Operacja mogła uratować mu życie i zabrać głos. Dziś mija 19 lat od śmierci ikony polskiego bigbitu

kobieta.gazeta.pl 2 godzin temu
Marzył o zostaniu aktorem, ojciec wróżył mu karierę prawnika, a matka chciała, by został księdzem lub lekarzem. Ostatecznie Jacek Lech żadnej z tych dróg nie obrał, spełnienie odnalazł bowiem w muzyce. Z miłości do śpiewania zrezygnował choćby z operacji, która mogła ocalić mu życie, bo istniało ryzyko, iż utraci głos. Dziś mija 19. rocznica jego śmierci.
Leszek Zerhau, bo tak naprawdę nazywał się artysta, na świat przyszedł 15 kwietnia 1947 roku w Mikuszowicach, zwyczajowej dzielnicy Bielska-Białej. Już jako dziecko przejawiał artystyczne zdolności i marzył o występach przed publicznością. Chętnie brał udział w szkolnych przedstawieniach, uczęszczał też na zajęcia amatorskich teatrów, bo jego największym pragnieniem było studiowanie aktorstwa w łódzkiej filmówce. Rodzice stanowczo odradzali mu podążanie tą drogą. Jego ojciec chciał, by zdobył solidne wykształcenie, dlatego rekomendował mu wybranie prawa, z kolei matka widziała go w roli lekarza lub księdza. Jednak, obserwując jego niezrażony niczym zapał, pozwolili, by próbował swoich sił we wszystkich dziedzinach, na które tylko miał ochotę. Tak też było, gdy w szkole średniej powołał do życia swój pierwszy zespół.

REKLAMA







Zobacz wideo "Gwiazd na miarę Grażyny Torbickiej już nie będzie". Marcin Prokop w "Z bliska"



Do szkoły filmowej nie dostał się, choć próbował dwa razy. kooperacja z Czerwono-Czarnymi otworzyła mu drzwi do estrady
Muzyka była drugą po aktorstwie pasją Leszka, od dziecka śpiewał i grał na różnych instrumentach, w tym przede wszystkim na skrzypcach. Pierwszy sukces odniósł w wieku 17 lat, wygrywając jazzowy konkurs "Mikrofon dla wszystkich", ale wtedy nie myślał o zostaniu profesjonalnym wokalistą. Po pomyślnym zdaniu matury aspirował na studenta łódzkiej szkoły filmowej, ale został odprawiony z kwitkiem i to aż dwukrotnie. Los miał dla niego bowiem zupełnie inny plan. Współpracę zaproponował mu wtedy bigbitowy zespół Czerwono-Czarni, do którego dołączył w roli solisty.


Już jedna z pierwszych ich wspólnie wydanych piosenek "Bądź dziewczyną moich marzeń" okazała się ogromnym hitem i zawładnęła sercami słuchaczy i list przebojów. Potem furorę zrobił utwór "Pozwólcie śpiewać ptakom", za który na festiwalu w Opolu otrzymał wyróżnienie. Jako członek składu zwiedził kawał świata, wyjeżdżając na tournée do Niemiec, Jugosławii, Kanady i Stanów Zjednoczonych. Co ciekawe, miał choćby okazję supportować legendarną grupę The Rolling Stones podczas jej koncertu w stolicy Polski.
Żyłem lepiej niż moi rówieśnicy, ale ja wtedy nie dbałem o pieniądze. Chciałem tylko śpiewać
– opowiadał w rozmowie z portalem bielskobiala.naszemiasto.pl. Choć jego kooperacja z Czerwono-Czarnymi układała się bez zarzutów, a przynajmniej według oficjalnej narracji, to w końcu zaczął myśleć o tym, by rozwinąć karierę w nieco innym kierunku. Pod koniec 1972 roku, po zakończonej sukcesem trasie po Związku Radzieckim, rozstał się więc z muzykami, by na początku kolejnego roku powołać do życia własną kapelę.
Wypadek przerwał karierę Jacka Lecha. Groziło mu choćby kalectwo
Założenie Nowej Grupy miało być punktem zwrotnym w karierze Jacka Lecha, bo pod takim pseudonimem funkcjonował w branży, i faktycznie było, ale nie na długo. Niedługo później uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu, który na długi czas zupełnie wykluczył go z działalności artystycznej. Mimo iż lekarze nie dawali mu zbyt wielkich nadziei na powrót do zdrowia, w wywiadach opowiadał, iż groziło mu choćby kalectwo, to nie załamał się. Intensywna rehabilitacja, trwająca blisko rok, przyniosła pożądane efekty i w końcu powrócił zarówno do sił, jak i na estradę, wydając solowy album "Bądź szczęśliwa". Już wtedy nazywany był "złotym głosem PRL-u".



Koncertowałem m.in. w Jugosławii, Czechosłowacji, Mongolii, na Węgrzech i wielokrotnie w ośrodkach polonijnych w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie
– wspominał w "Angorze" ten czas. W trudnych chwilach wiernie trwała przy nim Lucyna Owsińska, wokalistka zespołu Pro Contra, która została jego pierwszą żoną. Choć mieli opinię idealnie dobranych, po 6 latach ich małżeństwo przeszło do historii. Artysta związał się wówczas z niejaką Zofią, ale tuż po ślubie okazało się, iż nie potrafią się dogadać z powodu odmiennych charakterów. Gdy zaproponował jej rozwód, licząc, iż rozstaną się w przyjacielskich stosunkach, odmówiła. I tak zaczęła się trwająca latami batalia. – Przez długi czas nie chciała mi dać rozwodu – opowiadał. To jednak do miłości wcale go nie zraziło.
Na co zmarł Jacek Lech? Od nikotyny uzależnił się jeszcze jako nastolatek
Pewnego razu podczas zakupów w jednym ze sklepów w rodzinnej miejscowości w oko wpadła mu Urszula Kopeć. Obydwoje mieli już bagaż życiowych doświadczeń, dlatego w ten związek weszli bez większych oczekiwań. Wspólnie cieszyli się z sukcesów i razem zmagali się z problemami, a tych mieli całkiem sporo. Gdy w połowie pierwszej dekady lat 2000. zaczęli myśleć o ślubie, wokaliście zaczęły doskwierać problemy ze zdrowiem. Poszedł na rutynowe badania, a diagnoza okazała się szokująca - nowotwór przełyku. Dopiero wtedy wyjawił, iż od palenia papierosów był uzależniony od 12 roku życia. Podobno próbował odstawić nikotynę, ale za każdym razem nieskutecznie, bo jej brak, jak twierdził, negatywnie odbijał się na jego głosie.


Próbowałem, ale to mi szkodziło na struny głosowe, które były przyzwyczajone do tytoniu. Jak przestawałem palić, miewałem coraz większe chrypy, bo struny głosowe były uzależnione od nikotyny
– tłumaczył. Sytuacja była na tyle poważna, iż specjaliści zalecili mu operację usunięcia guzów, na którą się nie zgodził. Bał się, iż jeżeli coś pójdzie nie po ich myśli, straci głos. Poddał się za to chemioterapii i naświetlaniu, których rezultaty nie były szczególnie zadowalające. Dopiero wtedy za namową ukochanej oraz bliskich postanowił, iż podda się zabiegowi. Niestety, w tym czasie jego organizm był już wycieńczony walką z chorobą, przez co nie wybudził się z narkozy. Jacek Lech zmarł 25 marca 2007 roku w jednym z katowickich szpitali. W chwili śmierci miał 59 lat.
Idź do oryginalnego materiału