– Pani Weroniko, można? – w drzwiach gabinetu dyrektorki zakładów przemysłowych stanął jeden z jej zastępców.

polregion.pl 11 godzin temu

Pani Krystyno, można? w progu gabinetu dyrektorki zakładów przemysłowych nagle zawisł jeden z jej zastępców.

Proszę, Wojciechu, wchodź dyrektorka skinęła głową, stukając długopisem o blat. No, co tam dziś u nas?

O co pani pyta? O co dokładnie? spytał Wojciech, nerwowo poprawiając marynarkę.

O sytuację na wydziale.

A, na wydziale. Tam wszystko w porządku. Co coś się dzieje?

No właśnie. Skoro tu przyszedłeś, to chyba nie tylko na kawę. Chyba masz coś ważnego do przekazania?

No, rzeczywiście zamruczał ponuro Wojciech. W zasadzie muszę panią o coś poprosić.

O coś poprosić? Krystyna spojrzała na niego z lekką podejrzliwością, przechylając głowę jak sowę. Ostatnio coś mi się nie podobasz, Wojciechu.

Od jakiegoś czasu?

Tak. Krążysz po korytarzach, jakbyś miał jakieś straszliwe zmartwienie. W domu wszystko w porządku?

Wie pani westchnął, jakby nagle zwątpił w sens wszystkiego. Jeszcze chwila i wcale nie będzie dobrze jeżeli pani mi nie wyda pewnego zaświadczenia.

Zaświadczenia? Krystyna przesunęła krzesło. Nic nie rozumiem. Jakiego zaświadczenia?

Wiem, iż to dziwne, ale inaczej się nie da Wojciech dramatycznie spoważniał. Potrzebuję zaświadczenia dla żony.

Słucham? Twarz dyrektorki pociemniała z zaskoczenia. Zaświadczenia? Dla żony? Ale o co chodzi?

Zaświadczenie, iż nigdy nic nas nie łączyło.

W jakim sensie?

No, iż nie byliśmy blisko. Jak kobieta z mężczyzną Wojciech nagle zaczął czerwienieć aż po czubki uszu.

Zwariowałeś?! Krystyna natomiast pobladła jak papier. Ty żartujesz?

Chciałbym Ale los mojej rodziny zależy od tej kartki z pani podpisem i pieczątką. Żona ubzdurała sobie, iż jesteśmy kochankami.

Krystyna na chwilę utknęła z otwartymi ustami, aż w końcu szepnęła:

Twoja żona szalona? Żądać od męża zaświadczenia, iż on Tego jeszcze nie grali, choćby w serialach.

Rozumiem! jęknął Wojciech rozpaczliwie. Ale nie mogę nic zrobić! Mamy dzieci. Ona powiedziała, iż jeżeli nie dostanie tej kartki, to składa pozew o rozwód, zabiera dzieci i jedzie do mamy do Szczecina. To przecież koniec świata. Proszę, niech pani napisze tę głupotę

Wojciechu! Krystyna nie wierzyła własnym uszom. Skąd jej się wzięło, iż coś nas łączy? Przecież się nie spotykaliśmy poza zakładem! choćby śladu mojej szminki na twojej koszuli nie było! Skąd te brednie?

A stąd Wojciech wyjął z kieszeni telefon, otworzył zdjęcie i pokazał jej ekran. Żona zobaczyła to, no i coś jej zaklikowało.

Przecież to cała administracja po wręczeniu dyplomów od prezydenta miasta! Mam takie na biurku!

Ale stoimy obok siebie i położyłem pani rękę na ramieniu

Bo ludzi było dużo i musieliśmy się pomieścić! Krystyna pokręciła głową.

Moja żona mówi, iż tylko zakochana kobieta pochyla głowę mężczyźnie na pierś, tak jak pani na tym zdjęciu.

Co?! W oczach Krystyny zapłonęło oburzenie. Jakie zakochane? Przecież się schyliłam, bo bałam się, iż bukiet kwiatów od pani Zofii zasłoni mi twarz!

Ja jej mówiłem, tłumaczyłem Im bardziej się tłumaczyłem, tym gorzej. Bez pani zaświadczenia będzie po mnie

Nie można tak żyć! jeszcze raz wykrzyknęła Krystyna. Naprawdę aż tak się boisz własnej żony?

Tak jestem pantoflarzem wyszeptał żałośnie Wojciech, by dyrektorka na pewno go usłyszała. Zrobię wszystko dla dzieci. Bez nich nie wytrzymam.

To chore mruknęła Krystyna i chwyciła czysty arkusz papieru z kupki na biurku. No, skoro musisz Diktuj.

Pisze pani: Ja, Krystyna Jaworska, oświadczam, iż swojego zastępcy, Wojciecha Kamińskiego, nie cierpię.

Krystyna aż spojrzała na niego szczerze zdziwiona.

Tak, tak, tak niech będzie. I iż choćby nienawidzę.

Jak to?! wyrwała się Krystyna. Przecież nie wytrzymałabym pracy z kimś, kogo nienawidzę!

To niech pani dopisze: nienawidzę jak mężczyzny. I nie zgodziłabym się z nim spać choćby za milion złotych. A teraz podpis, pieczęć dla pewności.

Pieczątka jest w księgowości powiedziała odruchowo, a potem przelotnie przeczytała napisane słowa i aż ją wzdrygnęło.

Przecież to absurd! Takie rzeczy się nie zdarzają! powiedziała stanowczo, nagle zginając kartkę wpół, po czym rozdarła ją na pół, a potem jeszcze raz i jeszcze.

Co pani robi?! przeraził się Wojciech. To istotny dokument! Potrzebuję go!

Wiesz co, Wojciechu Krystyna uśmiechnęła się dziwnym, sennym uśmiechem, jakby już dryfowała w innej rzeczywistości. Rozwiedź się z Natalią, zanim zwariujecie oboje.

Pani żartuje?! jeszcze bardziej pobladł. Przecież ona zabierze mi dzieci! Ona naprawdę to zrobi!

Oj, nie zabierze. Mam znajomego prawnika, świetny adwokat. Załatwi wszystko, żeby dzieci zostały z tobą.

Ale ja

Jakby co przerwała mu sama ci pomogę z wychowaniem dzieci.

Pani? Mi? Osobiście?

Oczywiście. Cenię cię jako zastępcę. Znajdę ci choćby najlepszą opiekunkę. Będziesz zadowolony.

A Natalia?

Natalia niech jedzie do Szczecina do mamy albo przyjdzie do mnie, pogadamy jak kobieta z kobietą, przy herbacie, po duszy. To więcej warte niż najgłupsze zaświadczenie z pieczątkąWojciech przez chwilę patrzył na Krystynę jak na zjawisko z innej planety, potem nagle uśmiechnął się lekko pierwszy raz tego dnia. Może choćby od wielu miesięcy.

Naprawdę? wyszeptał, z niedowierzaniem w głosie. Tak po prostu?

Tak po prostu potwierdziła, a jej oczy łagodniały. Czasem trzeba postawić kropkę i zacząć od nowego akapitu. Może szczęście czeka tam, gdzie nikt go nie szuka.

Za oknem przejechał tramwaj, rozciągając dźwięk jak ostatnią nutę dziwacznej symfonii dnia. Wojciech poczuł, iż w klatce piersiowej coś mu pęka, jak gruby lód na zbiorniku tuż po zimie. Przełknął ślinę i wstał, poprawiając nerwowo marynarkę ale tym razem z ulgą, nie ze strachu.

Krystyna spojrzała na niego uważnie teraz już nie jak przełożona na pracownika, tylko jak człowiek na człowieka.

Idź do domu powiedziała cicho. Porozmawiaj z dziećmi. Może razem coś upieczecie. Świat się nie kończy przez jedną histerię. A jak będzie trzeba, to po prostu przyjdź. Drzwi są otwarte.

Wojciech popatrzył jeszcze na nią z wdzięcznością, po czym ruszył do drzwi. Wychodząc, odwrócił się na chwilę i rzucił półgłosem:

Może kiedy już wszystko się poukłada, wpadnie pani do nas na szarlotkę?

Krystyna uśmiechnęła się ciepło.

Może. Tylko bez zaświadczeń.

Trzasnęły lekko drzwi, a za oknem wróble zaczęły rozrabiać na parapecie zupełnie jakby coś się właśnie naprawiło w świecie, który na chwilę stracił równowagę, by po chwili odetchnąć z ulgą, iż wszystko jednak jest na swoim miejscu.

Idź do oryginalnego materiału