Olga zamykała właśnie leczo w słoikach, kiedy do domu wrócił jej partner. Jestem już w domu! krzyknął Szymon, wszedł do kuchni i stanął, patrząc z niedowierzaniem. A to co tutaj się dzieje? Co się dzieje? Leczo, tak jak prosiłeś! uśmiechnęła się Olga, starając się rozładować napięcie. Pytam się, co tu się wyprawia? Szymon zatoczył ręką krąg wskazując kuchnię. Wyjaśnisz mi w końcu, o co ci chodzi? Olga była wyraźnie zdziwiona. Dobrze wiesz, co mam na myśli powiedział już głośniej Szymon.
Olga patrzyła na Szymona z niedowierzaniem. Nie miała pojęcia, czym tym razem go rozdrażniła. Kuchnia i jadalnia były pełne misek, talerzy, garnków i słoików. Na kuchence gotował się wielki garnek pełen leczo, wokół unosił się zapach czosnku wymieszany z papryką. Po całej kuchni porozstawiane pojemniczki z przyprawami i pokrojonymi warzywami.
Olga stała przy desce do krojenia, siekała kolejne papryki, zamyślona jakby w transie, jakby cały ten chaos był czymś zupełnie normalnym.
Zamieszkali razem zaledwie cztery miesiące temu. Szymon przez długie lata mieszkał sam i zakończył ten rozdział życia wyłącznie dla niej. Miał nadzieję, iż uda im się stworzyć prawdziwy dom, choć nie brał pod uwagę wszystkich szczegółów tej codzienności.
Oboje byli po czterdziestce. Olga miała dorosłą córkę Weronikę która już pracowała. Szymon z poprzedniego małżeństwa miał dziesięcioletniego syna, Krzysia, z którym widywał się rzadko, bo chłopiec mieszkał z matką w Toruniu.
Wydawało się, iż los się do nich uśmiechnął odnaleźli siebie, by razem stworzyć ciepły kąt na stare lata.
Na początku Olga była pełna nadziei. Zrezygnowała z wynajmowanego mieszkania w Bydgoszczy i przeprowadziła się do mieszkania Szymona, gdy tylko zaproponował wspólne życie.
Starała się być dobrą partnerką. Marzyła, iż stworzy cichy azyl, pełen czułości i domowego ciepła, iż być może razem doczekają spokojnych jesieni życia.
Pierwsze tygodnie były jak bajka. Gotowała dla Szymona różne przysmaki, nierzadko padając potem ze zmęczenia, ale szczęśliwa. Sama z siebie była zaskoczona, skąd bierze w sobie tyle energii.
Bez wątpienia to było zakochanie.
Niestety, po kilku miesiącach Szymon zaczął się zmieniać. Coraz częściej wracał z pracy rozdrażniony. Wieczorami narzekał na drobiazgi raz na brudną filiżankę po herbacie, raz na źle pościelone łóżko, jeszcze innym razem na okruchy na podłodze.
Olga nie rozumiała, o co mu chodzi w domu był niemal idealny porządek, codziennie czekał świeży obiad, stół był zawsze nakryty. Chyba nie to jest najważniejsze myślała tylko to, iż mają siebie nawzajem. Pracowała na pełen etat i choć wracała godzinę przed nim, dawała radę ze wszystkim.
Na początku ignorowała jego niezadowolenie, ale z czasem zaczęło ją ono drażnić. Nie mówiła nic, miała tylko nadzieję, iż to minie. Czekała.
Odkąd pamiętała, zawsze robiła przetwory na zimę, choć starała się to robić, gdy Szymona nie było w domu. Często w weekendy jeździł z szwagrem naprawiać samochód lub odwiedzać swoją siostrę w Grudziądzu.
Tego dnia miał właśnie tam jechać, ale niespodziewanie wrócił wcześniej i zastał w kuchni istne pobojowisko, które do wieczora miało zamienić się w schludne słoiki pełne pachnącego leczo, szczelnie zawinięte w koce, żeby dobrze się zapasteryzowały.
Nie mógł znieść tego, co zobaczył.
Olga, proszę, ogarnij ten bałagan! krzyknął.
Zawsze sprzątam po gotowaniu, przecież wiesz! Z czego ta złość?
Bo jest duszno, śmierdzi octem i papryką w całym mieszkaniu!
To idź do pokoju, pooglądaj TVN czy coś, ja niedługo skończę.
Jestem głodny! Masz coś do jedzenia?
Zaraz ci odgrzeję powiedziała cicho, starając się panować nad głosem.
Znowu te same kotlety z makaronem? Trzeci dzień z rzędu?
Przykro mi, ja też nie mam ośmiu rąk! To leczo samo się nie zrobi. Chciałeś, żebym zrobiła! Padam dziś z nóg dwa razy leciałam do sklepu, taszczyłam te warzywa, a ty jeszcze mnie zrzędzisz!
Przestań się kłócić! warknął Szymon.
To ty się czepiasz. Proszę cię, uspokój się.
Mam tego wszystkiego dosyć!
Tego już było za dużo także dla niej.
A czego dokładnie masz dosyć? Domu, w którym jest ciepło, obiadu na stole, czystej pościeli? Dosyć mnie? To powiedz wprost!
Tak, mam dosyć! Nie potrzebuję twoich obiadów, twojego leczo i świeżej pościeli! krzyczał już na cały głos.
Wiesz co? Ja też mam dosyć! Wiecznie narzekasz, wszystko ci nie pasuje. Jesteś wiecznym pesymistą. Rzucasz rzeczami, robisz bałagan, a ode mnie oczekujesz porządku! choćby nie zawiozłeś mnie do warzywniaka, bo ważniejsze były auta i Sławek! To ty masz dosyć mnie? To świetnie, bo ja ciebie też!
Nie przywykł, by mu tak odpowiadać. Może urażały go słowa, może wyraz jej twarzy Ale wybuchnął. Pierwszy raz to się im zdarzyło.
Olga chciała początkowo coś jeszcze odpowiedzieć, ale powstrzymała się. Wiedziała, iż nie zdoła już odwrócić tej sytuacji.
Między nami koniec! rzuciła, wybiegając z kuchni.
Z trzęsącymi się z furii rękami zaczęła się pakować. To co mogła, zmieściła w dwie torby, gwałtownie przebrała się w dżinsy i wyszła z mieszkania.
Szymon choćby nie próbował jej zatrzymać ani przeprosić.
Tę noc spędziła u przyjaciółki, następnego dnia wynajęła mikroskopijną kawalerkę na Śródmieściu. Musiała wydać fortunę na zaliczkę, opłacić agencję, kupić brakujące sprzęty.
Nie pomyślała nawet, by wracać. Gdzieś w głębi serca miała nadzieję, iż Szymon zadzwoni, przyjdzie, powie, iż zrozumiał. Ale nie zadzwonił i nie szukał jej. Tylko wieczorem, tego dnia, wysłał SMS:
I co mam zrobić z tym leczo?
Rób, co chcesz! Już mnie to nie obchodzi! odpisała w złości.
Było jej żal tych słoików, tych pieniędzy wydanych na warzywa, żal niewykorzystanej pracy. Jeszcze pół godziny, jeszcze chwila i wszystko byłoby gotowe a skończyło się tak jak się skończyło.
Mijały dni, Olga zaczęła przyzwyczajać się do samotności. W końcu postanowiła odebrać resztę swoich rzeczy od Szymona i oddać mu klucz uczciwie, twarzą w twarz.
Mogła zrobić to, kiedy był w pracy, ale zadzwoniła, iż przyjdzie chciała mieć to już za sobą. Szymon stał już w progu, z miną zbitego psa. Był zagubiony, jakby sam nie wierzył w to, co się stało.
Mówił, iż kocha, iż żałuje, iż nie był sobą tamtego dnia. Ale czy gdyby kochał naprawdę, pozwoliłby na ciszę przez cały tydzień? Czy szukałby jej dopiero teraz?
Olga patrzyła, jakby widziała go pierwszy raz. Wiedziała, iż jeżeli raz ją zranił, będzie potrafił zrobić to drugi.
Szymonie, przestań okłamywać siebie i mnie! Gdybyś mnie kochał, zrobiłbyś coś więcej niż nic powiedziała spokojnie.
Przepraszam. Naprawdę, przepraszam Cię szepnął.
Musisz z tym żyć. Ja już swoje przeżyłam. Przyszłam tylko po swoje rzeczy.
Minęła go, weszła do mieszkania, zaczęła zbierać to, co zostało ulubioną herbatę z kuchennej szafki, różowy kubek od Weroniki, szampony z łazienki, pled, który dostała od siostry na urodziny.
Szymon snuł się za nią, próbując tłumaczyć, przepraszać, ale to już kilka znaczyło.
Tydzień milczenia wystarczył, by zrozumiała to już koniec.
Kiedy wszystko spakowała, zamówiła taksówkę. Szymon zastawił drzwi i wyszeptał:
Proszę, nie odchodź. Sam sobie nie poradzę.
Ja przy tobie tym bardziej nie. Olga pewnym siebie ruchem odsunęła go na bok.
I wyszła, zostawiając go z pytaniami bez odpowiedzi. On już nie próbował dłużej. Nigdy więcej się nie spotkali, choć jeszcze niedawno zapewniali się o miłości.
Olga patrzyła przez okno taksówki. Za oknem panowała jesień, taka jak w jej duszy. Nagle przypomniała sobie, iż jesień zawsze była jej ulubioną porą roku, a za dwa tygodnie będą jej urodziny.
Wszystko jakoś się ułoży wyszeptała do siebie i lekko się uśmiechnęła. Wszystko będzie dobrze.











![12-letnia Nela nie miała objawów. Badania wykryły cukrzycę typu 1 [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-05/DSC_4294.jpg)
