Mam ogromną słabość do słodkich perfum. Mogę wyjść z domu bez podkładu, z włosami związanymi w niedbały kok, ale nigdy, przenigdy bez perfum. To jest mój niewidzialny makijaż, moja wizytówka. Coś, co sprawia, iż czuję się pewna siebie. Szczególnie teraz, gdy za oknem robi się coraz cieplej, a człowiek ma ochotę zrzucić z siebie nie tylko grube płaszcze, ale i zimową powagę. Wiosna to dla mnie lekkość, zmysłowość i zapach, który unosi się w powietrzu. I najwyraźniej nie tylko ja tak mam, bo co chwilę ktoś mnie zaczepia na ulicy, w sklepie czy w windzie, pytając: "Przepraszam, co to za perfumy?". Dlatego dzisiaj, zdradzę wam moje cztery perełki. Zapachy, które zbierają najwięcej komplementów.