On pewnym krokiem wygrał rozwód ale ojciec jego żony zastygł w sali sądowej
Zazwyczaj mężczyźni wychodzą z rozwodu złamani. Tymczasem Wiktor Nowicki promieniał, jakby trafił szóstkę w totka.
Na korytarzu Sądu Okręgowego w Warszawie poprawiał drogi włoski krawat, przekonany, iż zapewnił sobie spółkę, willę w Konstancinie i nieograniczoną wolność, zostawiając żonę, Jagodę, kompletnie bez środków.
Ale Wiktor zapomniał o jednym szczególe o ojcu Jagody. W szachach nie świętuje się zwycięstwa, póki król nie jest matowany. A król właśnie się zbliżał.
W zacisznej sali negocjacyjnej Wiktor pochylił się do swojego adwokata, Tomasza Lesińskiego:
Dziewięćdziesiąt procent płynnych aktywów. Spółka moja w całości. Nie spodziewałem się, iż tak łatwo się podda.
Tomasz, skrupulatny i chłodny jak chirurg, przesuwał dokumenty po ciężkim, dębowym stole.
Wiktor parsknął cichym śmiechem, wspominając, iż Jagoda choćby nie upomniała się o dom w Konstancinie, po czym napisał asystentce, żeby przygotowała szampana.
Czuł się niezwyciężony, nie mając pojęcia, iż ta wygrana może kosztować go coś znacznie większego niż same pieniądze.
Na sali numer 5 Jagoda siedziała spokojnie, skromnie ubrana, włosy spięte w idealny kok.
Wyglądała na pogodzoną z losem, ale w jej oczach tlił się chłodny błysk wyrachowania.
Niech bierze spółkę, dom powiedziała szeptem swojej adwokatce, Lenie Kaczmarek. On mierzy wszystko tym, co da się policzyć.
Oddam mu to, a on straci czujność. I wtedy go dopadnę.
Wiktor wszedł, niósł wokół siebie aurę triumfu. Z lekkim pobłażaniem uśmiechnął się do Jagody.
Niczego ci nie zabraknie rzucił z wyższością. Ale Jagoda pozostała niewzruszona.
W tej chwili weszła sędzia Elżbieta Majewska i sala zapadła w ciszę.
Jesteśmy zgromadzeni w celu ogłoszenia ostatecznego wyroku w sprawie Nowicki kontra Nowicka obwieściła formalnym tonem.
Umowa ewidentnie faworyzuje pozwanego, pana Nowickiego.
Tomasz chłodno skinął głową: Mój klient pragnie jedynie spokoju, Wysoki Sądzie.
Sędzia spojrzała uważnie na Jagodę:
Rezygnuje pani z praw do wspólnego domu oraz udziałów w spółce Nowicki & Partners. Czy to się zgadza?
Nie zależy mi na Nowicki & Partners odparła spokojnie Jagoda. Czyste odcięcie.
Wiktor poczuł przypływ tryumfu aż do chwili, kiedy drzwi sali zaskrzypiały i otworzyły się powoli.
Wszedł Zbigniew Zieliński, ojciec Jagody. Laska zabrzmiała o posadzkę jak miecz. Oczy natychmiast utkwił w Wiktorze.
Sprzeciwiam się rzucił spokojnie Zbigniew. Te aktywa nie należą do pana Nowickiego.
Wiktor prychnął: Starszy pan się myli. Emeryt, zegarmistrz z Pragi.
Zbigniew zignorował ironię, położył wysłużoną, skórzaną teczkę na stole przed Wiktorem.
Otwórz powiedziała nienaturalnie spokojnym tonem Jagoda.
W środku była czarno-biała fotografia oraz dokument: Rodzinny Fundusz Powierniczy Zieliński.
System Vector Logic, oprogramowanie i willa w Konstancinie wszystko zapisane na fundusz i przechodzące na Jagodę z chwilą rozwodu. Twarz Wiktora oblała się bladością.
Nie jest pan już właścicielem ani systemu, ani domu, ani firmy rzekł Zbigniew twardo.
Przez dziesięć lat wynajmował pan swoje życie. Okres najmu właśnie się zakończył.
Jagoda spokojnie poprawiła szminkę: Alimenty można przedyskutować, ale płacić ich nie zamierzam.
Tomasz gorączkowo wertował dokumentację:
Licencja cofnięta. Bez niej Nowicki & Partners nie jest nic wart.
Rządowy kontrakt anulowany. Szykuje się postępowanie o oszustwo.
Zbigniew oparł się na lasce: Ja naprawiam rzeczy. A pan, panie Wiktorze, jest już złamany.
To ja stworzyłem tę firmę! Ten kontrakt wart jest 400 milionów złotych! wrzasnął Wiktor.
Jagoda zrobiła krok do przodu:
Ten kontrakt opiera się na moim kodzie, Wiktorze. Na Vector Logic.
Przez dziesięć lat wyśmiewałeś mój nudny zawód, nigdy nie pozwalałeś mi świecić.
Ale to ja budowałam tę potęgę. Każda aktualizacja, każda nieprzespana noc to moja praca.
Ty zbierałeś laury.
Głos Zbigniewa poniósł się po sali niczym dzwon:
Licencja cofnięta. Nowicki & Partners nie ma prawa korzystać z systemu.
Wiktor opadł na krzesło. Jego upragniona wygrana wyparowała w jednej chwili.
Zaczął wrzeszczeć, gdy zrozumiał, iż kontrakt rządowy przepada bez licencji firma upada, grozi mu postępowanie karne, a wszystko, co zbudował, ginie na oczach.
Spokojny uśmiech Jagody nie pozostawał złudzeń: za chciwość trzeba zapłacić całą stawkę.
Sędzia Majewska zarządziła godzinę przerwy na naradę a Wiktor i Tomasz rzucili się rozpaczliwie ratować sytuację.
Fundusz powierniczy Zielińskich był szczelny pułapka tkana dekadę wcześniej.
Podważenie dokumentów potrwałoby lata, a anulowanie kontraktu oznaczało ryzyko procesu karnego.
Wiktor próbował błagać: 50/50, zwolnienie ludzi, prośby o ratowanie firmy.
Ale Jagoda widziała przez niego na wylot. Od lat śledziła każdy jego krok i znała każdą zdradę.
Zbigniew złożył ofertę: Wiktor podpisuje przekazanie Nowicki & Partners, opuszcza willę w Konstancinie, rezygnuje z funkcji prezesa, ale zachowuje wolność.
Odmówi czekają go zarzuty karne: oszustwo, defraudacja, cyberprzestępstwa. Przyciśnięty do ściany, Wiktor złożył podpis.
Potajemnie próbował wdrożyć opcję Samson zniszczenie serwerów spółki. Ale Jagoda przewidziała każdy ruch.
Ochronne zabezpieczenie, które odpalił, było pułapką; sygnał natychmiast trafił do wydziału cyberprzestępczości. Funkcjonariusze CBA zakuli go w kajdanki na miejscu.
Zrozumiał za późno, iż był przechytrzony na każdym etapie. Jagoda i Zbigniew wyszli z sądu zwycięsko.
Jagoda przejęła firmę, zmieniając nazwę na Vector Systems.
Kierowała nią cicho i skutecznie, dzieląc czas między zarządzanie, malarstwo i warsztat ojca.
Wiktor otrzymał 15 lat więzienia, jego luksusy i imperium przeszły do historii.
Na końcu pojął gorzką prawdę: sukces to nie władza i pośpiech, ale solidny fundament. A prawdziwymi panami czasu zostali zegarmistrz i jego córka.











