PAMIĘTAM? NIE MOGĘ ZAPOMNIEĆ!
Pola, sprawa jest poważna… No wiesz, pamiętasz moją nieślubną córkę, Dorotkę? mój mąż, Szymon, mówi półsłówkami. Od razu czuję niepokój.
Pamiętam? Nie mogę zapomnieć! Co się stało? siadam na krześle, gotowa na złe wieści.
Sam nie wiem, jak to powiedzieć… Dorota błaga, żebyśmy wzięli jej córkę, moją wnuczkę bełkocze Szymon.
A niby dlaczego, Szymonie? A mąż Doroty? Zniknął jak kamfora? już mnie to zaciekawiło, czuję narastającą ciekawość.
Widzisz, Dorocie zostało kilka życia. Męża nigdy nie miała. Jej matka dawno temu wyszła za cudzoziemca, mieszka teraz w Kanadzie. Z córką nie utrzymuje kontaktu, są w wielkim konflikcie. Nie ma więcej rodziny. Dlatego prosi nas Szymon rumieni się i nie patrzy mi w oczy.
I? Co zamierzasz zrobić? w mojej głowie już świta decyzja.
Pytam ciebie, Pola. Jak powiesz, tak będzie Szymon nareszcie spojrzał mi w oczy.
Fajnie to sobie wymyśliłeś. Ty w młodości narobiłeś głupot, a ja mam brać odpowiedzialność za cudze dziecko? nie mogę znieść tej jego nieporadności.
Pola, przecież jesteśmy rodziną. Powinniśmy decydować razem Szymon próbuje przekonywać.
Ach, proszę cię! A kiedy sypiałeś z inną, to o pozwolenie nie pytałeś! Byłam twoją żoną! łzy napływają mi do oczu, uciekam do drugiego pokoju.
Jeszcze w liceum spotykałam się z kolegą z klasy, Wiktorem. Ale gdy do naszej klasy przyszedł nowy, Szymon, natychmiast zapomniałam o całym świecie. Zerwałam z Wiktorem. Szymon od razu mnie zauważył, odprowadzał po lekcjach do domu, dawał kwiaty zerwane z miejskich rabatek. Tydzień później namówił mnie na pierwszą wspólną noc. choćby nie protestowałam. Zakochałam się w nim od razu po uszy. Po maturze Szymona powołali do wojska, do innego miasta. Odprowadzałam go na dworzec cała we łzach.
Rok pisaliśmy listy. Potem Szymon przyjechał na urlop. Byłam cała w skowronkach, cieszyłam się każdą jego chwilą. Obsypywał mnie komplementami, a ja wierzyłam w każde słowo:
Pola, wrócę za rok, zrobimy wesele! I tak już traktuję cię jak żonę.
Po takich słowach mięknęłam jak lody na słońcu, jak czekolada w dłoni. Szymon znów wyjechał do jednostki, a ja z niecierpliwością czekałam na swojego narzeczonego.
Pół roku później dostałam list. Szymon pisał, iż lepiej, byśmy się rozstali, bo on znalazł prawdziwą miłość i do miasta nie wróci.
A w moim brzuchu już wierciło się dziecko Szymona. Tak oto z wesela nici. Babcia miała rację: Nie wierz obietnicom pachnącym lipą, tylko pełnej spiżarni.
Nadszedł czas porodu urodziłam Antka. Mój były, Wiktor, zaoferował pomoc. Z braku wyjścia przyjęłam ją. Tak, byliśmy przez jakiś czas razem. Nie liczyłam już na powrót Szymona.
Nie dawał znaku życia. Nagle pojawił się. Wiktor otworzył drzwi, w progu stał Szymon.
Mogę wejść? zdziwił się widokiem Wiktora.
Wchodź, skoro przyjechałeś Wiktor niechętnie go wpuścił.
Antek, czując napięcie, rozpłakał się i przytulił do Wiktora.
Wiktor, zabierz Antka na spacer nie wiedziałam, jak się zachować.
Zostaliśmy sami.
To twój mąż? rzucił Szymon z zazdrością.
A co cię to obchodzi? Po co przyszedłeś? wściekłam się, nie rozumiałam jego wizyty.
Zatęskniłem, to przyszedłem zobaczyć. Widzę, dobrze ci, masz rodzinę, więc nie czekałaś na mnie. No nic, idę już. Przepraszam, iż zakłóciłem rodzinny spokój Szymon zbierał się do wyjścia.
Zatrzymaj się, Szymon! Po co naprawdę przyszedłeś? Chciałeś mi sprawić przykrość? Wiktor pomaga mi z samotnością. Wychowuje twojego dwuletniego syna! próbowałam go zatrzymać. Miłość do Szymona nigdy mi nie przeszła.
Wróciłem do ciebie, Pola. Przyjmiesz mnie? spojrzał na mnie z nadzieją.
Wchodź, zaraz będzie obiad serce mi stanęło, znowu poczułam falę szczęścia. Wrócił, czyli nie zapomniał. Po co się więc opierać?
Wiktor dostał kosza, Antek potrzebował ojca, nie przybranego taty. Później Wiktor ożenił się ze wspaniałą kobietą, matką dwójki dzieci.
Minęły lata. Szymon nigdy nie potrafił pokochać Antka ojcowską miłością. Traktował go jak obcego, był przekonany, iż Antek to syn Wiktora. Dusza Szymona nie bolała o syna, ja to czułam. W ogóle Szymon całe życie uganiał się za spódniczkami. gwałtownie się zakochiwał i równie łatwo rozstawał. Zdradzał mnie z moimi koleżankami, z ich koleżankami… Płakałam, a mimo to trwałam przy nim, kochałam i dbałam o rodzinę.
Może było mi łatwiej niż jemu. Ten, kto kocha, żyje w szczęśliwej nieświadomości. Nie musiałam oszukiwać, wymyślać bajek na własne usprawiedliwienie. Po prostu kochałam. Szymon był moim słońcem. Czasem chciałam go zostawić, wyrzucać z życia, ale nocą robiło mi się żal. Gdzie pójdę? Gdzie znajdę kogoś takiego? Szymon beze mnie też by się nie odnalazł. Byłam dla niego i żoną, i matką, i powierniczką.
Szymon stracił matkę, gdy miał czternaście lat. Umarła we śnie. Może dlatego szukał czułości u innych kobiet. Wszystko mu wybaczałam, żal mi go było. Raz się pokłóciliśmy, tak ostro, iż wygoniłam go z domu. Spakował się i przeniósł do rodziny.
Minął miesiąc, już nie pamiętałam powodu sprzeczki, ale Szymon nie wracał. Poszłam skruszona do jego ciotki.
Po co ci Szymon, Pola? On mówił, iż się rozwiedliście, teraz ma nową narzeczoną.
Dzięki niej zdobyłam adres tej dziewczyny i pojawiłam się w jej domu.
Dzień dobry! Zawołasz Szymona, proszę? chciałam być uprzejma.
Zadrwiła ze mnie i zatrzasnęła drzwi przed nosem. Odeszłam w milczeniu.
Szymon wrócił po roku. A tej dziewczynie urodziła się córka, Dorota. Od tamtej pory obwiniam siebie, iż wtedy go wygnałam. Gdybym tego nie zrobiła, nie byłoby tej dziewczyny i jej dziecka. Stałam się jeszcze bardziej troskliwa i kochająca, dbałam o wszystko.
Nigdy z Szymonem nie rozmawialiśmy o Dorocie. Czułam, iż jeżeli poruszę temat, rozpadniemy się jak domek z kart. Udawaliśmy, iż nic nie było, nie otwieraliśmy puszki Pandory.
Cóż, dziecko z innej kobiety Czasem się zdarza. Tylko te kobiety też same pchają się pod cudzych mężów!
Szymon z wiekiem złagodniał, uspokoił się, spędzał dnie w domu z telewizorem. Nasz Antek ożenił się szybko, dał nam troje wnucząt. I nagle
Po latach odezwała się Dorota, prosząc, żebyśmy przyjęli do siebie jej córeczkę.
Zastanowiłam się. Jak wyjaśnić Antkowi pojawienie się w rodzinie obcej dziewczynki? Nie zna przecież grzeszków ojca z młodości.
Bez wahania zdecydowaliśmy się na opiekę nad pięcioletnią Aliną. Dorota zmarła, jej ziemska droga skończyła się w wieku trzydziestu lat. Każdy grób zarasta trawą, a życie toczy się dalej.
Szymon postanowił pogadać z Antkiem jak facet z facetem. Nasz syn, wysłuchawszy spowiedzi ojca, tylko powiedział:
Co było, to minęło, nie ja tu jestem sędzią. Dziewczynę trzeba przyjąć, to nasza krew.
Odetchnęliśmy z Szymonem z ulgą. Mamy porządnego syna, o dobrym sercu.
Teraz Alina ma szesnaście lat. Uwielbia dziadka Szymona, zwierza mu się z sekretów, do mnie mówi babciu i śmieje się, iż jest moją kopią z młodości. Ja tylko cicho na to przystaję…
