PAMIĘTAM? TEGO SIĘ NIE DA ZAPOMNIEĆ!
Pola, muszę ci powiedzieć coś No, pamiętasz moją nieślubną córkę, Jagodę? mój mąż, Aleksander, znowu zaczynał swoje tajemnicze gadki. To nigdy nie wróżyło niczego dobrego.
Serio pytasz, czy pamiętam? Przecież to się nie da zapomnieć! O co chodzi? usiadłam na krześle, gotowa na złe wieści.
No bo wiesz, Jagoda bardzo prosi, żebyśmy przyjęli jej córkę, czyli moją wnuczkę Alojzy strasznie się jąkał, patrząc gdzieś w okno.
Że niby dlaczego? A gdzie jest facet Jagody? Zjadł za dużo jabłek i zachorował na lenistwo? już byłam zaciekawiona, coś się święciło.
Widzisz, Jagodzie został już krótki czas. Męża nigdy nie miała. Jej matka dawno uciekła do Ameryki, wyszła za jakiegoś Szweda, kontaktów nie utrzymują, bo się ostro pokłóciły. Rodzinki żadnej więcej nie ma. No i prosi Alojzy patrzył teraz wymownie na ścianę.
I? Co ty na to? Co zamierzasz? Ja już oczywiście wiedziałam, co zrobić.
Radzę się z tobą, Pola. Jak powiesz, tak będzie wreszcie spojrzał na mnie niepewnie.
Idealnie. Ty, mężu, po młodzieńczych grzechach zostawiłeś po sobie dzieciaki, a ja, Pola, mam teraz za twoje figle świecić oczami i brać obcą dziewczynkę na głowę? aż się we mnie zagotowało.
Pola, jesteśmy rodziną. Decyzje musimy podejmować razem spróbował mnie udobruchać.
Patrzcie państwo, rodzina mu się przypomniała! A jak się przewalałeś z tą dziewuchą, to jakoś się ze mną nie konsultowałeś, co? Przecież jestem twoją żoną! nagle poczułam, jak łzy napływają mi do oczu i poleciałam do drugiego pokoju.
W podstawówce spotykałam się z kolegą z klasy, Zenkiem. Ale jak tylko pojawił się nowy Szymek zapomniałam o całym świecie. Zenka gwałtownie odprawiłam z kwitkiem. Szymek od razu zauważył moją osobę, odprowadzał mnie do domu, całował gorąco w policzek i zrywał kwiatki z cudzych grządek. Po tygodniu już mnie gonił do łóżka. choćby nie pisnęłam, zakochałam się po uszy. Po maturze, Szymka zabrali do wojska. Odprowadzałam go na peronie, zanosząc się od łez.
Rok do siebie pisaliśmy. Potem przyjechał na przepustkę. Ze szczęścia nie wiedziałam, co mam robić, pląsałam przed nim i byłam całkowicie posłuszna. Szył mi najpiękniejsze komplementy, a ja głuchłam z radości:
Pola, wrócę za rok, bierzemy ślub! Choć w sumie, dla mnie już jesteś żoną!
Po tych słowach omal się nie rozpuściłam jak lód na sierpniowym słońcu albo czekolada na kaloryferze. Tak mi już zostało jedno jego spojrzenie i cała topniałam. Pojechał dalej służyć, ja siedziałam w domu jak narzeczona na zsyłce. Po pół roku dostaję list Szymek pisze, iż powinnam o nim zapomnieć, bo zakochał się w jakiejś Zuzi z garnizonu i już nie wraca.
A ja mam w brzuchu jego potomka. No, piękny narzeczony. Tak to już jest, jak się ufa słowom, a nie faktom powtarzała mi babcia, iż “nie wierz pszenicy, jak kwitnie lep się do bochenka”.
Urodził się Staś. Trzeba przyznać, iż Zenek, mój były chłopak, zaoferował pomoc. Nie z braku laku, tylko z bezradności ją przyjęłam. Z Zenkiem byliśmy no, blisko. Ale po Szymku nie spodziewałam się już cudów.
A tu nagle wraca. Zenek otwiera drzwi, a na progu stoi Szymek.
Wpuścisz mnie? patrzył zdziwiony.
Jak już przyjechałeś, to wejdź Zenek rzucił przez zęby i łaskawie wpuścił go do środka.
Staś, ledwo poczuł napięcie, zaczął płakać i przytulił się do Zenka.
Zenku, zabierz Stasia na spacer, dobrze? byłam w kropce.
Poszli, a ja zostałam z Szymkiem.
To twój mąż? Szymek był cholernie ciekawski.
A co ci do tego? Czemu przyszedłeś? denerwowałam się, bo nie miałam pojęcia, po co wrócił.
Zatęskniłem, dlatego przyszedłem. Widzę jednak, iż ułożyłaś sobie życie, masz rodzinę Dobrze, zmykam. Przepraszam za wtrącenie się w waszą sielankę Szymek już się zbierał.
Zaczekaj, Szymek! Po co wróciłeś? Pompy mi narobić? Zenek tylko pomaga mi w opiece nad dzieckiem wychowuje twojego syna, dwulatka, jeżeli nie pamiętasz próbowałam zatrzymać Szymka. Nie minęła mi jeszcze miłość.
Wróciłem do ciebie, Pola. Przyjmiesz mnie? Szymek spojrzał na mnie błagalnie.
Siadaj, zaraz obiad serce mi znowu miękło, fala triumfu zalewała duszę. Skoro wrócił, nie zapomniał. I dobrze po co się wygłupiać?
Zenek dostał niestety drugiego kosza. Dla mojego Stasia potrzebny był ojciec, nie tylko pomocnik. Zenek w końcu się ożenił, ma dwójkę dzieci z wdową po kolejarzu.
Minęło kilka lat. Szymek nigdy nie zdołał pokochać Stasia jak własnego syna. Traktował go jak obcego, upierał się, iż to dziecko Zenka.
Szymek nie miał do Stasia serca. Zawsze to czułam. Zresztą, Szymek całe życie miał słabość do spódnic. gwałtownie się zakochiwał, błyskawicznie odkochiwał. Zdradzał mnie ze znajomymi, nieznajomymi, babami z warzywniaka i koleżankami z pracy. Płakałam, rozpaczałam, ale kochałam i próbowałam ratować rodzinę.
Może było mi łatwiej niż jemu dla kochającego zawsze świat jest prostszy. Nie musiałam wymyślać bajek ani kłamać na potęgę, jak on. Po prostu kochałam. Szymek był moim światłem i cieniem. Nieraz chciałam rzucić wszystko i wyjść. Ale w nocy sobie wyrzucałam głupie myśli. Dokąd pójdę, gdzie znajdę lepszego? Szymek beze mnie sobie nie poradzi. Byłam mu żoną, matką i kochanką w jednym.
Swoją mamę Szymek stracił, gdy miał czternaście lat. Zmarła we śnie. Może dlatego całe życie szukał czułości na boku. Wybaczałam mu wszystko i wciąż go żałowałam. Raz tak się pokłóciliśmy, iż wyrzuciłam go z domu. Spakował się i zamieszkał u ciotki. Minął miesiąc, a ja już choćby nie pamiętałam, o co ta awantura. Szymek nie wracał, więc musiałam się pofatygować do jego rodziny.
Ciotka na mój widok się zdziwiła:
Pola, po co ci Szymek? On mówił, iż już po rozwodzie i ma nową dziewczynę.
Dzięki cioci wykombinowałam, gdzie mieszka ta nowa. Pojechałam. Drzwi otworzyła rozczochrana blondyna.
Dzień dobry! Czy Szymka można? starałam się być grzeczna.
Dziewczyna zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Odeszłam bez słowa.
Szymek wrócił po roku. A dziewczyna urodziła mu córkę Jagodę. Przez te wszystkie lata miałam do siebie żal, iż wtedy wyrzuciłam Szymka z domu. Może nie byłoby tamtej dziewczyny, nie byłoby Jagody. Starałam się Szymkowi dogadzać, kochałam go jeszcze mocniej. Tematu jego nieślubnej córki nie ruszaliśmy. Wydawało się, iż jak tylko się nadkruszy temat Jagody, nasza rodzina się rozleci. Lepiej było milczeć.
No trudno dziecko z kimś na boku. Komu się nie zdarza? Chłopy, wiadomo jakie są. A te “kusicielki” zawsze się gdzieś przyplączą…
I tak żyliśmy z Szymkiem. Z wiekiem złagodniał, już raczej siedzi w domu przed telewizorem niż harcuje po mieście. Staś gwałtownie się ożenił, trójkę wnucząt nam sprawił. I oto pojawia się po latach nieślubna córka Jagoda. I chce, żebyśmy zajęli się jej własną córką.
Można się zamyślić. Jak tu wytłumaczyć Stasiowi przybycie w rodzinie obcej dziewczynki? On nie miał pojęcia o szaleństwach ojca za młodu.
Oczywiście, załatwiliśmy papiery na opiekę nad pięcioletnią Aliną. Jagoda zmarła, krótkie miała życie, tylko trzydziestkę dożyła. Każdy grób zarasta, a życie płynie dalej.
Szymek sam podjął się rozmowy “jak facet z facetem” ze Stasiem. Nasz syn wysłuchał ojcowskiej spowiedzi i podsumował:
Rodzice, co było, to było. Ja nie jestem waszym sędzią. Dziewczynkę trzeba przyjąć to w końcu nasza krew.
Odetchnęliśmy z ulgą. Mądrego chłopca mamy, serce ma po mamusi.
Dziś Alina ma szesnaście lat. Dziadka Szymka uwielbia, ma z nim własne sekrety. Do mnie mówi “babciu Polu” i wciąż powtarza, iż w młodości wyglądałam identycznie jak ona. No i jak tu się z tym nie zgodzić?
