Naturalna chęć do założenia rodziny często nie występuje, jest ona nieobecna u wielu osób z rodzin dysfunkcyjnych. Tych wszystkich, którzy doświadczyli uczucia osamotnienia, wykluczenia i niezrozumienia w domu rodzinnym. Mających poczucie bycia niewystarczająco istotną osobą, kimś, kto ciągle zawodzi. Bez dobrych wzorców, z łatką kogoś, kto nie widzi nadziei na lepsze jutro, z silnym postanowieniem, iż nie chcą takiego samego losu, takiego, jak sami mieli.

Uznajesz za normę coś, co normą nie było
Gdy jesteś dzieckiem nie widzisz tego. Nie dostrzegasz, iż coś jest nie tak. Znasz tylko jedną wersję i uznajesz ją za prawdę.
Kasia sądziła, iż wychowuje się w normalnej rodzinie. Nie ma znaczenia, iż w domu co chwilę były imprezy, mocno zakrapiane, a ona kolejnego dnia wstawała niewyspana do szkoły. Tata śpiący na dywanie czy kafelkach w łazience to był codzienny widok. Mieli jednak dość pieniędzy, dlatego uważała, iż jest dobrze, nie byli przecież patologią. U nich w domu szklanki nie latały po ścianach, chleb zawsze był w chlebaku… To, iż obrywała pasem tak, iż miała długo siniaki, to nic. Takie były czasy. Dzieci się biło, często “za nic wielkiego”.
Agnieszka słyszała, iż nie ma się mazgaić. Po co płacze, to i tak nic nie zmieni….Nie ma robić scen. Poza tym powinna wiedzieć, iż przesadza i iż się nie zna. Na okrągło źle coś ocenia i rozumie, przecież to nie tak jak myśli…W końcu przestaje widzieć i czuć. Nic ją nie obchodzi…. Do perfekcji opanowuje sztukę znikania i nieokazywania uczuć. Staje się idealnym dzieckiem, cichym, takim, którego nie ma. Rozumiejącym, iż złość piękności szkodzi, dlatego nie należy się złościć, a płaczą tylko słabi. Uczy się, żeby nie czuć, nie myśleć, działać niczym automat, bez refleksji…
Monika słyszała to, czego dzieci nie powinni słuchać. Gdy jej mama zapraszała kolejnego mężczyznę życia do domu, a zawsze miało być na poważnie, tym razem miało się przecież udać, ona nastoletnia podkręcała muzykę. Nie chciała słyszeć tego, czego na początku nie rozumiała.
Gdy miała mniej niż 10 lat, wparowała do pokoju, bez pukania, bo myślała, iż mamę trzeba ratować, iż ona umiera. Gdy zobaczyła splecione gołe ciała i zdenerwowane spojrzenie mamy, zrozumiała, iż trzeba uciekać. Nie pytała, nie usłyszała też wytłumaczenia.
W domu od tej pory zakładała słuchawki i odtąd głośno włączała muzykę… Uznała, iż tak być musi. Mamie nie powiedziała choćby o tym, co się wydarzyło… gdy pewnego wieczora jeden z jej “facetów życia” chyba pomylił łóżka i zaczął łapać ją po nogach, gdy ona spała. Przerażona nie mogła zasnąć aż do rana, nasłuchiwała. Bała się tak bardzo, iż do dziś pamięta. Na szczęście gdy on zrozumiał pomyłkę, gwałtownie się wycofał i już nie wrócił. Na szczęście to naprawdę była pomyłka.
Nie chcesz tego samego
Dorosłe dzieci z dysfunkcyjnych rodzin często nie zakładają swoich własnych rodzin. Powodów jest wiele, dlaczego tak się dzieje, jednym z nich jest jednak strach przed powtórką. Wiele osób pamięta to, co czuło i rozczarowanie, jakiego doświadczyło, uświadamiając sobie, iż ich rodzina wcale dobra nie była. Po latach to zabolało: ta nieświadomość, zagubienie oraz poczucie bycia oszukaną. Wiele się straciło, było się zakładnikiem własnych rodzin, a choćby nie miało się tej świadomości. To boli…Rany są głębokie.
Nie wierzysz w swoje umiejętności
Jest też brak wiary we własne umiejętności. Zwłaszcza jeżeli ma się na koncie doświadczenie w budowaniu relacji i ma się wiedzę, dlaczego za każdym razem nie wychodziło. Nie udawało się z powodu spadku rodzinnego oraz własnych nieprzepracowanych traum. To wszystko boli…a praca nad sobą wcale nie jest prosta. Człowiek mocno poraniony dochodzi do wniosku, iż lepiej odpuścić niż tak bardzo ryzykować i skazywać kolejne pokolenia na podobny do swojego los.
Ani w rodzinę nie wierzysz
Jest też znacznie dalej idące zwątpienie w rodzinę, powszechne już w tej chwili oraz postępujące, izolowanie się.
Ludzie dawniej skazani na siebie, tkwili w relacjach, bo nie mieli innego wyjścia, nie mieli, dokąd iść, co ze sobą zrobić. Rodzina, choćby najgorsza, pozwalała im przetrwać. Dzisiaj wszystko się zmieniło. Można żyć w pojedynkę, dostając wsparcie od państwa, instytucji, czy innych osób. Często okazuje się, iż dużo większą pomoc uzyskuje się od obcych niż spokrewnionych, to nasuwa bardzo przykre wnioski, mianowicie, iż mit rodziny jako wartości jest bardzo kruchy. Jesteśmy co do zasady samotni, w najważniejszych chwilach pozostawieni sami sobie, często rozczarowani, z poczuciem bycia nieakceptowaną, wykluczaną, czy ranioną. Poza tym powszechne przyzwolenie na przemoc, psychiczną, czy fizyczną, zrywa ostatnie wątłe nici porozumienia.
Trzeba odwagi
Żeby z trudnymi doświadczeniami założyć swoją rodzinę, trzeba niebywałej odwagi. Dzięki świadomości można próbować zatrzymać wszystko na swoim pokoleniu. Nie iść dalej w toksyczne mechanizmy, tylko zbudować relacje na nowo.
Jeśli ktoś dorastał w chaosie, przemocy, chłodzie emocjonalnym albo ciągłym napięciu, to trudno mu uwierzyć, iż rodzina może wyglądać inaczej.
Zaczynanie od nowa, naprawdę od podstaw nie jest proste, trzeba bowiem przepłakać swoją przeszłość. Pogodzić się, iż same nie doświadczymy tego, co chcemy dać kolejnemu pokoleniu. Trzeba mieć odwagę, determinację oraz odpowiednią osobę obok, która nas wesprze w trudnym zadaniu.
Nie ma sensu oceniać tych, którzy mówią “nie”, nie chcę tego. Świadomych wielkiej odpowiedzialności i kosztów własnych błędów, bojących się powtórzyć schemat, który znają z domu rodzinnego, pełnych lęku przed miłością i bliskością…Funkcjonują bowiem w trybie przetrwania, który nie sprzyja planowaniu i wdrażaniu wielkich zmian. To stan zawieszenia, skupiający się na unikaniu ryzyka.
Mówią “nie chcę” i mają do tego prawo. Chcąc spokoju, lepszych rodzin, niestety zagubiliśmy się bowiem w poczucia odosobnienia oraz samotności. Póki nie znajdziemy swojej recepty na lepszą przyszłość, naturalne będzie wycofywanie się…i to właśnie obserwujemy.













