodniu Hubert stawał w progu Bartosza, rozpoczynali trening. Poniedziałki: klata-triceps-barki-matematyka-polski; środy: plecy-biceps-literatura-angielski, piątki: nogi-geografia-historia.
Po trzech tygodniach Bartosz wszedł do kuchni bez koszulki, a tata, widząc mięśnie syna, zasłonił swój piwny brzuszek czajnikiem. Młody się wyprostował, zyskał siłę, zaczął zawstydzać rodziców za kanapowe życie.
Marek, coś mi tu nie gra powiedziała kiedyś przy kolacji mama. Wiesz, co Bartosz chce na urodziny?
Pewnie PlayStation. Już mnie pytał.
Nie, drążek i blender do smoothie. Obawiam się, iż ten Hubert wcale nie jest korepetytorem. To jakiś zapaleniec od sportu, co nam dziecko wykończy.
Chyba nie? Przecież uczą się matematyki.
A widziałeś choć raz u nich podręcznik?
Tabelę kalorii.
Właśnie! Przecież dobrze wiesz, iż te mięśniaki…
Jakie te?
Bez polotu postukała w szkło dla podkreślenia. I syn nam taki będzie.
Może lepiej głupi osiłek niż słaby kujon?
Najlepiej normalny! Ja żądam końca tych treningów!
Zadzwonił telefon.
To wychowawczyni spojrzała na wyświetlacz i odebrała. Halo? Co znowu? Tak, zaraz będę.
Co się stało?
Bartosz zrobił awanturę. Widzisz? Miałam rację.
Idę z tobą.
***
Taksówką dotarli do szkoły, gdzie natychmiast wezwano ich do dyrektorki.
Proszę bardzo, oto efekt korepetytora: trzecia klasa, a już na dywanik mruknęła mama pod nosem.
W gabinecie tłum: rodzice, dzieci, psycholog szkolny i wychowawczyni. Hałas taki, iż w sali muzycznej rozstroiło się pianino.
To nie siłownia, to instytucja oświatowa! rzuciła któraś z matek.
Co się w ogóle stało, ktoś wyjaśni?
Postanowiła wytłumaczyć wychowawczyni:
Bartosz kazał kolegom grać w drabinkę na przerwie i liczyć punkty metodą dzielenia ułamków.
Cooo robić?
Kolejno się podciągać, zwiększając obciążenie tłumaczył Bartosz.
Cisza! Koledzy nie chcieli. Bartosz groził!
Ale to oni zaczęli, chcieli mnie pobić za to, iż poprawiałem ich, gdy obrażali.
Jak poprawiałeś?
Tłumaczyłem im, jak odmienia się głupi i cwaniak. Napadli, więc się obroniłem. Jak mówi Hubert Stanisławowicz: Jak masz za dużo energii, to się podciągnij, a jak napadają dzikusy, lepiej naucz ich dzielić ułamki Bartosz spuścił głowę.
Powiedział, iż jak do niego znów podejdziemy, to skończy się to wyciąganiem pierwiastków! płakał jeden z kolegów.
Tego neandertalczyka trzeba usunąć z naszej szkoły! wrzasnęła matka.
Czekajcie… ocknął się tata Bartosza. Czyli nie było bójki?
Pokiwali głowami.
Czyli syn w odpowiedzi na agresję użył matematyki i drążka?
Jeszcze kazał biegać po boisku i recytować Tuwima!
Widzisz?! Mówiłaś, iż będzie głupim osiłkiem tata spojrzał na żonę, a ona skinęła z uznaniem.
Pragnę państwa przeprosić nagle odezwała się pani dyrektor.
Niech on przeprasza! wrzasnął ktoś, wskazując Bartosza.
Nie państwa, tylko rodziców tego chłopca. Bartosz to złoty chłopak uśmiechnęła się do rodziców. Ale, w związku z sytuacją, muszę go przenieść…
Sprawiedliwość! Tak im trzeba! I temu waszemu osiłkowi! wykrzykiwali rodzice.
Przenoszę go do czwartej klasy, bo wyraźnie wyprzedza program oznajmiła dyrektorka.
Zapadła niezręczna cisza słychać było tylko, jak zawiść zjada układy nerwowe strony przeciwników. Ludzie po cichu rozpłynęli się z gabinetu.
Halo, panie Hubercie… sytuacja jest taka, przechodzimy do czwartej klasy, dochodzą przedmioty zadzwonił tata do korepetytora.
***
Jak zapowiedziano, po tygodniu Bartosz trafił do czwartej klasy. Po dwóch następnych wystartował w zawodach crossfitowych, a niedługo zaczął szykować się do olimpiady literackiej Juniorów. Po miesiącu Marek odebrał telefon od rodzica byłego kolegi z prośbą o namiar na Huberta.
Z czasem powstała sekcja dziecięca o profilu mieszanym, gdzie nie wyrzucali za słabe wyniki sportowe, tylko za słabe oceny w dzienniku.










