Patrząc, jak Szymon zamiast rozwiązywać zadanie rysuje kolejnego Spider-Mana w zeszycie, rodzice dochodzili do wniosku, iż beztroska i dostatnia przyszłość w ich rodzinie czeka tylko kota.

newskey24.com 12 godzin temu

Patrząc, jak Staś zamiast rozwiązywać zadania z matematyki rysuje w zeszycie kolejnego Batmana, rodzice dochodzili do smutnego wniosku, iż w ich domu spokojna i dostatnia przyszłość czeka jedynie kota. Dziesiątki korepetytorów nie były w stanie rozbudzić w chłopcu miłości do przedmiotów ścisłych. Przeciwnie, z każdym kolejnym nauczycielem Staś coraz głębiej zagłębiał się w filozoficzne rozważania. Świat marność nad marnościami, mawiał. Prawdziwe szczęście to nicnierobienie, ptasie mleczko i kreskówki na telefonie.

Gdy rodzice byli już bliscy całkowitej rezygnacji, ojciec przypadkiem natrafił w internecie na nietypowe ogłoszenie: Sprzedam sztangę i zaszczepię dzieciom (własnym, cudzym, zaprzyjaźnionym i sąsiedzkim) miłość do szkolnych przedmiotów i sportu. Autorska metoda. Pracuję z matematyką, historią, polskim i angielskim, bicepsem, tricepsem, nogami, barkami, literaturą, klatą. Franciszek. W obliczu beznadziei czujność opadła. Ojciec wykręcił numer, a po paru sygnałach w słuchawce zabrzmiał ciężki, zdyszany głos.

Słucham. Poza głosem w tle dało się słyszeć rytmiczne uderzenia metalu.

Dzień dobry, dzwonię w sprawie ogłoszenia

Sztanga już sprzedana rzucił Franciszek i zaraz miał odłożyć słuchawkę.

Nie, nie, chodzi o mojego syna matematyka, polski, literatura

Wiek, waga, umiejętności ucznia.

Skrótowość Franciszka była jednocześnie inspirująca i przerażająca. Szelest sztangi ustąpił gwizdowi skakanki. Ojciec miał wrażenie, iż słyszy choćby zapach potu.

Dziewięć lat, dwadzieścia pięć kilo, ledwo zaczyna sumować w słupku i

Ile robi pompek? padło krótkie pytanie.

Co proszę?

Pompki, podciągnięcia?

Nie wiem Chyba ze cztery, pięć.

Umie rozróżniać przyrostek od końcówki?

Trzeba by żonę zapytać

Jakie mamy w domu przyrządy? Cyrkiel, ekierka, ekspander, hantle?

Drewniana linijka jest.

Zrozumiano. Proszę przysłać adres, będę za godzinę powiedział Franciszek i ryknął: Nogi szerzej, plecy prosto! Do was nie mówię, mam teraz lekcję historii dodał i rozłączył się.

Ojciec jeszcze chwilę stał z wyprostowanymi plecami i rozstawionymi nogami, potem poszedł do Stasia.

Na wieść o nowym korepetytorze Staś zareagował jak zwykle podkręcił głośność w telewizorze i poprosił o herbatę z kanapką. Nauka nie wzbudzała w nim żadnych emocji.

Nagle zadzwonił dzwonek. Mama spojrzała przez wizjer i zobaczyła klatę, której trochę jej pozazdrościła.

Dzień dobry w progu stała opięta koszulką, pachnąca kokosowym szamponem góra mięśni imieniem Franciszek. Gdzie wasz olimpijczyk?

W-w-wiesz zająknęła się kobieta.

Chyba przyszedł ten właściciel fiata, któremu pod wycieraczkę zostawiłeś karteczkę z napisem Swędzi cię wzrok, dam radę to naprawić mruknęła do męża.

Przepraszam, zaszło nieporozumienie, jestem okulistą Byłym dobiegło z pokoju.

Nazywam się Franciszek Wiktorowicz, jestem korepetytorem w tej chwili wyprostował się gość.

Ach to pan! wynurzył się zza komody Witek. Proszę, weźcie torbę.

Franciszek podał wielką torbę hokejową, a kiedy ją puścił, Witka natychmiast przygniotło do podłogi. Kot przemykający obok wystrzelił jak rakieta przez dwa pokoje i zamknięte drzwi.

Co pan za ciężary tu taszczy? sapiąc, dopytywał ojciec, ciągnąc torbę do pokoju syna.

Materiały do nauki. Szkoła podstawowa i zajęcia praktyczne.

Staś tradycyjnie tkwił w tapczanie z twarzą w telefonie, gdy drzwi otwarły się nagle.

Pomóż, pomóż! krzyczał ojciec, ale było za późno. Franciszek wszedł, zlustrował pokój, zignorował ucznia.

Macie wiertarkę udarową?

Po co?

Do ćwiczenia języka polskiego odpowiedział, wyciągając z torby drążek, worek bokserski i linę.

Zerknę do sąsiada wybełkotał wykończony ojciec. Zostawię was z synem. Staś, poznaj pana Franciszka korepetytora.

Skąd pan ma takie mięśnie? Staś przywitał go pytaniem zamiast dzień dobry.

Wynik składania w słupek odparł Franciszek i ułożył na sobie kilka obciążników.

Pracujcie powiedział ojciec i uciekł z pokoju.

Jest pan silniejszy od Batmana?

Batman wyciska na ławce dwieście kilo?

Staś nie zrozumiał, ale wyczuł, iż pewnie nie.

Nie znoszę lekcji z miejsca zastrzegł chłopak.

Lekcjami zajmują się nieudacznicy. My potrenujemy brzuch.

Franciszek rozłożył się na podłodze i zaczął ćwiczyć. Staś przyglądał się z boku, czekając, aż dziwny nauczyciel padnie ze zmęczenia ale tamten zmieniał tylko tempo i dokładł ciężary. Po brzuchu były hantle, potem ekspander, na końcu pompki.

No i jak, wszystko zapamiętane? Chcesz być silny? Czy wolisz, jak twój mutant, do końca życia zlizywać pajęczyny w kątach?

Staś pokręcił głową.

Dobrze, więc ćwiczenia: trzy razy czterdzieści pięć minus trzydzieści dziewięć. Zaczynamy od brzuszków.

To ile?

Policz i sam mi powiedz.

Wiertarki udarowej nie znalazłem, tylko zwykłą wpadł do pokoju ojciec, zobaczył syna przy pompkach i zamarł. To ja potem zajrzę wyszeptał, wychodząc na palcach i zamykając drzwi.

***

Nazajutrz o piątej trzydzieści rano zadzwonił dzwonek. Ojciec z ledwością otworzył oczy, już przygotował sobie wiązankę przekleństw na nieproszonego wizytatora, ale widząc łysinę Franciszka w drzwiach, doszedł do wniosku, iż żadne kurka wodna nie wystarczy na takiego gościa. Franciszek wydawał się w nocy spuchnąć jeszcze bardziej choćby worki pod oczami przypominały mu bicepsy.

Dzisiaj lekcja historii i geografii, strój: trampki, koszulka, krótkie spodenki. Przebieżka po okolicy z analizą krajobrazu i rysu historycznego miasta.

On dopiero w trzeciej klasie, tych przedmiotów jeszcze nie ma ziewnął ojciec.

Jeszcze do tego wiersz do opanowania. Idzie pan z nami? zapytał Franciszek.

Nie, dziękuję, sam dobrze się uczyłem w szkole.

Kiedy Mongołowie wycofali się z okolic Mazowsza?

Eee, za godzinę muszę wstać do pracy, idę obudzić syna wymigał się Witek i poszedł do sypialni syna.

Po chwili powrócił, szepcząc:

Nie daje się obudzić.

Ubrać, obudzi się po drodze polecił Franciszek.

***

Trzy razy w tygodniu Franciszek pojawiał się pod drzwiami. Zawsze zaczynali trening: poniedziałek klatka-triceps-barki-matematyka-polski; środa plecy-biceps-literatura-angielski; piątek nogi-geografia-historia.

Po trzech tygodniach mały Staś wszedł do kuchni bez koszulki, a ojciec na widok synowych kaloryferków zakrył swoje piwne opoje czajnikiem. Chłopak wyprostował się, nabrał siły i zaczął strofować rodziców za siedzenie w bezruchu.

Witek, nie podoba mi się to westchnęła podczas kolacji mama Stasia. Wiesz, o co on prosił mnie na urodziny?

Wiem: PlayStation. Już mnie pytał.

Zgadnij jeszcze raz drążek na ścianę i blender do smoothie! Boję się, iż ten cały Franciszek to żaden korepetytor, tylko kolejny sportowy fanatyk, który zrujnuje naszemu dziecku zdrowie.

Może, ale przecież podobno uczą się matematyki.

Widziałeś choć jeden podręcznik w jego rękach?

Liczył kalorie w zeszycie.

Właśnie Przecież znasz tych kulturystów kilka z nich pożytku.

No ale może lepiej tępy siłacz niż cherlawy kujonek?

Chcę normalne dziecko! Mam dość tych zajęć!

W tej chwili zadzwonił telefon.

To wychowawczyni spojrzała żona i odebrała.

Tak? Co on zrobił? Już idę.

I co?

Staś rozkręcił bójkę. Mówiłam, iż nic dobrego z tego nie będzie!

Idę z tobą.

***

Rodzice wzięli taksówkę i pojechali do szkoły, gdzie poproszono ich od razu do gabinetu dyrektora.

Ot i nasz korepetytor, syn w trzeciej klasie, a już do dyrektora trafia westchnął Witek.

W gabinecie tłok: rodzice, dzieci, psycholog szkolny, wychowawczyni. Hałas taki, iż w sąsiednim pokoju rozstroiło się pianino.

To nie siłownia, tylko szkoła! rzuciła jedna z matek. Co się stało?

Głos zabrała wychowawczyni.

Staś kazał kolegom w czasie przerwy grać w drabinkę i liczyć punkty przez dzielenie ułamkowe.

Co robić?

Podciągać się na drążku na zmianę, z matematycznym zwiększaniem powtórzeń wytłumaczył Staś.

Cisza! Chłopcy nie chcieli, Staś ich zmuszał groźbami!

Ale to oni mnie zaczęli wyzywać, poprawiałem ich, jak odmieniać słowo przygłup i mądrala. Rzucili się na mnie z pięściami, więc musiałem się bronić. Jak mówi pan Franciszek: Jak masz dużo energii, podciągniesz się sto razy i zamiast bić się z dzikusami, naucz dzielić ułamki zawstydzony spuścił głowę Staś.

Groził nam, iż jak jeszcze raz się zbliżymy, to skończy się na wyciąganiu pierwiastków! rozbeczał się jeden z chłopców.

Taki neandertalczyk nie powinien się uczyć z naszymi dziećmi! darła się matka.

Czekajcie zareagował ojciec Stasia. Czyli bójki nie było? przedstawiciele drugiej strony pokręcili głowami.

A więc mój syn reagował matematyką i drążkiem na agresję?

A i biegali potem po boisku i cytowali Mickiewicza!

No widzisz, a mówiłaś, iż będzie z niego tylko głupi siłacz szepnął Witek do żony, która pokiwała głową.

Przepraszam państwa niespodziewanie odezwała się dyrektorka. Gratuluję syna, ale biorąc pod uwagę to, co słyszałam, musimy go przenieść

To sprawiedliwość! Zadowoleni? cieszyli się rodzice drugiej strony.

Przenoszę go do czwartej klasy. Zdecydowanie wyprzedza program wyjaśniła pani dyrektor.

W sali zapanowała cisza. Dało się słyszeć, jak u innych rodziców zawiść i złość żrą się przez szare komórki. Powoli wychodzili, unikając spojrzeń.

Halo, panie Franciszku, właśnie nas przenoszą do czwartej powiedział ojciec do słuchawki po wyjściu z gabinetu.

***

Po tygodniu Staś rzeczywiście trafił do czwartej klasy. Dwa tygodnie później pojechał na zawody w crossficie i zaczął przygotowania do swojej pierwszej olimpiady literackiej. Miesiąc później Witek odebrał telefon od jednego z rodziców, tych od bójki. Poprosił o numer do pana Franciszka.

I tak powstała dziecięca sekcja z łączonym profilem, z której nie usuwano za brak siły, tylko za złe stopnie w szkole…

Idź do oryginalnego materiału