Patrząc na to, jak Staś znowu szkicuje w zeszycie kolejnego Spider-Mana zamiast robić zadanie z matmy, rodzice wiedzieli jedno: w tej rodzinie na beztroską i dostatnią przyszłość może liczyć chyba tylko kot. Dziesiątki korepetytorów nie potrafiły zaszczepić chłopakowi choć krzty sympatii do ścisłych przedmiotów. Wręcz przeciwnie z każdym nowym nauczycielem Staś odpływał coraz bardziej w filozoficzne rozważania. Otaczający świat to czcza paplanina, uważał chłopak. Prawdziwe szczęście? Leżenie do góry brzuchem, eklerki z Wedla i bajki na telefonie.
Kiedy już rodzicom opadały ręce niemal do podłogi, tata trafił w internecie na osobliwe ogłoszenie: Sprzedam sztangę i zaszczepię miłość do szkolnych i sportowych przedmiotów twoim dzieciom, kuzynom, przyjaciołom i sąsiadom. Metoda autorska. Pracuję z matematyką, historią, polskim, angielskim, bicepsem, tricepsem, nogami, ramionami, literaturą, klatą. Filip. Zrezygnowanie wzięło górę nad zdrowym rozsądkiem. Ojciec zadzwonił pod numer z ogłoszenia po kilku sygnałach w słuchawce rozległ się ciężko sapiący głos.
Słucham. W tle, oprócz głosu, słychać było jeszcze rytmiczne brzęki żelastwa.
Dzień dobry, dzwonię w sprawie ogłoszenia…
Sztangę sprzedałem, przerwał Filip i już miał się rozłączyć.
Nie, nie, chodzi o lekcje dla syna. Matma, polski, literatura.
Wiek, waga, umiejętności ucznia.
Osobliwa zwięzłość Filipa była przerażająca i budująca jednocześnie. Brzęki metalu zamieniły się w gwizd skakanki ojcu zdawało się, iż przez słuchawkę poczuł zapach potu.
Dziewięć lat, dwadzieścia pięć kilo, umie już prawie dodawać w słupku i…
Ile robi pompek?
Słucham? aż wyczyścił ucho palcem.
Pompek i podciągnięć ile?
Nie wiem, może z pięć…
Umie rozróżnić przedrostek od przyrostka?
Trudno powiedzieć, musiałbym żonę spytać.
Jakie macie w domu przyrządy?
Narzędzia?
Cyrkiel, kątomierz, ekspander, hantle?
Jest drewniana linijka…
Rozumiem. Wysyłajcie adres, będę w godzinę rzucił Filip i krzyknął: Nogi szerzej, plecy prosto! a po chwili dodał To nie do pana, mam teraz lekcję historii i rozłączył się.
Ojciec jeszcze chwilę stał jak słup soli, z prostymi plecami i rozstawionymi nogami, po czym poszedł do Stasia. Kiedy powiedział mu o nowym korepetytorze, Staś jak zwykle tylko podgłośnił bajki w telewizorze i poprosił o herbatę z kanapką. Entuzjazmu wobec nauki chłopak nie wykazywał żadnego.
Gdy rozległ się dzwonek do drzwi, mama Stasia przez wizjer zobaczyła tors, któremu choćby ona mogłaby pozazdrościć. Dzień dobry, do przedpokoju weszła, cała w opinającej koszulce i pięknie pachnąca kokosowym szamponem, góra mięśni imieniem Filip. Gdzie wasz olimpijczyk?
Wi…Witold, chodź no tutaj spanikowanym głosem zawołała kobieta to chyba ten facet w okularach od opla, któremu za wycieraczką zostawiłeś kartkę z groźbą poprawienia wzroku.
Przepraszam, dobiegło z mieszkania, zaszła pomyłka, jestem okulistą… Byłym.
Filip Witoldowicz, w tej chwili korepetytor.
Ach, to pan wygrzebał się zza kredensu Witold. Proszę, nie poznaliśmy pana. Pozwoli pan, iż wezmę torbę.
Filip podał ogromną torbę hokejową, a gdy tylko ją puścił, Witka niemal przygniotło do ziemi. Kot, który kręcił się pod nogami, przeszedł w tryb nadświetlny i zniknął w zamkniętej sypialni.
Co tam pan niesie tak ciężkiego? wycharczał tata, wlekąc torbę do pokoju syna.
Materiały naukowe. Podstawówka i przedmioty praktyczne.
Staś tradycyjnie leżał na kanapie, zapatrzony w telefon, gdy drzwi otwarły się do jego pokoju i to wybiło go z rytmu.
Do siebie! Ciągnij do siebie! wył ojciec, ale na nic to się zdało. Filip wszedł, rozejrzał się po ścianach i zignorował obecność nowego ucznia:
Macie młotowiertarkę?
Po co? spytał tata.
Na ćwiczenia z polskiego, odparł Filip, wyciągając z torby drążek, worek bokserski i linę.
U sąsiada zapytam, wysapał ojciec, a wy się poznajcie to Staś. Podniósł syna z sofy, który był Filipa zaledwie za kolano. Synu, to jest pan Filip Witoldowicz korepetytor.
A skąd pan ma tyle mięśni? zamiast dzień dobry zapytał Staś.
Dodawałem w słupku, odpowiedział Filip i zaczął z torby układać talerze od sztangi jeden na drugim.
To… zabierajcie się do roboty, rzucił tata i uciekł z pokoju.
Jest pan silniejszy od Spider-Mana?
A Spider-Man wyciska 200 na klatę?
Staś nie bardzo zrozumiał, ale czuł, iż raczej nie.
Nie lubię lekcji spróbował chłopak od razu uciąć temat.
Lekcje są dla nieudaczników. My będziemy robić brzuszki.
Filip położył się na podłodze i zaczął ćwiczyć. Staś z boku przyglądał się, kiedy ten dziwny korepetytor się zmęczy ale Filip tylko zmieniał tempo i dodawał ciężar. Po brzuszkach były hantle, później ekspander, na końcu pompki.
Zapamiętałeś wszystko? Chcesz być silny? Czy wolisz, jak ten twój mutant, grzebać się w pajęczynie przez całe życie?
Staś pokręcił głową.
No to działamy wszystko po trzy razy, czterdzieści pięć minus trzydzieści dziewięć powtórzeń, zaczynamy od brzucha.
Ile to jest?
A od czego masz głowę?
Młotowiertarki nie mam, tylko wiertarkę znalazłem wpadł tata i zamarł, widząc jak Staś robi pompki. Później zajrzę wyszeptał i delikatnie zamknął drzwi.
***
Następnego dnia o piątej trzydzieści rozległ się dzwonek. Otwierając ledwie oczy, Witold ruszył do przedpokoju i już miał przygotowaną pełną furii wiązankę dla porannego gościa ale gdy w progu ujrzał łysą, gigantyczną głowę Filipa, zrozumiał, iż na takim dachu brakuje mu materiału.
Dziś mamy historię z geografią, strój trampki, koszulka, spodenki. Długi dystans z analizą krajobrazu i dziejów miasta.
On jest w trzeciej klasie, takich przedmiotów jeszcze nie ma, ziewnął tata.
Pojawią się też wiersze. Idzie pan z nami?
Dziękuję, ja się w szkole wyedukowałem.
Kiedy wycofało się mongolskie jarzmo z naszego regionu?
Emm… Ja muszę na szósta do pracy, idę szykować syna, wyślizgnął się Witold do pokoju Stasia.
Po chwili wrócił szeptem:
Nie da się go obudzić…
To ubierzcie, obudzi się w drodze, radził Filip.
***
I tak trzy razy w tygodniu Filip pojawiał się w progu, zaczynały się treningi. Poniedziałek: klata-triceps-barki-matematyka-polski. Środa: plecy-biceps-literatura-angielski. Piątek: nogi-geografia-historia.
Po trzech tygodniach Staś wszedł do kuchni bez koszulki i ojciec podstawił sobie czajnik, by zasłonić bębęn piwny. Chłopak był silniejszy, prosty jak struna, zaczął choćby ganiać rodziców za wieczne siedzenie.
Witek, coś mi się tu nie podoba rzuciła pewnego wieczoru mama Stasia. Wiesz, co Staś poprosił na urodziny?
Wiem: Xboksa. Już mi mówił.
Nie, drążek gimnastyczny i blender do smoothie! Ja się boję, iż ten Filip to nie nauczyciel, tylko kolejny trener-świr, jeszcze zdrowie dziecku popsuje…
Przecież uczy się matmy!
A ty widziałeś u nich choć raz podręcznik?
Tabelek kalorii?
No właśnie Wiesz przecież, co z tych wszystkich koksów?
No co?
Mało rozgarnięci, dla podkreślenia stuknęła w blat szklany. Syn nasz jeszcze taki będzie.
Może lepiej głupi osiłek niż cherlawy inteligenik?
Najlepiej normalne dziecko! Skończmy z tym!
Zadzwonił telefon.
To wychowawczyni spojrzała na ekran żona i odebrała. Halo? Co zrobił? Tak, zaraz będę…
Co się stało?
Staś wszczął bójkę. Widzisz? Mówiłam. Nic dobrego z tego nie będzie.
Jadę z tobą.
***
Taksówką podjechali do szkoły i od razu zostali wezwani na dywanik do dyrektorki.
Oto ci korepetytor Trzecia klasa, a już przed dyrekcją człowiek stoi.
W gabinecie panował taki rumor, iż w sali muzycznej obok rozstroiło się pianino. Rodzice, dzieci, pedagog, wychowawczyni wszyscy naraz.
To nie siłka, tylko szkoła! rzuciła jakaś mama.
Ale o co chodzi? próbował dopytać Witold.
Odezwała się wychowawczyni.
Staś kazał kolegom na przerwie robić drabinkę i liczyć powtórzenia dzieleniem ułamków.
Co takiego?
Podciągać się po kolei na drążku, zwiększając obciążenie wyjaśnił Staś.
Cisza! Dzieci nie chciały. Staś groził im przemocą.
Ale to oni zaczęli. Chcieli mnie pobić, bo poprawiałem ich jak wyzywali się błędnie.
Poprawiałeś?
Pokazywałem, jak się odmienia słowa pokrzywdzony i cwaniak. Oni rzucili się na mnie, a ja się tylko broniłem. Jak mówi pan Filip masz dużo energii, to się podciągaj i zamiast bić się z dzikusami, naucz dzielić ułamkami, spuścił głowę Staś.
Powiedział, iż jeżeli znów do niego przyjdziemy, to skończy się na wyciąganiu pierwiastków! marudził jeden z chłopców.
Ten neandertalczyk nie pasuje do naszych dzieci! darła się inna mama.
Chwileczkę, doszedł do głosu Witold. To nie było bójki?
Osoby z poszkodowanej strony kręciły głowami.
Czyli nasz syn odpowiedział na ich agresję matematyką i drążkiem?
I jeszcze kazał biegać po stadionie i recytować Tuwima!
No widzisz? A mówiłaś, iż będzie głupi osiłek spojrzał Witek na żonę, która tylko przytaknęła.
Chciałam przeprosić odezwała się nagle dyrektorka. Niech on przeprasza! wrzasnął ktoś, wskazując Stasia.
Nie państwa, tylko rodziców tego chłopca. Wasz syn brawo powiedziała dyrektorka do Witolda i jego żony. Ale muszę, biorąc pod uwagę dzisiejszą sytuację, przenieść go…
Sprawiedliwości stało się zadość! Tak trzeba tym koksom! cieszyli się niektórzy rodzice.
Do czwartej klasy, program już opanował z nawiązką dodała dyrektorka.
W gabinecie zrobiło się cicho. Słychać było, jak po drugiej stronie sali komuś szczeka zazdrość i złość. Ludzie rozeszli się bokiem, unikając spojrzeń.
Halo, panie Filipie, sprawa jest przenoszą nas do czwartej klasy, będą nowe przedmioty ojciec zadzwonił do korepetytora po spotkaniu.
***
Tydzień później Staś, zgodnie z planem, był już w czwartej klasie. Po kolejnych dwóch pojechał na zawody crossfitowe i zaczął się przygotowywać do swojej pierwszej dziecięcej olimpiady literackiej. A miesiąc potem do Witolda zadzwonił tata jednego z dawnych przeciwników i spytał o numer Filipa Witoldowicza.
Z czasem powstała dziecięca sekcja kombo by nie tylko za złe wyniki sportowe, ale też za słabe oceny w dzienniku można było wylecieć z grupy.










