ON BYŁ LEPSZY OD WIDZĄCYCH

twojacena.pl 2 dni temu

Czy naprawdę się pani zgadza? usłyszałam w słuchawce męski, modlący się głos.
Dobrze, spróbujmy odpowiedziałam z lekką zadziornością.

Miałam dwadzieścia lat, studiowałam na Uniwersytecie Warszawskim i szukałam dorywczego zajęcia. W gazecie Gazeta Wyborcza natknęłam się na ogłoszenie: Ślepy nauczyciel historii poszukuje pomocnicy.
Poczułam wielki żal dla nieznajomego niewidomego i od razu zadzwoniłam.

Następnego dnia stanęłam przed jego drzwiami w kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu. Niepewnie pukałam. Drzwi otworzyły się, a przede mną stanął mężczyzna w średnim wieku, z łagodnym uśmiechem.

Proszę wejść, dziewczyno. Jak się panie nazywa? odezwał się niewidomy.
Bogna. A pan? nieco się zawstydziłam.
Michał Bogdanowski.

Potrzebuję twojej pomocy, Bogunio. Te perfumy, które nosisz, zapierają dech w piersiach. Nauczam historii na uniwersytecie i chciałbym, żebyś wieczorami czytała mi notatki. Będę je zapamiętywał. Zajęcia mam trzy razy w tygodniu. Umowa? Michał Bogdanowski zawsze tak mnie nazywał.

Wkroczyłam do jego mieszkania. Było czyste, uporządkowane, bez zbędnych rzeczy. Michał miał nieco ponad czterdzieści lat, był zadbany i niezwykle przyciągający.

Zaczynamy, panie profesorze nie mogłam się już doczekać, by zabrać się do pracy.

Przeszły wrzesień, luty, maj. Nadeszły ferie. Michał zwolnił mnie do września. Z euforią pojechałam nad Bałtyk, do Mielna. Po tygodniu już zapomniałam o swoim niewidomym podopiecznym. Poznałam młodego mężczyznę, z którym niedługo miała wziąć ślub. Termin ceremonii ustalono na koniec sierpnia.

Wtedy zadzwonił Michał Bogdanowski:

Bogunio, przyjdź jutro.
Nie mogę, wyjeżdżam za mąż. Przygotowuję się do ślubu odpowiedziałam radośnie.
Za mąż? Tak szybko? Wydaje mi się, iż się pospieszyłaś w jego głosie zabrzmiało rozczarowanie. Proszę, przyjdź! namawiał mnie.
Dobrze, wpadnę niechętnie zgodziłam się.

Następnego dnia, w upalny sierpniowy poranek, Michał otworzył przede mną drzwi w przedpokoju.

Rozpoznaję twój zapach, Bogunio. Wejdź zaprosił mnie.
Mój narzeczony też uwielbia te perfumy odparłam z błahym uśmiechem.
Czy zostaniemy razem jeszcze przez rok akademicki? Nie mogę już bez ciebie żyć. Zgódź się błagał, nieco rozpaczliwie.
Dobrze, zaczynamy odpowiedziałam rzeczowo.

Im częściej spotykałam się z nauczycielem, tym mniej chciałam poślubić wybranka. niedługo wycofałam się z urzędu stanu cywilnego, a narzeczonemu przekazałam rezygnację. Bo przecież panna nie musi być żoną, a choćby może się rozwieść

Z czasem przeszliśmy na ty. Gdy czytałam Michałowi notatki, delikatnie trzymał mnie za rękę. Zamykał oczy i wciągał zapach moich przyciągających perfum. Było nam przyjemnie i przytulnie razem.

Pewnego zimowego popołudnia przybyłam zmarznięta i poprosiłam o gorącą herbatę. Michał włożył mnie do swojego fotela, otulił kołdrą:

Usiądź, Bogunio, już wracam.

Poszedł do kuchni, po chwili wrócił z tacy. Ostrożnie położył ją na stole, a na niej leżały kawałki pomarańczy i kieliszek koniaku.

Spróbuj, od razu się rozgrzejesz.

Pijąc powoli, patrzyłam na niego i poczułam potrzebę objąć tego niezwykłego mężczyznę, otulić, zatroszczyć się. Gdy koniak opróżnił się, Michał podszedł bliżej, namiętnie mnie pocałował i przytulił:

Zostań ze mną. Dam ci cały świat. Nie śmiej się.
Nie śmieję się, Michału. Jesteś taki delikatny! Kręci mi się w głowie odpowiedziałam, czując spokój przy jego bliskości.

Michał szeptał, dotykając końcówek palców:

Ślepy wszystko słyszy, głuchy wszystko widzi.

Rano przyszła matka Michała, która zawsze przychodziła rano, gotowała i sprzątała. Gdy zobaczyła mnie w łóżku, nie wydała się zdziwiona.

Dzień dobry, mamo. Wciąż leżymy z Bogunią zawołał radośnie jej syn.
Nie ma sprawy, leżcie sobie. Zaraz zrobię wam śniadanie uśmiechnęła się i pobiegła do kuchni.

Michał, w nocy wspinałam się po niebie. Czy to możliwe? zapytałam zdumiona.
Boję się przyzwyczaić się do ciebie. Rozumiem, iż nie jesteś moją. To smutne, kochana rozmyślał.

Śniadanie gotowe, dzieci! krzyknęła z kuchni. Jemy kawę, kanapki, śmiejemy się.

Dziękuję, mamo. Dziś mam wykład, muszę się przygotować. Bogunio, czekam na ciebie odszedł Michał do swojego ulubionego fotela.

Matka, zamykając drzwi, szepnęła mi:

Bogna, mój syn naprawdę się w tobie zakochał. Wniosłaś raj do jego życia, nie chcę, by później poczuł piekło. Mówi się, iż ślepego nie wybiera się na dowódcę. Proszę, nie druzgaj jego duszy. Masz swoje widzące życie. Każdemu ślepemu wydaje się, iż w końcu ujrzy światło. Nie zwiększaj moich smutków. Nie wracaj już, Bogno. Ja coś wymyślę, uspokoję Michała.

Stałam w dezorientacji, nie wiedząc, co zrobić. Wiedziałam, iż nasz związek jest tymczasowy, nie ma szans na wspólne życie. Nie zaprosił mnie jednak do małżeństwa. Mimo to nie byłam gotowa nagle go porzucić, zdradzić. Również w nim się zakochałam, serce przywiązało się do niego.

Zaczęłam więc odwiedzać Michała wtedy, gdy jego matka nie była w domu. Nie chciałam mieć z nią kontaktu i czułam się winna, patrząc jej w oczy.

Mijał rok. Nasza miłość z Michałem stała się jeszcze silniejsza, nieprzerwana. Niewidomy mężczyzna dał mi światło. Powiedziałam wszystkim znajomym, iż wychodzę za ślepego. Pewnego dnia, przychodząc do niego, usłyszałam:

Bogunio, nie musimy już się spotykać. Wolny jestem, odejdź.

Rozdarła mnie rozpacz. Miłość rozpadła się na kawałki, łzy, histerie, dezorientacja. Myślałam, iż nie przetrwam rozstanie. Michał nie widział, nie słyszał tego koszmaru.

Dwa razy wyszłam za mąż. Była namiętność, miłość, przeżycia. Równego Michałowi już nie spotkałam.

Czasem najjaśniejsze światło przychodzi od tych, których nie widzimy, a prawdziwa wartość człowieka nie zależy od wzroku, ale od serca, które potrafi dostrzec piękno w ciemności.

Idź do oryginalnego materiału