Nie była sama. Prosta opowieść
Późny zimowy poranek rozjaśniał się powoli. Dozorca wydawał donośne dźwięki szorując łopatą śnieg na podwórku.
Drzwi klatki schodowej co chwilę trzaskały, wypuszczając ludzi pędzących do pracy.
Kot Franek siedział na parapecie i z wysokości szóstego piętra przyglądał się temu wszystkiemu.
W swoim poprzednim życiu Franek był finansistą, a w tamtych czasach nie interesowało go nic poza pieniędzmi.
Dopiero teraz zrozumiał, iż w życiu są rzeczy ważniejsze.
Wiedział już, iż nie ma nic cenniejszego niż życzliwe spojrzenie, ciepło serca oraz dach nad głową. Reszta przyjdzie sama.
Franek zerknął za siebie na starym kanapie spała babcia Genowefa, jego dobrodziejka.
Zeskoczył z parapetu i położył się przy jej głowie, na skraju poduszki, przytulając się miękkim, ciepłym futrem do jej włosów.
Wiedział, iż co rano babcię Genowefę boli głowa i starał się zrobić dla niej wszystko, co tylko mógł.
Franku, ty to jesteś prawdziwy doktor po chwili staruszka otworzyła oczy, czując ciepły ciężar znów ból przeszedł, z ciebie to jest mistrz, dziękuję ci, jak ty to robisz, co?
Franek niedbale machnął łapą, jakby chciał dać znać, iż dla niego to pestka, iż stać go na jeszcze więcej!
Wtedy z przedpokoju dało się słyszeć ciche pomrukiwanie. To pies Reksio odezwał się z zazdrości.
Reksio był wiernym i oddanym przyjacielem babci Genowefy od wielu lat.
Za każdym razem, gdy tylko ktoś nieznajomy pojawiał się na klatce, szczekał głośno ostrzegawczo. Żeby wszyscy wiedzieli, iż babcia Genowefa jest pod dobrą opieką.
I dlatego w domu czuł się panem.
Ciekawe, kim on wcześniej był? Pewnie brygadzistą albo milicjantem myślał Franek, patrząc na Reksia taki hałaśliwy z niego gość. No ale niech szczeka, może faktycznie dzięki niemu jest bezpieczniej!
Och, wy moje kochane, co ja bym bez was zrobiła westchnęła, podnosząc się z trudem z kanapy babcia Genowefa zaraz was nakarmię, potem pójdziemy na spacer.
A jak przyjdzie emerytura kupimy sobie kurczaka.
Słowo kurczak wywołało ogólną radość.
Kot rozmasowywał łapami kanapę, głośno mrucząc i trącając dużą głową wychudzoną dłoń staruszki.
Ty łobuzie, wszystko rozumiesz, rozczuliła się babcia. Pies zaszczekał, jakby chciał powiedzieć, iż on też pojął sytuację i kopnął ją wilgotnym nosem w kolana.
Ech, to przecież żywe dusze. Dzięki nim w domu jest cieplej i człowiek czuje się mniej samotny myślała z uśmiechem staruszka.
Co będzie potem, jak mnie zabraknie nie wiadomo. Każdy mówi co innego, spróbuj się tu połapać.
A chciałabym być kotką, żeby trafić do dobrych ludzi. Psem chyba nie dałabym rady, za głośno szczekają a ja cicha jestem. Chociaż… kto wie. Ale kotką byłabym dobrą, łagodną. Tyle, żeby tylko do dobrych ludzi trafić.
Phi, babcia Genowefa otrząsnęła się z rozmyślań człowiekowi na starość do głowy przychodzą takie dziwne myśli.
Nie zauważyła nawet, jak kot, uśmiechając się chytrze pod wąsikiem, rzucił porozumiewawcze spojrzenie psu.
No proszę, kotką by chciała być, a nie psem.
Bo Franek potrafił odczytać myśli, co wcale nie było najgorszym prezentem od losu.
I tak to już bywa doceniamy prawdziwe szczęście dopiero wtedy, gdy nauczymy się kochać i dzielić ciepłem z innymi.





