− Przepraszam, wszystko w porządku?
Mężczyzna nie reagował, więc powtórzyłam głośniej − mogę jakoś pomóc?
Kiedy w końcu dotarło do niego, iż stojąca przed nim kobieta domaga się odpowiedzi, z pobłażliwym obliczem, prawdopodobnie z powodu całkowitej ignorancji interlokutorki, wyjaśnił.
− To pani nie wie, iż w podziemiach tej budowli odkryto czakram, emanujący o wiele większą mocą, niż ten bliźniaczy kamień znajdujący się na wawelskim wzgórzu?
Ot, i masz babo placek! Wydawałoby się… niewinny żart z okazji prima aprilis, a mianowicie mała wzmianka w lokalnej prasie zamieszczona pierwszego kwietnia, o tym, iż w podziemiach Collegium Maius odkryto czakram − i jej sprostowanie następnego dnia, w tym samym dzienniku, iż to tylko psikus (znudzonych?, dowcipnych?) muzealników, spowodowało nagły napływ wierzących w moc pobierania czakramowej energii.
Jednak nic nie dzieje się bez przyczyny. Jako nienachlanie młoda muzealniczka ze swoimi skrzętnie skrywanymi dziwactwami, (pomimo lub wbrew) całym jestestwem dążąca do odkrywania proweniencji i okoliczności wszystkiego i wszelakich, ustaliłam, dlaczegóż to wierzący w maiusowy czakram akurat w tym konkretnym miejscu przytulają się do muru. Po wnikliwym śledztwie okazało się, iż w tej ścianie przebiegają złącza rur centralnego ogrzewania, a wyjątkowo chłodny kwiecień wymagał znacznego podwyższenia temperatury w grzejnikach.
No cóż, skończy się sezon grzewczy i … po czakramie!
A jednak − przez tyle lat zachłannie wpatrując się (a choćby ich wypatrując) w ślady niegdysiejszych, nadzwyczajnych okoliczności i niespodziewanych zdarzeń − wcale nie jestem pewna, czy aby w tym muzealnym anonsie nie było ziarnka prawdy.
---
* 1489 roku, kiedy w prezbiterium kościoła NMP odsłonięto najwspanialsze dzieło Wita Stwosza – Ołtarz Mariacki, w Krakowie nie było jeszcze Barbakanu, dziedzińca arkadowego na Wawelu, kaplicy Zygmuntowskiej i Collegium Maius w swoim obecnym kształcie. Uniwersyteckie budynki były zlepkiem stojących obok siebie kamienic. W lipcu 1492 r. pożar mocno je nadwyrężył. Na szczęście nie wszystko spłonęło, bo już niecały rok później rektor Jan ze Staniszewic na zwołanej naradzie w Izbie Wspólnej mówił: "…by zaiste dom Collegium Maius ogniem nagle zniszczony i strawiony w kształcie pięknym nie tylko dla dostojności i wspólnego pożytku został dźwignięty, ale równie odbudowany w szczegółach uszkodzonych…”. 18 sierpnia 1493 r. uniwersytet podpisuje umowę z mistrzem Janem budowniczym i kamieniarzem. Miał zbudować schody i ganki wokół dziedzińca aż do sali z wykuszem – in forma pulchra pro honestate ac utilitate. To jego dobrej znajomości architektury, a także późniejszym mistrzom Markowi i Stefanowi, najstarszy uniwersytecki gmach zawdzięcza swój wygląd z okazałymi schodami rektorskimi, arkadami, krużgankami, kanelowanymi kolumnami i kryształowymi sklepieniami. Do większego rozmachu przy odnawianiu i rozbudowie przyczyniło się odnalezienie skarbu w jednym z remontowanych budynków. A był to skarb nie byle jaki! Wg kronikarza Marcina Bielskiego zawierał ponad 10 tys. dukatów w złocie i kosztownościach. W XVII wieku Marcin Radymiński opierając się na wcześniejszych kronikach, tak pisał o odnalezieniu w 1494 roku tego skarbu: Kiedy brak było funduszów na odbudowę zniszczonych pożarem budynków Kolegium Większego, 27 czerwca Bóg odsłonił skarby ukryte od dawna w starych murach. W czasie przebudowy, gdy budowano lektorium Sokratesa, w zachodniej części fundamentów odsłonięto kamień, pod którym ukazał się otwór zawierając następujące skarby: 95 małych i dużych pierścieni złotych, złoty łańcuch z trzynastoma szafirami i rozetami tej samej wielkości i tej samej ilości otoczony perłami, w środku każdej rozety był wielki rubin, naszyjników 15, wśród nich jeden wielki złoty, z jedenastoma kamieniami, sześcioma większymi i pięcioma mniejszymi; dwa łańcuchy, jeden większy z pierścieniami, drugi mniejszy, sztaba złota wielkości i kształtu palca; 2480 złotych monet. Zjaśniałby Parnas z muzami!
Statystyki: autor: Lucile — 01 kwie 2026, 17:00















