Opiekunka dla brata – rodzinny konflikt o obowiązki, odpowiedzialność i dorastanie w polskim domu

newsempire24.com 3 godzin temu

Opiekunka dla brata

Co się stało, Jagoda? Znowu nie odbiera?

Nie odbiera! Jagoda rzuciła telefon na blat kuchenny. Od szóstej nie mogę się do niej dodzwonić! Przez nią nie pojechałam do mamy… Tam muszę gotować, tu muszę gotować, a Stasia nie mam z kim zostawić… Wychowaliśmy sobie pomocnicę!

W tamtej chwili usłyszeliśmy szczęk zamka w drzwiach.

O, jeszcze nie śpicie? rzuciła Lena przez ramię, nie wyjmując słuchawek z uszu i kierując się, nie zwracając uwagi na rodziców, prosto do swojego pokoju.

Ale mama nie odpuściłaby jej tak łatwo.

Lena! Stój! głos mamy sprawił, iż Lena się zatrzymała, choć nie raczyła się odwrócić. Dokąd to? Spóźniłaś się… ile? Sześć godzin! Nie masz mi nic do powiedzenia?

Lena wyjęła słuchawki i wzruszyła ramionami.

O co tyle hałasu?

Przecież obiecałaś! Jagoda była niemal zrozpaczona. Miałaś posiedzieć ze Stasiem!

Lena, marząc już tylko o łóżku, burknęła przez zaciśnięte zęby:

No, nie wyszło. Nikt nie umarł. Przecież byłaś w domu.

Ostrzegałam cię od tygodnia, iż dziś musisz zająć się bratem! Tata jest na nocnej zmianie, nie zdąży, a ja muszę do babci. Nie jest ci żal brata, babci? I matki ci nie żal! mama podniosła głos.

No, nie umiała Lena! Posiedziała z koleżankami z uczelni, potem Bartek zaproponował wszystkim nocną imprezę u niego choćby nie zauważyła, jak minęły godziny. Zapomniała się.

Tak Lena próbowała usprawiedliwić się sama przed sobą.

Bo przecież telefon się nie rozładował sama go wyłączyła.

Obiecałam, mamo, ale potem zmieniłam plany.

Dmuchnij! zarządziła mama.

Co, teraz tu więzienie? Lena przewróciła oczami.

Piłaś podsumowała mama. Imprezy ważniejsze niż rodzina.

Lena nie wytrzymała.

Tak, ważniejsze! Nigdy nie zgodziłam się być wam nianią i nie zamierzam niańczyć brata. Róbcie to sami. Chcieliście się pobawić w rodziców na stare lata, to się bawcie. Ja mam swoje życie.

Ojciec, który nigdy na Lenę nie krzyczał, choćby nie podnosił głosu, wysłuchał w milczeniu i w końcu powiedział spokojnie:

Nie chcieliśmy zrobić z ciebie niani. Rzadko o coś cię prosimy! Dziś bardzo potrzebowaliśmy, a ty obiecałaś… Lena, spóźniłaś się sześć godzin. Wyłączyłaś telefon. Jeszcze masz pretensje?

Nie mam żadnych pretensji, ale Staś to wasza odpowiedzialność. Byłam z przyjaciółmi. Wszyscy poszli, miałam zostać sama?

Lena nie była przeładowywana obowiązkami. Do niedawna była jeszcze uczennicą liceum, dzieckiem, teraz studiowała na wymagającym kierunku na Uniwersytecie Warszawskim. Rodzice to rozumieli, żałowali jej.

Ale Lena rzadko żałowała kogokolwiek.

Wiesz, co gorsza? wtrąciła się mama. To, iż przez ciebie nie pojechałam do babci. Ona choćby obiadu sobie nie ugotuje! A ja nie mogę wciąż rozrywać się między trzyletnim dzieckiem a chorą matką!

Lena, rozplatając wymyślny warkocz, który zaplatała jej koleżanka z roku, rzuciła chłodno:

To twój problem, mamo. To ty chciałaś jeszcze dziecko na starość. Sama się nim zajmuj. Nic wam nie jestem winna.

Słowa były tak bolesne, iż aż ojciec drgnął.

Lena, to już przesada.

Dlaczego przesada? Studiuję. Powinnam nawiązywać kontakty, zdobywać przyjaciół, znaleźć kiedyś męża. A nie siedzieć w domu z wami i bawić się z waszym synem!

Ojciec posadził ją przy stole.

Lena, usiądź… Posłuchaj mnie. Nikt cię nie prosił, żebyś była nianią na pełen etat. Poprosiliśmy cię o przysługę. Nie o pracę o pomoc rodzinie. Sama się zgodziłaś.

Lena, która zaczęła już otwartą kłótnię, z irytacją rzuciła:

Zgodziłam się, a potem zmieniłam zdanie. Tak bywa. Życie potrafi zaskoczyć.

Owszem, życie się zmienia, ale tu to ty sama zmieniłaś plany, nie mówiąc nam nic ojciec odpowiedział spokojnie. Rozumiem, iż studiujesz. Rozumiem masz przyjaciół. Ale, Lena, jesteś częścią tej rodziny. Nikt cię nie zamyka. Ale czasami też potrzebujemy pomocy. Czy naprawdę nie możesz znaleźć kilku godzin w tygodniu, by pobyć z bratem? Żebyśmy mogli do lekarza, czy choćby do babci?

Lena przerwała mu, podrzucając głową, a z jej włosów posypały się wsuwki.

Nie.

Dlaczego?

Bo to nie moja odpowiedzialność, tatusiu. Nie muszę poświęcać swojego życia, gdy wy tego chcecie.

W środku Lena była już gotowa na wielką awanturę wiedziała, iż zaraz rodzice wybuchną…

Dobrze powiedział nagle ojciec bardzo spokojnie. Usłyszałem cię.

Hę? Usłyszał? Gdzie te krzyki? Gdzie zabieranie telefonu? Gdzie moralizowanie, iż kiedyś pożałuje tych słów, gdy rodziców zabraknie?

I co, to już wszystko? zapytała zdezorientowana.

Tak. To wszystko na dziś.

Lena, nieco zaskoczona, iż tak łatwo ją puścili, poszła gwałtownie do łazienki zmywać makijaż, potem spać, tylko spać Wieczór był bardzo męczący. I jeszcze rodzice się czepiają!

Rodzice w sypialni nie skończyli rozmowy.

Andrzej, jak ona może być taka bez serca? spytała z bólem Jagoda. Wydawało się, iż wychowaliśmy ją normalnie, jak wszyscy… Nigdy nie żałowaliśmy, bez powodu nie zakazywaliśmy. Nie tyranizowaliśmy! A mam wrażenie, iż ona nas po prostu nie kocha… I co teraz? Mamy ją błagać, by zechciała posiedzieć z bratem?

Nie Andrzej pokręcił głową. Błagać jej nie będziemy. Skoro uważa, iż nic nam nie jest winna, to i my jej nic nie będziemy winni. Przynajmniej do czasu, aż zrozumie, czym jest samodzielne życie.

***

Poranek nie zaczął się od kawy, ale z uczuciem, jakby wczorajsza kłótnia wcale się nie skończyła.

Lena pierwsza wyszła do kuchni. Wypiła wodę. Skubnęła nieapetyczne kanapki, zostawione od wczoraj w lodówce. Gdy weszła matka niosąca Stasia, Lena natychmiast sięgnęła po telefon, by nie zaczynać kolejnej rozmowy. Ale matka jadła śniadanie w milczeniu. Potem pojawił się ojciec, choćby się przywitał:

Dzień dobry rzucił w stronę Leny.

Ooo, choćby się do mnie odzywają Lena nieco zgryźliwie odwzajemniła powitanie.

Ojciec otworzył plik, w którym wyliczali wszystkie rodzinne wydatki i dochody.

Lena, musimy porozmawiać.

Przewróciła oczami.

Znowu o odpowiedzialności? Już mówiłam, iż nie…

Nie o odpowiedzialności, Lena. A może i o niej, ale przede wszystkim o pieniądzach. Od tego miesiąca oczekujemy twojego udziału w kosztach za jedzenie i rachunki. Twój udział w naszych wydatkach.

Lena uśmiechnęła się kąśliwie, pewna, iż ojciec próbuje rozładować wczorajszy konflikt dziwnym żartem. Co wieczorem ona im zszargała nerwy, rano oni jej. Równowaga w przyrodzie.

Ha, tata, żarty ci nie wychodzą. Nie dam się nabrać.

Ale ojciec wyglądał na przygotowanego.

To nie żarty, Lena. Od dziś, jako dorosła osoba, płacisz za siebie. Za wszystko.

Staś, który rozsmarowywał śniadanie po stole, naburmuszył się. Niby nie rozumiał wydatków, ale ton głosu przeraził wszystkich przy stole.

Co? Lena aż zastygła.

Sama powiedziałaś, iż nic nam nie jesteś winna. W porządku. To i my nic ci nie musimy zapewniać. Od tego miesiąca płacisz za jedzenie, swoją część czynszu i przede wszystkim za swoje studia.

Lena już widziała, iż ojciec mówi poważnie. Chyba naprawdę się na nią obrazili bardziej, niż myślała.

Tata, ty siebie słyszysz? Jasne, już mnie nie karmcie, ale studia? Przecież to świętość. Nigdy sobie nie wybaczysz, jeżeli nie skończę uniwersytetu. Znam cię.

Mogę, Lena. Jesteś dorosła, masz dziewiętnaście lat. Dorośli sami płacą za siebie. Zawsze powtarzaliśmy, iż póki się uczysz i mieszkasz z nami, będziesz miała naszą pomoc. Ale to zaufanie opiera się na wzajemnym szacunku i zaangażowaniu w życie rodziny. Odmówiłaś uczestnictwa, więc i nasza pomoc się kończy w każdej dziedzinie.

Jagoda spojrzała na Andrzeja Czy nie przesadziliśmy?.

Lena, trzymając w ręku plaster sera, cisnęła nim z powrotem na talerz. Zerwała się nagle od stołu.

To nie jem! Jeszcze jakieś długi na mnie naciągniecie!

Posiłek skończyli we troje. Lena ubrała się w swoim pokoju, głośno hałasując szafami i szufladami, i wybiegła na zajęcia, które póki co były jeszcze opłacone.

Nie przesadziliśmy? zapytała cicho Jagoda.

Andrzej żuł ser, który utknął mu w gardle. W końcu warknął:

W sam raz, Jagoda! Nikt nikomu nic nie jest winien? To od dziś według prawa dorosła. Niech sama za siebie płaci. Tak trzeba, chociaż boli. Bo zbyt łatwo jej się żyje na koszt innych…

Teraz z rodzicami Lena mijała się rzadko. Wychodziła rano, wracała późno. W domu już wcale nie jadła. Jagoda choć Andrzej zabronił próbowała nieśmiało dopytać, czy córka nie chodzi głodna, ale Lena spoglądała tylko urażonym wzrokiem i odchodziła.

Znalazła dorywczą pracę w kawiarni. Najpierw zastąpiła koleżankę, potem ta rzuciła całkiem. Lena po zajęciach cztery godziny roznosiła zamówienia po sali, ale miała własne pieniądze.

Rodzice martwili się, choć byli nieugięci.

Znowu choćby na kolację nie przyszła, Andrzejku. Głodna chodzi. Wychowanie wychowaniem, ale dokąd ona się tak zapędzi… martwiła się Jagoda.

Minie jej, Jagoda. Zrozumie, iż w rodzinie każdy każdemu pomaga. Pokaże swoją dumę i przestanie.

I w trzecim miesiącu tej wzajemnej zimnej wojny Lena wreszcie powiedziała:

Dobrze, uznajcie, iż wygraliście. Nie mogę już po zajęciach tyle harować, a płacą mało… Zgadzam się siedzieć ze Stasiem. Kilka razy w tygodniu, po trzy godziny. To będzie moja praca w domu. Oto pieniądze na opłaty zebrałam, ile mogłam.

Położyła na stole dziesięć tysięcy złotych. Więcej nie miała. Ale rodzice tych pieniędzy nie przyjęli.

Lena… nie chcieliśmy cię zranić. Nie jesteśmy szantażystami powiedziała cicho Jagoda. Opiekowaliśmy się tobą nie z obowiązku, bo tak mówi prawo, ale dlatego, iż jesteśmy twoimi rodzicami i kochamy cię. Odpowiedz nam choć czymś podobnym. Współuczestnictwem.

Zrozumiałam… Przepraszam… Lena sama mocno ich objęła.

Tak wszyscy pamiętają tamten trudny czas, gdy każdy chciał być istotny tylko dla siebie. Ale rodzina, to zawsze rodzina.

Idź do oryginalnego materiału