Opinia. Rewolucja na lodzie, czyli elbląski „wybieg” grozy

elblag24.pl 2 godzin temu

To sytuacja, w której rzeczywistość skrzypi pod butami – i to dosłownie. Podczas gdy Elblążanie uprawiają mimowolną gimnastykę artystyczną na oblodzonych chodnikach, magistrat postanowił zająć się… modą.

Poranek w Elblągu. Mieszkaniec Zawady, chcąc dotrzeć do przystanku, wykonuje ewolucje, których nie powstydziłby się mistrz olimpijski w łyżwiarstwie figurowym. Śnieg, który kilka dni temu był malowniczym tłem dla zimowych spacerów, zamienił się w twardą, lodową skorupę. Służby miejskie, zamiast go wywieźć, pozwoliły mu zamarznąć, tworząc na chodnikach tor przeszkód dla odważnych.

W tym samym czasie, gdy w przychodniach ortopedycznych zaczyna brakować gipsu, z Ratusza płynie radosna nowina: „Elbląg dołączył do klubu Fashion Revolution!”

Estetyka kontra pragmatyka

Trudno o bardziej jaskrawy przykład „rozjechania się” potrzeb mieszkańców z komunikacją Urzędu Miejskiego. Fashion Revolution to szczytna idea – walka o etyczną modę i zrównoważony rozwój jest ważna, szczególnie w skali globalnej. Jednak w skali lokalnej, zwłaszcza gdy pod nogami mamy szklankę, ta informacja brzmi jak ponury żart.

Dla seniora idącego po bułki czy rodzica prowadzącego dziecko do przedszkola, najważniejszą „rewolucją”, jakiej oczekują, jest „rewolucja piasku i soli”. Zamiast certyfikatów z zakresu etycznego włókiennictwa, elblążanie woleliby zobaczyć na ulicach ekipy, które skutecznie usuną lód z głównych traktów pieszych.

Marketing zamiast zarządzania

Problem nie leży w samej inicjatywie modowej. Elbląg zasługuje na bycie miastem nowoczesnym i świadomym ekologicznie. Problem leży w „wyczuciu czasu (tzw. timingu)” i hierarchii potrzeb. Elblążanie oczekiwali dziś na informację ze strony Ratusza o skutecznej walce z „lodową pułapką” na chodnikach, nie zaś o walce z marnotrawieniem ubrań na świecie.

Bezpieczeństwo mieszkańców to absolutny fundament. Miasto, w którym nie da się bezpiecznie przejść z punktu A do punktu B, przestaje pełnić swoją podstawową funkcję. Możemy rozmawiać o trendach i globalnych ruchach społecznych, gdy mamy pewność, iż nasi mieszkańcy nie lądują masowo na SOR-ze.

Elbląg skuty lodem. Władze miasta przegrywają walkę z zimą, mieszkańcy liczą siniaki

Informowanie o dołączeniu do Fashion Revolution w momencie, gdy miasto przypomina wielkie lodowisko, sprawia wrażenie, jakby biuro prasowe Prezydenta żyło w zupełnie innej strefie klimatycznej. To klasyczny przykład „odklejenia” od codziennych problemów elblążan.

„Nie takich działań władz miasta oczekują teraz mieszkańcy” – to zdanie niesie się dziś po Elblągu głośniej niż komunikat o jakiejkolwiek modowej rewolucji.

Zarządzanie miastem to nie tylko przecinanie wstęg na festiwalach i chwalenie się przynależnością do prestiżowych klubów. To przede wszystkim żmudna, często mało fotogeniczna praca u podstaw. Odśnieżanie chodników, wywożenie błota pośniegowego i dbanie o to, by infrastruktura działała bez zarzutu, to obowiązek, z którego nikt władz nie zwolni.

Mieszkańcy Elbląga nie potrzebują dziś lekcji o tym, jak powstają ich ubrania. Potrzebują pewności, iż wyjście z domu nie skończy się skomplikowanym złamaniem. Dopóki lód zalega na chodnikach, każda informacja o „prestiżowych sukcesach” Ratusza będzie odbierana jako przejaw arogancji lub, co gorsza, zwykłej bezradności przykrytej kolorowym lukrem marketingu.

Zanim zaczniemy naprawiać światową modę, naprawmy (i odśnieżmy) własne podwórko. To jedyna rewolucja, której Elbląg teraz naprawdę potrzebuje.

Elbląg dołącza do Klubu Partnerów Fashion Revolution. Będziemy promować odpowiedzialną modę?
Idź do oryginalnego materiału