Ona nie była sama. Zwyczajna opowieść Zimowy świt wstawał późno. Pracowici dozorcy z hałasem odgarniali śnieg na podwórzu. Drzwi klatki schodowej co chwilę trzaskały, wypuszczając ludzi śpieszących do pracy. Kot Felek siedział na parapecie szóstego piętra i z góry obserwował, co się dzieje. W poprzednim życiu Felek był finansistą i poza pieniędzmi nic go nie interesowało ani nie zaprzątało jego myśli. Teraz jednak zrozumiał, iż są w życiu sprawy ważniejsze. Już wiedział, iż nie ma nic cenniejszego niż dobre spojrzenie, ciepło serca i dach nad głową. Reszta przyjdzie sama. Kot Felek zerknął za siebie – na starym tapczanie spała babcia Władka, jego wybawicielka. Felek zeskoczył z parapetu i położył się przy jej głowie, na brzegu poduszki, przytulając się miękkim, ciepłym futrem do jej skroni. Wiedział, iż każda poranna migrena dokucza babci Władce, i starał się pomóc, jak tylko potrafił. – Felku, ty to masz lecznicze łapki – po chwili babcia uchyliła oczy, czując miękkie kocie ciało – znów zabrałeś mi ból, co za z ciebie pomocnik, jak ty to robisz? Kotem poruszył łapką, jakby chciał powiedzieć, iż to dla niego błahostka, a jeszcze niejedno potrafi! Wtedy jednak z przedpokoju dobiegło ciche mruczenie – to zazdrosny głos psa Gustlika. Gustlik był wiernym przyjacielem babci Władki od lat. Zawsze, kiedy słyszał obce kroki, obszczekiwał ostrzegawczo, żeby wiedzieli, iż babcia Władka ma solidną ochronę. I dlatego uważał się za pana domu. „Kto on był wcześniej? Kierownikiem budowy, może milicjantem?” – myślał Felek, patrząc na Gustlika – „Jakiś hałaśliwy, ale niech mu będzie – dobrze, iż szczeka, może faktycznie z nim bezpieczniej!” – Ech, moje skarby, co ja bym bez was zrobiła – westchnęła babcia Władka, z trudem podnosząc się z tapczanu – zaraz was nakarmię i wyjdziemy na dwór. A jak mi dadzą niedługo emeryturę, to kupimy kurczaka. Słowo „kurczak” wywołało powszechną radość. Kot sprężyście ugniatał tapczan łapkami, mrucząc głośno i ocierając się dużą głową o drobną, artretyczną dłoń babci. – Oj ty łobuziaku, rozumiesz każde słowo – rozczuliła się babcia. Pies szczeknął, pokazując, iż też wszystko rozumie, i trącił wielkim, mokrym nosem jej kolano. „Ech, żywe te nasze dusze, z nimi w domu cieplej, na sercu lżej i nie tak samotnie”, uśmiechnęła się w duchu staruszka. „Jak odejdę, to co potem będzie – nie wiadomo. Tyle się mówi, a spróbuj to wszystko zrozumieć…” „A ja bym chciała być kotem, żeby mnie dobrzy ludzie przygarnęli. Psem pewnie bym nie umiała – szczekać głośno nie potrafię, cicha jestem. Choć, kto wie… Ale kotem byłabym miłym, przytulnym. Byle do zostać z dobrymi ludźmi.” – Phi, co za pomysły przychodzą do głowy – oprzytomniała babcia Władka – ot, starość, swoje robi. Nie zauważyła nawet, jak Felek z uśmiechem spojrzał z wąsem dumnie na psa. O, kotem chce być, nie psem. A on już teraz potrafi czytać w myślach – to chyba całkiem niezła dodatkowa umiejętność. Tak oto toczy się życie.

polregion.pl 1 dzień temu

Nie była sama. Prosta opowieść

Późny zimowy poranek rozjaśniał się powoli. Dozorca wydawał donośne dźwięki szorując łopatą śnieg na podwórku.

Drzwi klatki schodowej co chwilę trzaskały, wypuszczając ludzi pędzących do pracy.

Kot Franek siedział na parapecie i z wysokości szóstego piętra przyglądał się temu wszystkiemu.

W swoim poprzednim życiu Franek był finansistą, a w tamtych czasach nie interesowało go nic poza pieniędzmi.

Dopiero teraz zrozumiał, iż w życiu są rzeczy ważniejsze.

Wiedział już, iż nie ma nic cenniejszego niż życzliwe spojrzenie, ciepło serca oraz dach nad głową. Reszta przyjdzie sama.

Franek zerknął za siebie na starym kanapie spała babcia Genowefa, jego dobrodziejka.

Zeskoczył z parapetu i położył się przy jej głowie, na skraju poduszki, przytulając się miękkim, ciepłym futrem do jej włosów.

Wiedział, iż co rano babcię Genowefę boli głowa i starał się zrobić dla niej wszystko, co tylko mógł.

Franku, ty to jesteś prawdziwy doktor po chwili staruszka otworzyła oczy, czując ciepły ciężar znów ból przeszedł, z ciebie to jest mistrz, dziękuję ci, jak ty to robisz, co?

Franek niedbale machnął łapą, jakby chciał dać znać, iż dla niego to pestka, iż stać go na jeszcze więcej!

Wtedy z przedpokoju dało się słyszeć ciche pomrukiwanie. To pies Reksio odezwał się z zazdrości.

Reksio był wiernym i oddanym przyjacielem babci Genowefy od wielu lat.

Za każdym razem, gdy tylko ktoś nieznajomy pojawiał się na klatce, szczekał głośno ostrzegawczo. Żeby wszyscy wiedzieli, iż babcia Genowefa jest pod dobrą opieką.

I dlatego w domu czuł się panem.

Ciekawe, kim on wcześniej był? Pewnie brygadzistą albo milicjantem myślał Franek, patrząc na Reksia taki hałaśliwy z niego gość. No ale niech szczeka, może faktycznie dzięki niemu jest bezpieczniej!

Och, wy moje kochane, co ja bym bez was zrobiła westchnęła, podnosząc się z trudem z kanapy babcia Genowefa zaraz was nakarmię, potem pójdziemy na spacer.

A jak przyjdzie emerytura kupimy sobie kurczaka.

Słowo kurczak wywołało ogólną radość.

Kot rozmasowywał łapami kanapę, głośno mrucząc i trącając dużą głową wychudzoną dłoń staruszki.

Ty łobuzie, wszystko rozumiesz, rozczuliła się babcia. Pies zaszczekał, jakby chciał powiedzieć, iż on też pojął sytuację i kopnął ją wilgotnym nosem w kolana.

Ech, to przecież żywe dusze. Dzięki nim w domu jest cieplej i człowiek czuje się mniej samotny myślała z uśmiechem staruszka.

Co będzie potem, jak mnie zabraknie nie wiadomo. Każdy mówi co innego, spróbuj się tu połapać.

A chciałabym być kotką, żeby trafić do dobrych ludzi. Psem chyba nie dałabym rady, za głośno szczekają a ja cicha jestem. Chociaż… kto wie. Ale kotką byłabym dobrą, łagodną. Tyle, żeby tylko do dobrych ludzi trafić.

Phi, babcia Genowefa otrząsnęła się z rozmyślań człowiekowi na starość do głowy przychodzą takie dziwne myśli.

Nie zauważyła nawet, jak kot, uśmiechając się chytrze pod wąsikiem, rzucił porozumiewawcze spojrzenie psu.

No proszę, kotką by chciała być, a nie psem.

Bo Franek potrafił odczytać myśli, co wcale nie było najgorszym prezentem od losu.

I tak to już bywa doceniamy prawdziwe szczęście dopiero wtedy, gdy nauczymy się kochać i dzielić ciepłem z innymi.

Idź do oryginalnego materiału