Pamiętam ten czas, dawno temu, gdy wszystko było inne. Hania spędziła cały dzień przy kuchni, stojąc przy garnkach i patelniach. W pewnej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Rodzina Adama przyjechała i usadowiła się przy stole.
A gdzie mięso? spytała ciotka ze szczyptą niezadowolenia.
No przecież jest kaczka nadziewana odparła uprzejmie Hania.
Ciotka wyraźnie zniesmaczona, wstała od stołu:
Tego nie da się jeść. Wracajmy do domu!
Adam podniósł się za ciotką:
No, brawo Żyj sobie sama, skoro choćby dobrze gotować nie potrafisz!
Nagle zaczął pakować swoje rzeczy do torby.
***
Halo, Gieniu? To ja, Hania Co? Hania mówię! Słaby zasięg Po co dzwonię? Otóż, Gieniu, w tym roku nie przyjadę do was na święta. Nie przyjadę, mówię! Dlaczego? A po co? Ty będziesz z Wiktorem, twoja córka z mężem i dziećmi. A ja co? Najem się sałatek i wrócę nocą taksówką za podwójną stawkę? Ty sama wiesz, iż nie lubię nocować poza swoim domem.
Co będę robić? Nic, położę się spać, i tyle przez trzaski i szumy na linii Hania rozmawiała z przyjaciółką, u której od pięciu lat po rozwodzie spędzała Wigilię i inne święta.
Co? Ty sama chciałaś zadzwonić? Wyjeżdżacie? Dokąd? Do Krakowa, do ciotki Wiktora? Szerokiej drogi i wesołego pobytu. Kłopot? Jaki? Kto przyjeżdża? Basia? Jaka Basia? Siostrzenica? Halo? Co oni robią z tą telefonią? Przygarnąć na kilka dni? Wiesz przecież, iż nie lubię obcych w domu No dobrze, pomogę, niech przyjeżdża. Ale co za dziwna sprawa? Połączenie się zerwało westchnęła Hania i odłożyła słuchawkę.
Posiedziała, zamyśliła się. Może to choćby lepiej, iż nie będzie sama na święta. Pomyślała, iż musi choć jakąś sałatkę przygotować. Sama by się najadła kanapkami, ale gościa trzeba czymś poczęstować. Zaczęła gotować warzywa, przygotowała zieleninę i zatopiła się we wspomnieniach.
Kiedy była jeszcze żoną Adama, nigdy nie siedziała sama. Już trzydziestego cała jego rodzina zjeżdżała się ze wsi. I wtedy się zaczynało. Kuchnia nie do poznania wszędzie para, dym, okna szeroko otwarte, ale nie pomagało. Gotowały się galarety, pieczono pierogi, smażono kotlety. Wszystko tłuste i ciężkie. Hania biegała z potrawami raz galareta na balkon, raz warzywa na sałatkę. Do prawdziwego gotowania nie była dopuszczana, odkąd raz przygotowała sałatkę z awokado.
Co za paskudztwo skwitowała ciotka Adama i wszyscy solidarnie jej przytaknęli.
A u nich oburzała się Hania wszystko w majonezie, aż kapie z łyżki A mężczyźni zaraz do stołu, próbować domowej nalewki. Trzydziestego pierwszego ledwie dociągali do północy.
A drugiego dnia wszystko zjedzone, wypite, rodzina rozjeżdżała się, a cały bałagan zostawał na Hani. Przez tydzień myła, szorowała i sprzątała. A Adam w tym czasie bawił u krewnych na wsi. Wrócił ponury, nieogolony i rozgoryczony, nasłuchany od rodziny, iż żona nie umie gotować. Zaczynały się wyrzuty i wspomnienia o Weronice, którą rzekomo Hania mu zabrała. Znosiła to pokornie, uznając iż może tak naprawdę jest. Po prostu nie potrafiła zrobić tych dań, które jemu smakowały od dziecka tłustych, na smalcu.
Pozostawało jej narzekać przyjaciółce z dzieciństwa, Genii. A Gienia, pełna energii, miała dosyć wiecznych utyskiwań Hani i wpadła na pomysł. Kazała jej obdzwonić rodzinę z warunkiem, iż wszystko sama na święta przygotuje. Poprosiła, by przyjechali dopiero na Nowy Rok. Razem zrobiły solidne, ale lekkie przekąski przez cały dzień. Rodzina przyjechała i przysiadła do stołu.
A mięsa gdzie? rozczarowana zapytała ciotka.
Przecież kaczka nadziewana, odpowiedziała Hania uprzejmie.
A puree? nie dawała spokoju ciotka.
Ciotka teatralnie wstała od stołu: Trawy nam nagotowałaś, zabieraj mnie, Franiu, do domu!
Wszyscy zerwali się, ubierali pośpiesznie, trzasnęły drzwi.
No, jesteś naprawdę niemożliwa rzucił Adam zrezygnowanym tonem.
Poczekajcie, idę z wami! zawołał za rodziną, podczas gdy Hania podała mu torbę.
Nie zapomnij rzeczy dorzuciła Hania.
Żyj sobie sama, nudziaro. Ja sam nie zostanę, a Ty? rzucił spakowaną torbę i wyszedł.
Water zaczęła kipieć w garnku, a Hania ocknęła się z zamyślenia. Odsunęła pokrywkę i znów dzwonek do drzwi. To pewnie Basia! przemknęło jej przez głowę i otworzyła.
Zobaczyła przed sobą uśmiechniętego mężczyznę po czterdziestce:
To ja. Przedstawiam się: Aleksander Ignacy Mikołajewski, siostrzeniec Wiktora. Przyjechałem w odwiedziny niespodziewanie, a oni pojechali do Krakowa. Pani pewnie Hania?
Hania przytaknęła odruchowo:
Ale Gienia mówiła o siostrzenicy
Aleksander się uśmiechnął:
Chyba się nie zrozumieliście.
Hania przypomniała sobie zakłócenia w rozmowie i skinęła głową:
Być może. Proszę wejść, skoro pan już tu jest.
Proszę się nie martwić. Mam bilet na pierwszy wieczorem, wcześniej nie było miejsc. Nie będę pani długo przeszkadzał.
Hania wróciła do kuchni, odcedziła warzywa, patrząc na nie zamyślona.
Chce pan świętować jednym tylko sałatkiem? zapytał z lekkim przekąsem Aleksander.
Hania, sama nie wiedząc czemu, odparła ostro:
A czego się pan spodziewał? Pełnego stołu, półmiska mięsa, wielkiej misy sałatki jarzynowej?
Aleksander roześmiał się:
Skąd! Takiego jedzenia nie lubię. Wolę rybę.
Ryb akurat nie mam. Zresztą nie umiem ich dobrze przyrządzać wzruszyła ramionami Hania.
Aleksander, już zakładając płaszcz:
Proszę się tym nie przejmować. Zaraz wszystko będzie! wybiegł z mieszkania, nie dając Hani dojść do słowa.
W całej tej absurdalności Hania nie mogła powstrzymać śmiechu. Spodziewała się kobiety w średnim wieku, a zjawił się energiczny mężczyzna.
Nie było go przeszło półtorej godziny, Hania zaczęła się niepokoić. Co, gdyby się zgubił? Gdy w końcu zadźwięczał dzwonek, pobiegła gwałtownie do drzwi.
Gdzie pan był? Martwiłam się zaczęła z irytacją, i nagle zamilkła.
W drzwiach stanęła pachnąca jodłą choinka, a za nią Aleksander z siatkami pełnymi zakupów.
Po co to wszystko? zapytała zdumiona.
Aleksander postawił choinkę przy ścianie i uśmiechnął się:
Jakże to, Nowy Rok bez choinki?
Rozszedł się cudowny, żywiczny zapach. Hania uśmiechnęła się pierwszy raz od dawna:
Brakuje tylko mandarynek.
Ależ co pani! Mandarynki i wino musujące to obowiązek! Kupiłem wszystko. Proszę pomóc mi z siatkami, przygotujemy wspólnie święta!
Potem, żartując i śmiejąc się, ubierali choinkę i razem gotowali. Pod okiem Aleksandra Hania obierała krewetki, przygotowywała rybę, patrzyła jak on piecze karpia.
Do północy wszystko było gotowe. Odkorkowane wino musowało w kieliszkach. Po godzinie dwunastej stuknęli się:
W Nowy Rok, z nowym szczęściem! i wypili kieliszki do dna.
Długo, potem, rozmawiali.
Wie pan, na początku, kiedy ja i Adam braliśmy ślub, był innym człowiekiem. Dobrym, ciepłym. Albo tak mi się wydawało? Bo zakochani nie widzą wad zaśmiała się smutno Hania. Potem tylko szorstkości i pretensje. Nie tak robię, nie tak gotuję. Ale wystarczy już o mnie, niech pan o sobie opowie. Jest pan żonaty?
Aleksander westchnął:
Już nie. Historia trywialna: ja w trasie, ona z innym. Wrócę, złożę papiery rozwodowe. Ale rozmawiamy tylko o smutkach. Przejdźmy na ty, powspominajmy dzieciństwo, co?
Raz założyłam się z chłopakami i weszłam na najwyższe drzewo, a z zejściem już były kłopoty. Siedziałam zapłakana, aż wujek Stefan z trzeciej klatki mnie nie zdjął. W domu stałam potem w kącie cały wieczór śmiała się Hania.
Ja w podstawówce przykleiłem krzesło dyrektorowi do podłogi. Ojciec wtedy porządnie mnie sprał wybuchnął śmiechem Aleksander.
I tak aż do świtu wspominali śmieszne wydarzenia z dzieciństwa. W końcu Hani zachciało się spać, a Aleksander powiedział stanowczo:
Dość, dawno czas spać. Ja wszystko posprzątam!
Hania poddała się i od razu zasnęła.
Obudził ją głos Aleksandra:
Haniu, wstawaj! Czas mi już wychodzić, zamknij za mną drzwi.
Hania zerwała się:
To już wieczór? Czemu mnie pan wcześniej nie obudził?
Aleksander poprawił jej kosmyk włosów:
Tak słodko spałaś, nie chciałem budzić. Ale naprawdę muszę już jechać na dworzec.
Hania zaprowadziła go do progu:
No dobrze, do widzenia. Dziękuję za święta powiedziała smutno.
Aleksander zawahał się, po czym spytał:
Mogę cię jeszcze kiedyś odwiedzić? Gdy będę wolny?
Hania z radością:
Przyjedź, będę cze
Nie pozwolił jej dokończyć, pocałował ją i szepnął:
No to do zobaczenia!
Hania długo stała pod drzwiami, dotykając ust z uśmiechem. Bo czasem człowieka zna się pół życia i okazuje się niegodny. A czasem wystarczy jedna wspólna noc, a czuje się jakby znało się go od zawsze.
Nie powiem, cuda w Nowy Rok się zdarzają. Zbieg okoliczności i nagle pojawia się nowa miłość, a wraz z nią nowe życie.















