
Choć ogólna inflacja w Europie zwolniła, branża noclegowa nie wróciła do dawnych cen. Turyści płacą więcej za pokój hotelowy, apartament lub studio, a w szczycie sezonu różnice między terminami i obiektami potrafią być bardzo duże. Największy skok zanotowała Chorwacja, od lat popularna wśród polskich turystów – w ciągu pięciu lat ceny zakwaterowania niemal się tam podwoiły.
Cena za dobę to dopiero początek rachunku
Nocleg jest dziś jedną z największych pozycji w wakacyjnym budżecie. Samo porównanie stawek wyświetlanych na liście ofert może jednak prowadzić do błędnych wniosków. Ten sam pokój bywa dostępny w różnych cenach na kilku portalach rezerwacyjnych. Inna stawka może obowiązywać bezpośrednio na stronie hotelu, a jeszcze inną można uzyskać podczas kontaktu telefonicznego z obiektem.
– Szukając zakwaterowania, warto trzymać się kilku podstawowych zasad. Przede wszystkim nie należy ograniczać się do jednego serwisu rezerwacyjnego. To samo miejsce warto sprawdzić na kilku platformach, a także bezpośrednio na stronie internetowej obiektu lub kontaktując się z nim telefonicznie – mówi Linda Gáliková, szefowa PR w Finax.
Część serwisów oferuje programy lojalnościowe, które obniżają cenę po kilku rezerwacjach lub zapewniają dodatkowe udogodnienia. Korzyść zależy jednak od warunków konkretnej oferty, dlatego nie każda promocyjna etykieta przekłada się na najniższy koszt.
Tani apartament może podrożeć przy płatności
Co ważne, stawka za dobę nie zawsze obejmuje wszystkie obowiązkowe opłaty. Do rachunku mogą dojść koszty sprzątania końcowego, pościeli, parkingu, podatku lokalnego albo opłata związana z pozostawieniem apartamentu we właściwym stanie.
W przypadku krótkiego pobytu jednorazowa opłata za sprzątanie mocno podnosi średni koszt jednej nocy. Różnica staje się szczególnie widoczna, gdy turysta porównuje obiekt z pozornie wyższą ceną, ale bez dodatkowych dopłat.
Końcowy rachunek może wzrosnąć o kilkadziesiąt, a choćby kilkaset euro. Najtańsza oferta na pierwszym ekranie wyszukiwarki nie musi więc wygrać po doliczeniu wszystkich pozycji.
Przed zatwierdzeniem rezerwacji trzeba sprawdzić podsumowanie kosztów i zasady anulowania. Pozwala to uniknąć sytuacji, w której dopłaty pojawiają się dopiero na ostatnim etapie płatności lub po przyjeździe.
Jeden dzień różnicy może obniżyć cenę
Ceny noclegów w hotelach i apartamentach zmieniają się w zależności od popytu. Stawki rosną w weekendy, święta i w dniach, gdy obłożenie jest największe. Dlatego przesunięcie przyjazdu o jeden albo dwa dni może wyraźnie zmienić koszt całego pobytu. W części miejsc rozpoczęcie urlopu w środku tygodnia okazuje się tańsze niż przyjazd w sobotę.
Podobny mechanizm działa w transporcie. Większość osób rozpoczyna i kończy wakacje w weekend, dlatego wtedy drożeją bilety, wynajem samochodów i przejazdy na popularnych trasach.
Reklamy często pokazują najniższą dostępną stawkę, która obowiązuje tylko w pojedynczym terminie albo przy określonych warunkach. Dlatego ofertę trzeba sprawdzać dla konkretnych dat, zamiast opierać się na kwocie widocznej w reklamie.
„Ostatni wolny pokój” sprzyja droższym decyzjom
Komunikaty o dużym zainteresowaniu lub ostatnich dostępnych pokojach mają przyspieszyć decyzję klienta. choćby gdy odpowiadają aktualnej sytuacji, rezerwacja pod presją może zamknąć drogę do tańszej oferty.
Kilka minut poświęconych na sprawdzenie innych platform, strony obiektu i sąsiednich terminów może przynieść większą oszczędność niż rabat prezentowany w wyszukiwarce. Presja czasu szczególnie łatwo działa w środku sezonu, gdy turyści obawiają się, iż za chwilę nie znajdą żadnego noclegu.
Tańszy obiekt poza centrum również nie zawsze obniża całkowity koszt wyjazdu. Oszczędność na pokoju może zniknąć przez codzienne przejazdy taksówką, bilety komunikacji miejskiej, wynajem samochodu lub opłaty za parking.
– Nocleg położony dalej od centrum miasta czy plaży nie zawsze oznacza realne oszczędności. Niższa cena ma sens tylko wtedy, gdy nie zostanie później zniwelowana przez codzienne wydatki na taksówki, komunikację miejską lub wynajem samochodu – mówi Linda Gáliková.
Apartament z kuchnią może wygrać z hotelem
Rodziny z dziećmi i większe grupy mogą zapłacić mniej za apartament lub studio z kuchnią niż za dwa pokoje hotelowe. Dodatkową korzyścią jest możliwość przygotowania części posiłków samodzielnie. A koszt restauracji gwałtownie rośnie przy kilku osobach i dłuższym pobycie. Śniadanie lub kolacja przygotowana w apartamencie pozwala ograniczyć wydatki bez rezygnowania z jedzenia na mieście przez cały urlop.
Dodatkowo zakupy w dużym supermarkecie poza kurortem bywają tańsze niż w sklepach przy plaży lub głównym deptaku. Dotyczy to podstawowych produktów spożywczych, napojów i środków higienicznych. Część artykułów można też zabrać z domu, o ile pozwala na to sposób podróży i zasady przewozu bagażu. Trzeba jednak policzyć, czy dodatkowy bagaż nie kosztuje więcej niż zakupy na miejscu.
Basen i prywatna plaża mają swoją cenę
Przy wyborze hotelu łatwo dopłacić za usługi, z których później korzysta się sporadycznie. Baseny, strefy wellness, siłownie, animacje, obiekty sportowe czy prywatne plaże zwiększają cenę pobytu.
Jeżeli głównym celem wyjazdu jest zwiedzanie albo wypoczynek nad publiczną plażą, część udogodnień może okazać się zbędna. Tańszy obiekt o prostszym standardzie nie musi pogorszyć jakości urlopu, jeżeli odpowiada rzeczywistym potrzebom podróżnych.
Inaczej wygląda sytuacja w przypadku rodzin, które większość dnia spędzają na terenie hotelu. Wtedy basen, posiłki i animacje mogą ograniczyć inne wydatki, dlatego sam wyższy koszt noclegu nie przesądza jeszcze o droższym wyjeździe.
Najpierw limit, potem hotel
Eksperci Finax radzą rozpocząć planowanie urlopu od ustalenia całkowitego budżetu. Dopiero później można podzielić go na ceny noclegów, transportu, jedzenia, atrakcje i rezerwę na nieprzewidziane wydatki. Taki limit utrudnia dokładanie kolejnych płatnych udogodnień pod wpływem emocji. Pozwala też gwałtownie odrzucić oferty, które wprawdzie dobrze wyglądają, ale zostawiają zbyt mało pieniędzy na resztę wyjazdu.
– Latem łatwo poluzować finansową dyscyplinę, podobnie jak w okresie świątecznym. Emocje i chęć odpoczynku nie powinny jednak prowadzić do nieprzemyślanych wydatków. choćby podstawowe planowanie finansów sprawia, iż wakacje nie muszą oznaczać złych decyzji finansowych. Wręcz przeciwnie – dzięki kilku prostym, racjonalnym wyborom można znacząco ograniczyć koszty wyjazdu, a jednocześnie wypracować dobre nawyki finansowe, które w dłuższej perspektywie poprawiają kondycję domowego budżetu – komentuje Linda Gáliková.
Budżet powinien uwzględniać także wydatki ponoszone już na miejscu. choćby drobne opłaty, powtarzane codziennie, po tygodniu mogą stworzyć sporą sumę.
Bankomat też może podnieść koszt urlopu
Dodatkowe pieniądze znikają między innymi przy wypłacie gotówki. Prywatne bankomaty na lotniskach i w turystycznych centrach potrafią pobierać wysokie prowizje. Bezpieczniejszym finansowo rozwiązaniem bywa wypłata w urządzeniu należącym do banku albo płatność kartą.
Przed zatwierdzeniem transakcji trzeba sprawdzić wysokość opłaty i sposób przeliczenia waluty. Niewielka prowizja może wydawać się nieistotna przy jednej wypłacie. jeżeli turysta powtarza ją kilka razy, koszt rośnie, podobnie jak przy codziennych przejazdach, parkingach czy dopłatach naliczanych przez obiekt.
Rosnące ceny noclegów trudno ominąć całkowicie, szczególnie w najpopularniejszych krajach i terminach. Można jednak ograniczyć skutki podwyżek, porównując pełne koszty, elastycznie wybierając daty i płacąc wyłącznie za te udogodnienia, z których rzeczywiście skorzystamy.
Przeczytaj także:
- Nielegalne kasyna online kuszą Polaków, a budżet traci miliardy. WEI chce końca monopolu
- Książka kosztuje prawie 60 zł, a autor dostaje niecałe 3 zł. Rynek ma problem
- Koniec niemiłych niespodzianek przy zakupie biletu. UE zmieni zasady na rynku lotniczym





