Olenka spędziła cały dzień przy kuchni. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Przyjechali krewni Tolka i rozgościli się przy stole.

newskey24.com 1 tydzień temu

Elżbieta spędziła cały dzień przy kuchni. Około szóstej rozległ się dzwonek do drzwi rodzina Tomasza właśnie przyjechała i rozsiadła się przy stole. A gdzie jest mięso? zapytała z wyższością ciotka. Tam, gęś nadziewana odparła grzecznie Elżbieta.

Ciotka demonstracyjnie wstała od stołu: Tego się przecież nie da jeść! Wracamy do domu.

Tomasz od razu poderwał się za ciotką. No proszę Żyj sama, skoro nie umiesz gotować! rzucił, zaczął gwałtownie pakować swoje rzeczy do torby i wyszedł, nie oglądając się za siebie.

***

Halo, Halina? To ja, Ela. Co? No mówię przecież, Ela. Straszny tu u was ten sygnał Czemu dzwonię? Słuchaj, nie przyjadę do was w tym roku na święta. Nie, nie będę. Po co? Ty będziesz z Wiktorem, twoja córka z mężem i dziećmi A ja? Nażrę się sałatek i wezmę drogie taxi do domu? Przecież wiesz, iż nie potrafię spać w cudzych mieszkaniach. Co będę robić? Nic. Położę się, pójdę spać. Ela rozmawiała ściszonym głosem przez szumy i trzaski, dzwoniąc do swojej jedynej przyjaciółki, do której od lat jeździła po rozwodzie na Sylwestra i inne święta.

Słuchaj, sama miałam zaraz do ciebie dzwonić Wyjeżdżamy. Do Lwowa, do ciotki Wiktora. No to wspaniałej podróży! Co się stało? Jaka Saszka? Saszka!? Jaka znowu Saszka? Sierotka jaka? Aaa, siostrzenica? Halo?! Co tu z zasięgiem robicie Chcesz, żebym ją przenocowała? Przecież wiesz, iż nie przepadam za obcymi w domu Ale dobra, niech przyjeżdża, dam radę Ela ze złością rzuciła telefon na stół, gdy połączenie kolejny raz się urwało.

Posiedziała chwilę w milczeniu. Może i dobrze, przynajmniej nie będzie zupełnie sama na święta, pomyślała. Trzeba by choć sałatkę zrobić. Ona sama najadłaby się kanapką, ale gościa trzeba czymś poczęstować. Wstawiła warzywa, umyła zieleninę i zamyśliła się.

Kiedyś za czasów Tomasza to było zupełnie inaczej. Już trzydziestego grudnia zjeżdżała się do nich cała jego rodzina ze wsi. Kuchnia zamieniała się w pole walki: para, tłuszcz, choćby uchylone okno nie pomagało. Gotowali galaretę, piekli pierogi, smażyli kotlety, wszystko tłuste. Elżbieta biegała z daniami, tu galaretę na balkon, tam obierała warzywa na sałatkę jarzynową. Przy gotowaniu choćby jej nie dopuszczali po tym, jak raz zrobiła sałatkę z awokado

Och, co za świństwo powiedziała głośno ciotka Tomasza, a wszyscy ochoczo przytaknęli.

A oni to niby nie robią świństwa oburzała się Elżbieta po cichu. Wszystko tonie w majonezie, aż z łyżki kapie.

A mężczyźni natychmiast siadali do stołu, degustować nalewkę, do dwunastej w sylwestra z trudem wytrzymywali. Drugiego stycznia wyjeżdżali, wcześniej dojadali i dopijali wszystko, co się dało. A Elżbiecie zostawał sam bałagan. Przez tydzień sprzątała, szorowała kuchnię, podczas gdy Tomasz bawił się u rodziny na wsi. Wracał potem markotny, nieogolony, drażliwy. Nasłuchał się od swoich, iż poślubił kobietę, która choćby gotować nie umie, i zaraz zaczynał się awantura. Zawsze wypominał Elżbiecie Wandę, tę, z którą była przed nią. Upokorzenia znosiła w milczeniu, może i prawda nie potrafiła gotować tych polskich, tłustych dań, do których on był przyzwyczajony.

Zostawała jej tylko Halina, przyjaciółka od podstawówki. Żywiołowa dziewczyna, w końcu nie wytrzymała tych niekończących się skarg Eli. Wymyśliła sposób: kazała Elżbiecie zadzwonić do wszystkich i ustalić zasadę, iż ona przygotowuje całe przyjęcie, a oni mogą przyjechać tylko na Nowy Rok. Przez cały dzień z Haliną robiły sycące, ale lekkie przekąski. Rodzina przyjechała, rozsiedli się.

A gdzie mięso? rozczarowana zapytała ciotka.

Oto proszę, gęś nadziewana powtórzyła Elżbieta.

A purée? dociekała ciotka.

Tym razem ciotka teatralnie wstała: Zielsko jakieś nagotowałaś! zwróciła się do swojego męża. Władek, idziemy do domu!

Wszyscy zaraz się zerwali, ubrali i z trzaskiem zamknęli drzwi.

No westchnął Tomasz, unosząc dłoń jakby do uderzenia.

Poczekaj, pójdę z wami rzucił w stronę rodziny i spojrzał na Elżbietę.

Nie zapomnij swoich rzeczy! powiedziała zimno. Podała mu torbę.

Żyj sobie sama, smutaro. Ja bez ciebie nie zginę, a ty? powrzucał rzeczy do torby i wyszedł.

Kiedy zagotowały się już warzywa, Elżbieta ocknęła się z zamyślenia. Odkryła garnek i nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. To pewnie Saszka pomyślała i poszła otworzyć. Zapytała, nieco speszona: A gdzie Saszka?

W progu stał około czterdziestoletni mężczyzna, uśmiechając się: To ja. Pozwoli pani, Aleksander Igorowicz Nowicki, siostrzeniec Wiktora. Przyjechałem z niespodzianką, a oni pojechali do Lwowa. Pani pewnie Elżbieta?

Z zaskoczenia przytaknęła. Ale Halina mówiła o dziewczynie

Aleksander roześmiał się: Może coś się pokręciło z tą łącznością?

Elżbieta roześmiała się, powtórzyła: Możliwe, akurat dziś taka awaria. Wejdź pan, jak już jesteś.

Bez obaw, mam bilet powrotny pierwszego wieczorem, wcześniej nic nie było. Długo pani nie pomęczę.

Elżbieta wróciła do kuchni, odcedziła warzywa, wyłożyła na talerz do studzenia.

Aleksander wszedł do kuchni: Chce pani spędzić święto na jednej sałatce?

Niespodziewanie: A pan chce pełną biesiadę? Mięsa na stół, wielka misa jarzynowej?

Ależ co pani, ja tego nie cierpię. Wolę ryby!

No niestety, nie mam i nie potrafię ich dobrze przyrządzić.

Aleksander już zakładał kurtkę: To się da gwałtownie załatwić. Zaraz wszystko będzie! nie zdążyła choćby zaprotestować, zanim zamknął za sobą drzwi.

Z tej sytuacji aż jej się chciało śmiać. Czekała doświadczonej ciotki, a zjawił się przedsiębiorczy facet.

Nie było go prawie dwie godziny. Elżbieta już naprawdę zaczęła się martwić. W końcu dzwonek wybiegła otworzyć.

Gdzie pan zniknął? Już się bałam zaczęła, ale zaniemówiła: w drzwiach pojawiła się świąteczna, żywa choinka i Aleksander z naręczem siatek.

Ale po co to wszystko? szepnęła.

Stanął z uśmiechem: Co to za Sylwester bez choinki.

Elżbieta wciągnęła żywiczny zapach i roześmiała się: Jeszcze tylko mandarynek brakuje.

Mandarynki i szampan to obowiązkowe! zaśmiał się Aleksander. Wszystko jest, trzeba tylko pomóc mi wnieść resztę na kuchnię i bierzemy się za przygotowania!

I potem we dwoje na pół żartem, pół serio przystrajali drzewko i gotowali. Pod okiem Aleksandra Elżbieta uczyła się obierać krewetki, razem przyrządzali pieczonego karpia. Po północy wszystko było gotowe: kieliszki napełniły się winem musującym, a oni wznosili toast Za Nowy Rok, za nowe szczęście! Wypili do dna. Potem długo rozmawiali.

Wie pan, jak się pobraliśmy, to był zupełnie inny człowiek Tak mi się wydawało. Zakochani nie dostrzegają wad, prawda? A potem tylko szorstkość i żale. Nic nie robię dobrze, źle gotuję, źle wszystko. Ale dosyć o mnie, proszę opowiedzieć coś o sobie. Pan żonaty?

Aleksander westchnął: Już nie. Klasyka ja z trasy, ona z innym Gdy tylko wrócę, złożę papiery rozwodowe. Ale za dużo dziś smutków. Może na pan przejdziemy na ty i powspominamy szkolne psoty?

Pamiętam, jak się założyłam z chłopakami i wlazłam na wysokie drzewo, a zejść już nie potrafiłam. W końcu wujek Zbyszek z trzeciej klatki musiał mnie zdjąć, a w domu przez resztę wieczora stałam w kącie śmiała się Ela.

A ja? Skleiłem krzesło u dyrektora w gabinecie! Ojciec mnie wtedy pasem nauczył rozsądku śmiał się Aleksander.

Tak śmiali się, opowiadając niestworzone historie, aż do rana. W końcu Elżbieta ziewnęła, a Aleksander powiedział: Przegadaliśmy noc. Proszę, idź już spać.

Jak spać, muszę jeszcze sprzątnąć ze stołu!

Zostaw to mnie odpowiedział stanowczo.

Ela posłuchała. Poszła do siebie i zasnęła w sekundę.

Obudził ją Aleksander: Elu, wstawaj, muszę już jechać, zamkniesz za mną drzwi.

Zerwała się: Już wieczór? Czemu mnie wcześniej nie obudziłeś?

Poprawił jej włosy i uśmiechnął się miękko: Tak słodko spałaś Ale naprawdę już muszę wyjść, zanim dotrę na dworzec.

Odprowadziła go smutnym wzrokiem: Dziękuję za święta wyszeptała.

Aleksander zawahał się w progu, a potem spytał: Mogę do ciebie przyjechać znów? Jak już będę wolny?

Elżbieta aż się rozpromieniła: Przyjedź, będę cze

Pocałował ją. Nie pozwolił dokończyć, szepnął Do zobaczenia!

Elżbieta jeszcze długo stała przy zamkniętych drzwiach, dotykając ust i uśmiechając się szczęśliwie. Czasem zna się kogoś całe życie i okazuje się nikim. A bywa, iż jeden dzień wystarczy, by poczuć, jakby znało się kogoś od zawsze.

Nie ma co, cuda w Sylwestra się zdarzają. Przypadek, zbieg wydarzeń i nagle pojawia się nowa miłość. A z nią nowe życie.

Idź do oryginalnego materiału