Dziewczyna z biednego domu
Ana Orantes Ruiz przyszła na świat 6 lutego 1937 roku w hiszpańskiej miejscowości Calle Elvira, w regionie Granady. Rodzice byli biedni, ojciec był murarzem, matka szwaczką. Rodzina wychowywała sześcioro dzieci, Ana była trzecia z kolei. W domu zawsze brakowało pieniędzy, dlatego dziewczynka nie poszła do szkoły. Od dziecka musiała pracować, uczyła się od matki na krawcową. Rodzice uznali, iż inna nauka nie jest jej do niczego potrzebna. Taki los córek był powszechny. W wieku 15 lat Ana zarabiała szyciem i oddawała pensję rodzicom. Dziewczyna wyspecjalizowała się w tradycyjnych mantillach, czyli koronkowych welonach lub szalach narzucanych na głowę kobiet podczas ceremonii. Oprócz praktycznych umiejętności, Ana miała wyjść za mąż, prowadzić dom i urodzić dzieci. Do tego nie musiała umieć czytać i pisać. Ana była radosną i ładną dziewczyną. Nie miała natury buntowniczki, marzyła o miłości i swoim domu. Gdy miała 19 lat, spotykała się z chłopcem, niestety on niezbyt o nią zabiegał. Dziewczyna postanowiła wzbudzić w nim zazdrość, okazja nadarzyła się podczas uroczystości Bożego Ciała w Granadzie. Dziewczyna poznała tam starszego o dwa lata Jose Parejo Avivara. Po nabożeństwie, młodzi ludzie poszli na tańce, właśnie tam Parejo poprosił Anę na parkiet. Po zabawie odprowadził ją do rodziny. Potem zaczął do niej przychodzić. Na początku znajomości Ana godziła się z nim spotykać tyko na złość byłemu kawalerowi. Flirtowała, ale nie czuła nic poważnego. Niestety, nowy adorator wykorzystał jej naiwność i opresyjną kulturę wobec kobiet. Gdy dziewczyna nie chciała kontynuować znajomości, zaczął grozić, iż opowie wszystkim jaką jest nierządnicą. Straszył ją, iż nikt jej nie uwierzy, jeżeli będzie kłamał, iż ją uwiódł. Ana była przekonana, iż tak się stanie, nie jednej dziewczynie odrzuceni mężczyźni zniszczyli tak reputację i życie. Kobietom się wtedy nie wierzyło. Dziewczyna po takim skandalu nie miała szans na zamążpójście. Pajero miał swój plan, chciał zostać głową rodziny, pójść na swoje i uwolnić się z od ojcowskiego nadzoru. Szantażem wymusił na naiwnej dziewczynie szybki ślub mimo, iż rodzice Any nie pochwalali tej znajomości. Ale ona bała się im powiedzieć, czym ją straszy. Myślała, iż oni też ją odrzucą i zostanie zhańbiona, wyrzucona z rodziny. W latach 50. ubiegłego wieku, analfabetka bez grosza przy duszy i wsparcia bliskich, na hiszpańskiej prowincji była nikim. Para wzięła tradycyjny kościelny ślub w 1956 roku. Ana Orantes została doprowadzona do ołtarza przez ojca. Jeszcze tego samego dnia przeprowadziła się do domu rodziców Parejo. A to oznaczało, iż dziewczyna zostaje nieodpłatną służącą dla całej rodziny męża. Wcześniej te prace wykonywała pokojówka, ale matka pana młodego ją zwolniła. Ana w nowym domu nie miała nic do gadania. Znaczyła mniej, niż opłacana służąca, bo życie zamężnych kobiet było mało warte. Według ówczesnego Kodeksu Cywilnego: „Mąż musi chronić kobietę, a ona musi być posłuszna mężowi”, „po śmierci męża wdowa mogła powtórnie wyjść za mąż dopiero 300 dni po śmierci małżonka", „żona jest zobowiązana podążać za mężem wszędzie tam, gdzie od on wybierze miejsce zamieszkania”. Mężczyzna decydował praktycznie o wszystkim.
Horror miesiąca miodowego
Małżonek nie czekał długo, by pokazać młodej żonie, jakie życie czeka ją u jego boku. Pobił Anę tuż po ślubie, gdy tylko dowiedział się, iż jest w ciąży. Uznał, iż młoda zona to jego własność. Zrobił to przy rodzicach. Zmasakrowana Ana miała obawy, iż ma połamane kości twarzy. W ramach przeprosin mąż na nią napluł. Pokazał kim teraz dla niego jest i iż ma prawo ją bić oraz używać jej ciała, kiedy tylko zechce. Teść próbował jej bronić, ale teściowa nie reagowała. W tamtejszej Hiszpanii maltretowanie żon to był niepisany męski przywilej. Parejo na całego korzystał ze swoich patriarchalnych praw. Kobieta regularnie była atakowana fizycznie, wykorzystywana seksualnie i upokarzana. Ten horror trwał przez 40 lat ich małżeństwa. Była bita za wszystko wystarczyło, iż mężczyzna wrócił pijany z baru. Gdy jakiś mężczyzna spojrzał na Anę, idącą po ulicy, Pajero od razu oskarżał ją o romans i rozwiązłość. Dawał jej nauczkę choćby poza domem. Ludzie nie reagowali. W końcu Ana zaczęła zachowywać się, jak zaszczute zwierzę. Mąż nie tylko uderzał, ciągną za włosy, ciskał nią o ściany, zadawał tak mocne ciosy, iż traciła przytomność. Wtedy ją cucił, gdy ożywała kontynuował przemoc. Do tego dochodziło znęcanie się psychiczne, wyśmiewał jej analfabetyzm, wygląd, szydził z jej strojów, krytykował wszystko, co robiła, co mówiła, izolował od rodziny, nie pozwalał na żadne znajomości. Miał nad nią całkowitą kontrolę i robił wszystko, by jej wmówić, iż jest nikim. Ona to znosiła, ale gdy zaczął znęcanie się nad dziećmi, łącznie z przemocą seksualną wobec córek i synów, Ana poszła szukać pomocy na policji. Niestety, policjanci sami mężczyźni, nie mieli zamiaru interweniować w mężowskie prawa. Zbywali ją twierdząc, iż to sprawy domowe między małżonkami: „Obojętnie czy całuje, czy bije”.
Nikt nie chciał pomóc
Ana Orantes wielokrotnie prosiła władze o ochronę przed agresywnym mężczyzną. Złożyła w sumie 15 formalnych skarg na komisariacie w Granadzie. Rodzina też prosiła o pomoc, więc było około 40 oficjalnych zgłoszeń. Interwencje były symboliczne, kilka dni aresztu. Gdy Pajero wracał, zaczynało się piekło. Nie miał nigdy zakazu zbliżania, bo taki nie istniał. Wtedy nie wolno było brać rozwodów, bo "co bóg złączył...", agresor mógł robić, co chciał. Kobieta razem z dziećmi próbowała uciekać, ale była zatrzymywana i zgodnie z prawem, zmuszana do powrotu do męża. Gdy uciekała do rodziny, też nie dostawała wsparcia, nikt nie chciał się wtrącać. Gdy wracała, za karę, mężczyzna na przykład palił wszystkie wartościowe rzeczy żony i dzieci. Wiedział i czerpał z tego satysfakcję, iż żona analfabetką i jest od niego całkowicie zależna. Tak, jak ich małoletnie dzieci. Ana urodziła ich jedenaścioro, troje dzieci zmarło, pozostałe żyły na skraju załamania nerwowego. Jeden z synów, w wieku siedmiu lat, po kolejnym ataku ojca, chciał popełnić samobójstwo skacząc z okna. Córki szukały ratunku, wychodząc jak najszybciej za mąż. Nie prosiły ojca o zgodę, uciekały z tym, kto je chciał za żonę. Jedna z nich wzięła ślub w wieku 14 lat. Na ich weselach Any nie było, zakazywał jej tego wściekły mąż, który tracił kontrolę nad kolejnym dzieckiem.
Pozorna wolność
W 1981 roku w Hiszpanii pozwolono na rozwody. Ana Orantes złożyła wniosek. Wtedy jej mąż zrobił na sali sądowej przedstawienie, zaczął zalewać się łzami. Sędzia dał się nabrać, stwierdził: „Mężczyzna, który tak płacze, musi bardzo kochać swoją żonę.”
Ana nie ustawała w staraniach uwolnienia się od przemocowca, dzieci ją wspierały. W końcu dostała separację, a potem rozwód, ale musiała mieszkać z oprawcą pod jednym dachem w kamienicy w Cúllar Vega w Granadzie. Kobieta nie miała pieniędzy, by razem z dziećmi wynająć bezpieczne miejsce. przez cały czas byli finansowo uzależnieni. Każde z rozwiedzionych małżonków teoretycznie miało swoje piętro, ale praktycznie agresywny mężczyzna przez cały czas dręczył rodzinę. Dzieci, którym udało się ułożyć sobie życie z dala od ojca, miały kontakt z matką, sprawdzały, czy agresor znowu stosował przemoc. Jej córka Rosaria tak opisywała sytuację: "To było jak więzienie. Codziennie dzwoniłam do mamy, dwa lub trzy razy i pytałam - Jak tam mamo? Zadzierał z tobą dzisiaj? Podczas naszej ostatniej rozmowy powiedziała, iż nie widziała ojca, ani jego samochodu od dwóch lub trzech dni."
Gdy Ana wyrwała się pozornie z rąk oprawcy, nauczyła się czytać i pisać. Miała wtedy 52 lata, poczuła się silniejsza. Dzieci dawały jej miłość i oparcie psychiczne. Dostrzegała, iż tak nieludzko traktowanych żon jest mnóstwo, a władze nic z tym nie robią. Wszyscy od pokoleń udają, iż nie ma problemu przemocy wobec kobiet i dzieci. Dlatego w 1996 roku, 15 lat po zatwierdzeniu rozwodu, Ana Orantes wystąpiła w programie telewizyjnym "De tarde en tarde". Tam przed milionami widzów z całej Hiszpanii, opowiedziała ze szczegółami, jak przez 40 lat jej małżeństwa była maltretowana. Opowiedziała także o przemocy seksualnej wobec niej i wszystkich dzieci. Ta szczera wypowiedź wstrząsnęła opinią publiczną w kraju. W końcu ktoś odważył się głośno opowiedzieć, jaka zgnilizna moralna toczy społeczeństwo pod obłudną maską wartości konserwatywnych. Jakiej krzywdy każdego dnia doświadczają setki tysięcy kobiet i dzieci. To był szok. Tabu runęło.
Ana była z siebie dumna, iż w końcu zdobyła się na odwagę i opowiedziała swoją historię, pokazała jak potraktował ją system sprawiedliwości oraz organa ścigania, które zawsze brały stronę oprawcy. Niestety, za prawdę zapłaciła najwyższą cenę. Były mąż wpadł w furię, postanowił ostatecznie ją ukarać. Kobieta wielokrotnie prosiła policję o ochronę, wiedziała, iż grozi jej niebezpieczeństwo. Znowu została zignorowana. 13 dni po wywiadzie, mężczyzna dopadł ją przed domem na podjeździe do garażu, oblał benzyną i podpalił. Patrzył jak żywcem płonie. Trawioną przez ogień babcię zobaczyła 12 - letnia wnuczka, natychmiast wezwała pomoc. Kobieta była w 60 procentach spalona, zmarła w mękach. W chwili śmierci Ana Orantes miała 60 lat.
Dar Any dla innych ofiar przemocy
To bestialstwo przelało czarę goryczy. Przez Hiszpanię przetoczyły się masowe protesty, wściekli ludzie domagali się zmiany prawa i końca bezkarności agresywnych mężów i partnerów. Kilka tygodni po pogrzebie, w styczniu 1998 r., hiszpański Rzecznik Praw Obywatelskich opublikowała raport: „Przemoc domowa wobec kobiet”. Dane były porażające, 98 procent z 91 zabitych kobiet w 1997 roku (wśród nich Ana Orantes), które zgłosiły przemoc policji, było rozwiedzionych lub w trakcie rozwodu. Prawie 20 procent Hiszpanów powyżej 18 roku życia, czyli ponad pięć i pół miliona ludzi, znało osobiście przypadki przemocy wśród swoich krewnych lub znajomych. Badanie podsumowano stwierdzeniem: "Społeczeństwo ma tendencję do usprawiedliwiania krzywdzenia kobiet".
Trzy dni po zabójstwie Any Orantes, rząd Hiszpanii ogłosił rewizję kodeksu karnego i ustawy o postępowaniu karnym. W 1999 roku zmieniono przepisy, przemoc psychiczna została uznana za przestępstwo, wprowadzono zakaz zbliżania oraz ścigania z urzędu prześladowanie i złe traktowanie. Wyeliminowano wzmiankę o „nieposłuszeństwie” kobiety wobec mężczyzny. W 2004 roku rząd premiera Jose Luisa Rodrigueza Zapatero wprowadził ustawę dotyczącą przemocy ze względu na płeć, uznaną za jedną z najbardziej postępowych w Europie. Za Hiszpanią podążyła Unia Europejska, Parlament EU przyjął dyrektywę przeciwko przemocy ze względu na płeć.
José Parejo, został skazany na 17 lat więzienia, zmarł na zawał serca w 2004 roku, miesiąc przed wprowadzeniem prawa o zaostrzeniu kar wobec sprawców przemocy domowej, które wywalczyła dla ofiar jego żona. Żadne z jego ośmiorga dzieci nie przyszło pogrzeb.: "Nie czuliśmy żadnego współczucia. Miałam ochotę tańczyć z radości”. – przyznała córka Rosaria.
Źródła:
https://www.facebook.com/upsocltheenigma/videos/ana-orantess-sad-and-heartbreaking-story/819488978847882/
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ana_Orantes
https://www.surinenglish.com/lifestyle/domestic-violence-murder-20211217092954-ntvo.html
https://pl.findagrave.com/memorial/206429293/ana-orantes
https://x.com/CarlaVall/status/1334762007145361408
https://www.shesgone.org/en/victims/ana-orantes
https://www.facebook.com/trabajosocialtapachula/posts/la-historia-de-ana-orantes-ana-orantes-era-una-mujer-espa%C3%B1ola-que-desde-muy-jove/1640743017323609/
https://www.elmundo.es/espana/2019/12/19/5dfb4a27fdddffa0588b45fa.html
