PAMIĘTAM? TEGO SIĘ NIE DA ZAPOMNIEĆ! – Pola, sprawa jest poważna… Pamiętasz moją nieślubną córkę, Nastię? – mój mąż mówił zagadkami, co od razu mnie zaniepokoiło. – Hmm… Pamiętam? Jakże mogłabym zapomnieć! A co się stało? – usiadłam na krześle, czując, iż coś nadciąga. – choćby nie wiem, jak ci to powiedzieć… Nastia błaga, żebyśmy zabrali do siebie jej córkę, czyli moją wnuczkę – bąkał mąż. – A to czemu? A mąż Nastii? Co, zjadł nie te gruszki? – poczułam się zaintrygowana. – Widzisz, Nastii zostało już kilka czasu. Jej męża nigdy nie było. Mama Nastii dawno wyszła za cudzoziemca i mieszka w Ameryce, nie mają kontaktu, skłócone są na śmierć i życie. Innych bliskich nie ma. No i prosi, – Szurek spuścił wzrok, zakłopotany. – I co teraz? Jak postąpisz? – ja już wiedziałam, co zrobię. – Właśnie z tobą się radzę, Pola. Jak powiesz, tak będzie – Szurek spojrzał na mnie pytająco. – Świetnie! Czyli to ja mam brać odpowiedzialność za dziecko, które nie jest moje, bo ty sobie w młodości poszalałeś. Tak? – wkurzała mnie jego bezradność. – Pola, jesteśmy przecież rodziną. Powinniśmy zdecydować razem – Szurek rozpoczął kontratak. – Aha, patrzcie państwo! O rodzinie pamięta, a jak się zabawiał z panną, to ze mną nie konsultował? Przecież jestem twoją żoną! – łzy napłynęły mi do oczu i wybiegłam do drugiego pokoju…

polregion.pl 5 godzin temu

CZY PAMIĘTAM? NIE DA SIĘ ZAPOMNIEĆ!

Pola, sprawa jest… mój mąż zaczął mówić zagadkami, co nigdy niczego dobrego nie wróżyło. Pamiętasz moją nieślubną córkę Anię?
Pamiętam? Prędzej bym zapomniała, iż nie lubię kiszonej kapusty! Co się stało? przysiadłam na krześle, bo już czułam w kościach nadejście problemów.
Sam nie wiem, jak ci to powiedzieć… Ania błaga mnie, żebym zabrał do nas jej córkę, czyli moją wnuczkę mąż kręcił się nerwowo, jakby mu znowu ktoś buty ukradł pod kościołem.
Z jakiej racji, Zbyszek? A mąż Ani? Co, śliwek się najadł? powoli robiło się ciekawie, przyznaję, wciągnęłam się.
Widzisz, Ani już kilka zostało. Męża nigdy nie miała. Jej matka dawno temu wyjechała za Amerykanina i mieszka w Chicago, ale z Anią są w wojennej kłótni od lat. Innych krewnych nie ma. No i prosi, Zbyszek spuścił wzrok.
Imponujące. Czyli co zamierzasz? już wiedziałam, co zrobię, ale byłam interesująca jego stanowiska.
No właśnie liczę na twoją radę, Pola. Jak powiesz, tak będzie. Zbyszek w końcu spojrzał mi prosto w oczy, jak kot, który rozbił wazon i pyta, czy jeszcze go kochasz.
Świetnie. Po twoich młodzieńczych grzeszkach teraz ja mam płacić rachunek i zostać matką dla cudzego dziecka. Dobrze rozumiem? gotowa byłam podać mu kapcie tak, żeby poleciały prosto do sąsiada.
Pola, przecież jesteśmy rodziną. Razem powinniśmy decydować! Zbyszek próbował się bronić.
No patrzcie go, rodzinę sobie przypomniał! A jak się tarzałeś z dziewczyną na sianie, to też konsultowałeś to ze mną, Zbysiu? łzy napłynęły mi do oczu i uciekłam do drugiego pokoju.

W liceum chodziłam z kolegą z klasy, Jurkiem. Ale pojawił się nowy Sławek. I wszystko, co było przedtem, przestało istnieć. Jurka gwałtownie pogoniłam Sławek zaczął mnie odprowadzać do domu i przynosił kwiaty zerwane z miejskiego skweru. A po tygodniu zaprosił na film do siebie, chociaż wtedy Netflixa jeszcze nie było. Co miałam robić? Zakochałam się w Zbyszku wtedy mówił na siebie Sławek na zabój.

Po maturze Sławek poszedł do wojska. Wypłakiwałam za nim oczy na dworcu, bo służył aż w Szczecinie, a ja w Warszawie. Rok pisaliśmy listy, aż wreszcie wrócił na przepustkę. Cała wychudzona ze szczęścia, nosił mnie na rękach. Obiecał:
Polka, jak wrócę za rok, robimy wesele! Chociaż już jesteś moją żoną w sercu.
I po takich słowach topniałam jak lody bambino w lipcu. Na szczęście dla mnie, jeszcze nie było rozwodów co piątek.

Po pół roku dostałam od niego list. Żegnał się bo zakochał się w innej, z garnizonu. Do Warszawy nie wróci. A ja byłam już w ciąży z Sławkiem. Tak właśnie kończą się wielkie romanse. Jak mówiła moja babcia: Nie wierz kluską zanim nie spróbujesz, lepiej miej zapas w spiżarni.

Przyszedł czas urodził się Jasiek. Muszę przyznać, iż Jurek mój były nie odmówił pomocy. Trochę się pogubiłam, przyjęłam wsparcie. Między nami też coś się wydarzyło, choćby jeżeli już nie miałam złudzeń na powrót Sławka. Przez rok zniknął. Aż tu nagle dzwonek do drzwi. Jurek otwiera, a tam Sławek.
Można wejść? Zbyszek/Sławek był wyraźnie zdziwiony widokiem.
Wejdź, jak już jesteś. Jurek wpuścił go, marudząc pod nosem.
Jasiek, wyczuł dramat, rozbeczał się i przykleił do Jurka jak rzep do psiego ogona.
Jurek, idź się przewietrzyć z Jaśkiem, poprosiłam, bo nie wiedziałam, co tu odprawić.
Zostaliśmy sami.
Mąż? zapytał zazdrośnie Sławek.
A co ci do tego? Po co przyszedłeś? miałam ochotę rzucać ciastkami z kremem.
Zatęskniłem, tylko dlatego. Widzę, iż dobrze sobie radzisz, Polina. Masz rodzinę. No trudno, ja już pójdę. Przepraszam, iż przeszkodziłem w rodzinnym szczęściu, Sławek już miał się zbierać.
Czekaj, Sławek, po co przyszedłeś? Szukać dramatu? Jurek pomaga mi przy twoim synu, który ma już dwa lata, a, twoją drogą, ty mogłeś za nic go nie poznać! nie chciałam go wypuszczać, bo uczucie nie zgasło.
Wróciłem do ciebie, Polka. Przyjmiesz mnie? patrzył prosząco.
Chodź, zaraz obiad, a ja znów poczułam się ważna jak prezes banku. No i wrócił. Jurka po raz kolejny odprawiłam z kwitkiem. Mój Jasiek ma mieć prawdziwego tatę, nie zastępczego.
Jurek później ożenił się z przyjemną wdową z dwójką dzieci.

Minęły lata. Zbyszek nie potrafił kochać Jaśka jak własnego. Był święcie przekonany, iż to syn Jurka. Nie czuł z nim więzi, czego nie dało się ukryć nigdy go tak naprawdę nie zaakceptował. Poza tym, Sławek zawsze miał słabość do spódniczek każda nowa znajoma była potencjalnym materiałem na kochankę. A ja płakałam i tkwiłam przy nim, uparta jak barszcz na wigilijnym stole.

Może miałam choćby łatwiej niż on bo kto kocha, ten nie musi motać się w wymyślaniu alibi na zdrady. Ja po prostu kochałam. Mąż był dla mnie jak słońce czasem grzeje, czasem przypali, ale przecież bez niego marznę. Parę razy myślałam, żeby go rzucić. Ale nie umiałam. Bo gdzie ja znajdę drugiego takiego gamonia? Poza tym, Sławek beze mnie by przepadł byłam i żoną, i matką, i powiernikiem.

Zbyszek swoją matkę stracił, gdy miał czternaście lat. Umarła we śnie. Może dlatego całe życie szukał czułości… gdzie popadnie. Ja mu wybaczałam wszystko, żal mi go było. Raz doszło do poważnej kłótni, wywaliłam go z domu. Zwinął manatki i przeniósł się do ciotki.

Minął miesiąc, choćby już nie pamiętałam przyczyny sporu, a Zbyszek nie wracał. Musiałam się zrehabilitować, pognalłam do cioci, by go sprowadzić. Ciotka aż oczy wybałuszyła:
Pola, po co ci Zbyszek? Przecież mówił, iż się rozwiedliście. A teraz ma nową dziewczynę!
Dzięki ciotce dowiedziałam się, gdzie mieszka ta nowa. Poszłam tam.
Dzień dobry! Zbyszek jest w domu? zapytałam z grzeczności.
Dziewczyna popatrzyła ironicznie, zamknęła mi drzwi przed nosem. Odeszłam, bo co miałam robić?

…Zbyszek wrócił po roku. A dziewczynie urodziła się córka Ania. Do dziś mam wyrzuty, iż wtedy go wygoniłam. Może to by się wszystko nie stało. A tak, próbowałam mu wynagrodzić byłam jeszcze wierniejsza, bardziej oddana, kochałam mocniej, niżby to sugerował zdrowy rozsądek.
Temat jego nieślubnej córki omijaliśmy szerokim łukiem. Jakbyśmy się bali, iż jeden fałszywy ruch i cała rodzina się rozpadnie. Udawaliśmy, iż tematu nie ma. No przecież dziecko z boku z kim się nie zdarza. Dobrze by było, żeby te kusicielki nie leciały na cudzych mężów!

Tak upłynęły lata. Zbyszek złagodniał, ucichł, nie szukał już połowy miasta. Siedzi głównie w domu, narzeka na pogodę i ogląda Fakty. Jasiek się wcześnie ożenił, mamy już trójkę wnuków. I nagle
Po latach pojawia się Ania, ta nieślubna. Prosi, abyśmy przygarnęli jej córkę.

Człowiek się zamyśli. Jak wytłumaczyć Jaśkowi pojawienie się obcej dziewczynki? Przecież on nie ma pojęcia, jaką młodość miał jego tata.

…Oczywiście, załatwiliśmy opiekę nad pięcioletnią Aliną. Ania zmarła jej ziemska droga skończyła się w wieku trzydziestu lat. Grób zarasta trawą, ale życie trwa.

Zbyszek sam postanowił porozmawiać z Jaśkiem, po męsku. Syn, wysłuchawszy ojcowskiej spowiedzi, podsumował:
Rodzice, przeszłość to już przeszłość, nie będę was oceniać. Dziewczynka to nasza krew, przyjmujemy ją.
Odetchnęliśmy z ulgą. Mądry ten nasz Jasiek.

…Alina dziś ma szesnaście lat. Do dziadka Sławka lgnie, tajemnice mu powierza. Do mnie mówi babcia i twierdzi, iż jest moją wierną kopią sprzed lat. Nigdy jej nie protestujęCzasem przyglądam się Alinie, jak siedzi przy kuchennym stole z zeszytem od biologii, mruczy pod nosem i plącze kosmyki włosów w niesforne warkocze. Zbyszek zerka na nią z dumą a ja wiem, iż ta nasza patchworkowa rodzina, choć zszywana na różne sposoby, jest cała, bo obiecałam sobie nigdy nie przestać kochać.

Wieczorami, kiedy dom cichnie, a dzieci i wnuki rozjeżdżają się do swoich światów, Zbyszek chwyta mnie za rękę tą z pokrzywionym palcem po starej kontuzji, z dłonią spracowaną i ciepłą. Często pyta, szeptem, jakby prosił o wybaczenie nie tylko za własne grzechy, ale i za cudze Pola, dasz radę jeszcze trochę być moim słońcem? Uśmiecham się bo przecież bez słońca choćby barszcz by nie urósł.

A świat płynie dalej. Jasiek z Aliną śmieją się w ogrodzie, Zbyszek nosi jej powidła w słoikach, ja pletę kompoty i rozdaję rady z babcinej spiżarni. Losy ludzi układają się jak nuty na starym pianinie trochę fałszu, trochę nostalgii, ale melodia zawsze wraca do refrenu.

Pamiętam? Nie da się zapomnieć, kiedy z przeszłości wyrasta przyszłość taka, co pachnie malinami, brzmi śmiechem dzieci i wybiera się kapcie, by żadna burza już nie wywiała ich za próg domu.

Idź do oryginalnego materiału