Ostrzegam cię po raz ostatni: jeżeli nie zmienisz sali weselnej, odwołuję ślub – do ceremonii zostały…

polregion.pl 5 dni temu

Ostrzegam cię po raz ostatni jeżeli nie zmienisz sali weselnej, odwołuję ślub. Zostały dwa tygodnie do wesela, a moja narzeczona, trzymając w dłoniach zaproszenia, nie mogła się zdecydować, czy je podpisać

Znowu coś cię wzięło, Jagna? zapytałem zmartwiony.

Mam złe przeczucia!

To zrozumiałe uśmiechnąłem się nie co dzień wychodzi się za mąż. To po prostu nerwy, przejdzie ci. Będzie dobrze, obiecuję!

Jak możesz coś takiego obiecywać, skoro sam tego nie wiesz? Naprawdę to takie trudne przyznać mi rację? Jak my mamy razem żyć, skoro już teraz nie chcesz mi ustępować?!

Nie jesteśmy aż tak bogaci, kochanie, żeby szastać złotówkami odpowiedziałem, urażony. Sala już zamówiona, zaliczka wpłacona na wystrój i katering. Gdybyśmy zrezygnowali, pieniądze przepadną.

To nie pieniądze są najgorsze, ukochany, po prostu mi zaufaj.

Nie, nie wierzę w przesądy. To co najmniej nierozsądne. A w najgorszym wypadku zostaniemy bez wycieczki poślubnej. Wyjaśnisz mi w końcu, o co chodzi?

No dobrze, posłuchaj tylko i nie mów, iż takie rzeczy się nie zdarzają. To, iż nie wierzysz, nie znaczy, iż to nie istnieje.

Obiecuję zapewniłem ją.

U nas w pracy pojawiła się niedawno dziwna nowa pracownica, Alina. Bardzo zamknięta w sobie, nie rozmawia z nikim, chodzi zawsze w czarnych ubraniach. I ostatnio podchodzi do mnie i mówi:
Masz pozdrowienia od babci Teresy.

Co? aż mnie zatkało, przecież babci Teresy nie ma już od trzech lat.

Chcesz wiedzieć, przed czym chce cię ostrzec? zapytała. Opowiem ci po pracy.

Zgodziłam się. I wyjawiła mi coś niesamowitego.

Dawno temu w naszym mieście wybudowano nową restaurację z salą bankietową.
Stanisław był kierowcą na tej budowie, dobrze zarabiał. Zasugerował swojej narzeczonej, Marioli, żeby wesele zrobić właśnie tam. Ta się ucieszyła pochodziła ze wsi, z biednej rodziny i ani ona, ani jej bliscy nigdy w restauracji nie świętowali. Chciała urządzić wesele z rozmachem, żeby zrobić wrażenie na rodzinie i sprawić im radość.

W wyznaczonym dniu Mariola promieniała biała suknia i welon wyglądały na niej cudownie.
Stanisław prezentował się jak prawdziwy elegant.

Po ceremonii ślubnej kawalkada samochodów i autokar z gośćmi ruszyły do restauracji. Wszyscy byli pod wrażeniem sali. Tylko jedna staruszka pokręciła głową i westchnęła:
Jak to, na weselu sztuczne kwiaty zamiast żywych Coś mi się to nie podoba.

Ale nikt nie zwrócił na to uwagi, w tych czasach przecież wszystko było syntetyczne: ubrania, zastawa, rozmaite dodatki. Lata siedemdziesiąte wtedy przemysł chemiczny święcił triumfy, a ta historia wydarzyła się chwilę później.

Goście przynieśli jednak żywe kwiaty. Ustawiono je w wazonach na stole pary młodej.

W trakcie wesela, kiedy para młoda tańczyła wolny taniec, wydarzyło się coś dziwnego. Gdy wrócili na miejsce, bukiet róż przed panną młodą całkowicie zwiędły.

Kelnerzy wynieśli bukiet, zabawa trwała dalej. niedługo Marioli zrobiło się niedobrze. Straciła przytomność. Otworzono wtedy okna w sali, myśląc, iż duchota daje o sobie znać. Ale niedługo znów zasłabła. Między gośćmi zaczęły krążyć szepty:

Czyżby była w ciąży?
Gorsza by była choroba Ciąża minie! śmiali się inni.
Widziałem czerwoną plamę na sukni Marioli powiedział ktoś z rodziny do jej rodziców.

Ale kiedy podeszli i sprawdzili żadnej plamy nie było.

Pojawiły się plotki, iż w drzwiach widziano dziwną kobietę w czerni. Przeszukali salę nikogo takiego nie znaleziono.

Noc poślubna także okazała się koszmarem. Nowożeńcy nie mogli się do siebie zbliżyć, bo miało się wrażenie, iż w pokoju ktoś niewidzialny jest obecny. Słyszeli szelesty, kroki, a Stanisław miał odczucie, jakby ktoś go bacznie obserwował.

Rano oboje wpadli w panikę.

Dawniej nie praktykowano podróży poślubnych nowożeńcy szli od razu do pracy. Ale Stanisław nie dożył choćby najbliższego weekendu zginął w wypadku. Samochód, którym kierował, wypadł na przeciwległy pas. Droga była dobra, pogoda świetna, miał doświadczenie za kierownicą. Nikt nie rozumiał, jak mogło do tego dojść.

Mariola bardzo to przeżyła, powoli gasła. Jednak najgorsze wydarzyło się rok później. Wyszła z domu i nigdy nie wróciła. Szukano jej, ale ślad o niej zaginął.

interesująca bajka na dobranoc powiedziałem ale co to ma wspólnego z nami?

Ma, i to bardzo dużo Jagna niemal płakała. To była dokładnie ta sala w tej restauracji, którą zarezerwowałeś. Ta sama, gdzie wydarzyła się ta tragedia.

przez cały czas nie rozumiem upierałem się co nas łączy z tym weselem? Niejednemu coś się przydarzyło w życiu

Podobno restaurację zbudowano na starym cmentarzu, a sala znajduje się w tym miejscu, gdzie była mogiła panny młodej, która popełniła samobójstwo kilka dni po swoim ślubie. Złapała męża na zdradzie Rozumiesz teraz, dlaczego się boję?

Nie wierzę w takie bajki!

Jej niespokojna dusza teraz się mści. Młodego zabiera tuż po ślubie, a pannę młodą po roku. Prędzej czy później to się powtórzy. Może właśnie nadszedł ten czas. Co jeżeli nasze wesele będzie przeklęte? Babcia Teresa nie bez powodu mnie ostrzegła z zaświatów!

Mam już dość tych twoich zabobonów zniecierpliwiłem się nie wyjdziesz za mnie, to poślubię Renatę. Renata była przyjaciółką Jagny. Podpisuj zaproszenia, albo robię, jak obiecałem.

Po wahaniu Jagna wycofała się ze ślubu. Słowa o małżeństwie z inną podziałały na nią bardzo źle.

A ja dotrzymałem słowa. Renata, jak się okazało zdradliwa przyjaciółka, zgodziła się na ślub ze mną.

Nie minął jeszcze tydzień, kiedy przepowiednia się sprawdziła. Zginąłem na motocyklu zawiodły hamulce.

Jagna bardzo się bała o Renatę, choć nie umiała jej wybaczyć zdrady. Następnego dnia chciała odnaleźć tę dziwną pracownicę, która wszystko jej opowiedziała może podpowie, jak pomóc dawnej przyjaciółce, bo przecież też groziło jej niebezpieczeństwo po roku. Ale Alina już wtedy nie pracowała, na podanym adresie nie mieszkała.

Z pogłosek wynikało, iż ta tragiczna historia naprawdę wydarzyła się w latach siedemdziesiątych. Nigdzie nie widziałem potwierdzenia, ale w tamtym czasie nie nagłaśniano takich rzeczy.

W każdym razie, mieszkańcy dobrze tamtą historię zapamiętali.

Po tej historii zrozumiałem jedno czasem warto zaufać intuicji drugiej osoby. Bo są rzeczy, których nie da się wyjaśnić zdrowym rozsądkiem, a cena sceptycyzmu może być naprawdę wysoka.

Idź do oryginalnego materiału