Zbliżamy się do Hali Szrenickiej, już widać górę zbiornika przeciwpożarowego do wyciągu.

W momencie znalazłam się w śniegu, jedną nogą wbita do biodra, druga na ścieżce się utrzymała, ale złożyła się w kolanie, więc od tej strony była po pas w śniegu. Oraz po łokcie, bo oczywiście odruchowo próbowałam się podeprzeć.
Powiem Wam, iż wygrzebać się nie było wcale łatwo.
To prawda jednak, iż człowiek łatwo się rozprasza już blisko celu i wtedy jest najwięcej wypadków.
No ale się w końcu wygrzebałam, otrząsnęłam otrzepałam i dalej w drogę.


Śnieg wisi w powietrzu.

No i zaczęło sypać!
Mnie tam się podoba :D :D :D



Pod koniec rozjaśniło się już całkiem nieźle.
Koniec wyprawy!




