Olek poślubił Nadzieję na złość swojej ukochanej. Chciał udowodnić jej, iż wcale nie cierpi po tym, jak go zostawiła.

polregion.pl 13 godzin temu

Kacper ożenił się z Zofią na złość swojej dawnej ukochanej. Chciał jej udowodnić, iż wcale nie cierpi po rozstaniu. Przez niemal dwa lata był z Martą. Kochał ją tak bardzo, iż dla niej gotów był przenosić góry. Był pewien, iż idą ku ślubowi. Jednak Marta często odwlekała temat:
Po co nam teraz ślub? Ja jeszcze nie skończyłam studiów, a u ciebie w firmie szału nie ma. Ani auta porządnego, ani własnego mieszkania. Jasne, Ola to świetna siostra, ale nie chcę co rano mijać się z nią w kuchni. Gdybyś nie sprzedał domu rodziców, moglibyśmy tam mieszkać.
To Kacpra trochę bolało, ale trudno zaprzeczyć miała rację. Mieszkali z Olą w odziedziczonym po rodzicach mieszkaniu, a biznes rodzinny dopiero zaczynał rozumieć i prowadzić. Musiał zająć się firmą zanim skończył studia i próbował jak tylko mógł wszystko pogodzić. Dom sprzedali razem z siostrą lepiej było ratować firmę niż dusić się w długach. Po pół roku, zanim dostali spadek, uzbierały się ogromne należności, a oboje byli jeszcze studentami. Kacper kończył magisterkę, Ola właśnie zaczynała licencjat. Sprzedaż domu pozwoliła spłacić długi, kupić towar do sklepu i jeszcze zostało trochę oszczędności na czarną godzinę.

Marta jednak sądziła, iż trzeba żyć tu i teraz, nie czekać na niepewne jutro. Łatwo się tak mówi, mieszkając u rodziców. A Kacper, będąc głową rodziny dla siostry, myślał inaczej teraz ważniejsza była stabilizacja. Wiedział, iż przyjdzie dzień, gdy będą mieli i samochód, i dom, i ogród.

Nic nie zapowiadało katastrofy. Umówili się z Martą przed kinem na nowy film. Sama poprosiła, by po nią nie przyjeżdżał. Kacper się zdziwił Marta nie cierpiała autobusów. Czekając, wypatrywał jej, gdy nagle podjechała pod kino eleganckim samochodem.
Przepraszam, nie możemy już być razem. Wychodzę za mąż wcisnęła mu do ręki jakąś książkę, odwróciła się na pięcie i wsiadła do samochodu.

Kacper stał jak wryty, próbując zrozumieć, co się stało przez te trzy dni, gdy nie było go w mieście.
Ola od razu rozpoznała, co się dzieje po jego minie:
Już wiesz?
Tylko skinął głową.
Znalazła bogatego faceta. Dwudziestego piątego jest ślub. Mnie chciała na świadkową, ale jej odmówiłam. Okropna jest! Długo Cię oszukiwała Ola aż się rozpłakała z żalu do brata.
Uspokój się pocieszał ją, głaszcząc po głowie. Niech jej się powodzi, a nam będzie jeszcze lepiej.

Na cały dzień zamknął się w pokoju, a Ola wyczekiwała pod drzwiami:
Zjedz coś, upiekłam naleśniki…
Wieczorem wyszedł z ogniem w oczach:
Szykuj się rzucił siostrze.
Co się dzieje?
Ożenię się z pierwszą napotkaną dziewczyną, która zgodzi się za mnie wyjść.

Zwariowałeś! próbowała go odwieść Ola to nie tylko twoje życie!
Ale był zdecydowany.
Nie pójdziesz ze mną pójdę sam.

W parku było tłoczno. Pierwsza dziewczyna zadrwiła z niego, słysząc propozycję. Druga uciekła, myśląc, iż ma do czynienia z wariatem. Dopiero trzecia, spojrzawszy mu w oczy, zgodziła się.
Jak ci na imię, piękna?
Zofia odpowiedziała nowa wybranka.

Musimy uczcić zaręczyny Kacper zabrał Zofię i młodszą siostrę do kawiarni.
Przy stoliku zapadła niezręczna cisza. Ola nie wiedziała, co powiedzieć, a Kacpra targały myśli o zemście. Już wiedział, iż zrobi wszystko, by jego ślub również odbył się dwudziestego piątego.

Chyba jest jakiś powód, dla którego oświadczasz się obcej dziewczynie? przerwała ciszę Zofia. jeżeli to spontaniczne, nie obrażę się, jeżeli się wycofasz.
Dałaś słowo. Jutro idziemy złożyć dokumenty i poznać twoich rodziców odrzekł poważnie Kacper, po czym mrugnął:

Proponuję przejść na ty!

Przez miesiąc przed ślubem widywali się codziennie, rozmawiając, poznając się lepiej.
Może w końcu powiesz, dlaczego? spytała raz Zofia.
Każdy ma swojego trupa w szafie odpowiedział wymijająco Kacper.
Najważniejsze, żeby nie przeszkadzał żyć.
A czemu ty się zgodziłaś?
Pomyślałam sobie, iż to trochę jak w bajce królewna wydana za pierwszego lepszego. Bajki przecież dobrze się kończą: Żyli długo i szczęśliwie. Chciałam się przekonać, czy to prawda.
Wcale nie było jej tak łatwo. Wielka miłość zakończyła się złamanym sercem i stratą choćby niewielkich oszczędności. Nauczyła się ludzi, gwałtownie rozpoznawała cwaniaków. Szukała partnera o silnym charakterze i samodzielności. W Kacprze zauważyła odwagę i konkretny sposób działania. Gdyby był tam z kolegami, nie zwróciłaby uwagi, ale z siostrą wyglądał poważnie.

Kim jesteś z tych bajek? zawiesił pytanie Kacper. Śpiącą Królewną, Zosią Piękną czy Żabką?
Pocałuj, to się dowiesz zażartowała.
Ale nie było żadnych pocałunków, ani nic więcej.

Kacper sam zajął się przygotowaniami do ślubu. Zofii pozostało tylko wybierać spośród jego propozycji choćby suknię i welon wybierał sam.
Będziesz najpiękniejsza powtarzał.
W urzędzie stanu cywilnego, czekając na ceremonię, wpadli na Martę z jej narzeczonym. Kacper uśmiechnął się wymuszenie:
Pozwól, iż pogratuluję Ci pocałował dawną ukochaną w policzek. Bądź szczęśliwa ze swoim chodzącym portfelem!
Przestań robić przedstawienie wychrypiała Marta.
Zmierzyła wzrokiem wybrankę Kacpra. Wysoka, piękna aż kipiała wdziękiem i szlachetną postawą. Marta przy niej wypadała blado. Zazdrość ścisnęła jej serce. Nie czuła szczęścia. Miała wrażenie, iż coś przegrała, iż nie dostanie tego, o czym marzyła.

Kacper wrócił do Zofii:
Wszystko w porządku powiedział na pokaz.
Jeszcze nie jest za późno, żeby się wycofać wyszeptała Zofia.
Nie. Gramy do końca.
I dopiero patrząc w smutne oczy żony przy przysiędze, zrozumiał, co zrobił.

Postaram się dać Ci szczęście wymówił z wiarą.
Rozpoczęła się codzienność. Ola i Zofia gwałtownie się zaprzyjaźniły, świetnie się uzupełniały. Emocjonalna Ola nauczyła się panować nad nerwami, a Zofia z talentami organizacyjnymi dyskretnie kierowała domem.

Jako doskonała księgowa i specjalistka od prawa podatkowego Zofia gwałtownie zaprowadziła porządek w finansach. Po sześciu miesiącach otworzyli drugi sklep, zaś niedługo później stworzyli ekipy remontowe nie tylko handlowali materiałami budowlanymi, ale i remontowali mieszkania. Dochody wzrosły kilkukrotnie.

Była Zosią Mądrą wszystko podawała tak, iż Kacper uznawał jej pomysły za własne. Życie wydawało się proste i radosne, a jednak Kacprowi doskwierał brak tej szalonej namiętności, którą czuł do Marty. Wszystko było uporządkowane, przewidywalne, spokojne. Nuda myślał wciąga mnie niczym bagno. Nie kocham jej, to wszystko.

Wysiłkiem Zofii firmę przekształcili w prężną spółkę budującą domy pod klucz. Pierwszy taki zbudowali dla siebie.
Im lepiej im się powodziło, tym częściej Kacper myślał o Marcie: Nie mogła poczekać. Gdyby zobaczyła mój samochód, dom to willa! był z siebie dumny. Coraz częściej nachodziła go myśl: A co, jeśli?

Zofia widziała, iż Kacper się męczy. Bardzo chciała być kochaną, ale sercu, zwłaszcza innemu, rozkazać nie można. Nie każda bajka ma szczęśliwe zakończenie rozmyślała gorzko, ale nie traciła nadziei imię zobowiązuje.

Ola również dostrzegała wahania brata.
Stracisz więcej, niż zyskasz powiedziała, widząc go, jak przegląda profil Marty na Facebooku.
Nie wtrącaj się! syknął Kacper.
Ola spojrzała ze złością:
Głupi jesteś, Zosia cię naprawdę kocha, a ty bawisz się w gierki!
Jeszcze mi tego brakowało, żeby dzieciak mi radził irytował się Kacper. Coraz bardziej ciągnęło go do Marty. W końcu do niej napisał.

Marta żaliła się, iż w życiu jej się nie układa. Mąż wyrzucił ją z domu z niczym. Studiów nie skończyła, dobrej pracy nie ma, do rodziców nie wróciła, żyje w wynajętym mieszkaniu w Poznaniu.
Kacper kilka dni się wahał jechać, nie jechać? Los jednak chciał, iż przez parę dni został sam żona pojechała do chorej babci na wieś.

Postanowił się spotkać. Gnał do Poznania z bijącym sercem, wymyślając w myślach, co powie, gdzie zabierze.

Rzeczywistość była brutalna.

Ale jesteś przystojny, Kacper! rzuciła mu się na szyję Marta.
Poczuł ostry zapach nieświeżego ciała. Niezręcznie się odsunął:
Ludzie patrzą.
A co mnie to obchodzi?! roześmiała się.
Miniówka, tandetny makijaż, perfumy o wątpliwym zapachu… Ta wulgarna kreacja przegrywała z jego spokojną Zosią pod każdym względem. Przecież ona zawsze taka była. Jak mogłem tego nie widzieć? myślał, patrząc, jak Marta pije piwo za piwem.

Daj mi trochę pieniędzy, odwdzięczę ci się Marta oblizała wargi.
Nie wiedział już, jak się od niej uwolnić.
Wybacz, muszę lecieć, mam sprawy wstał od stolika.
Spotkamy się później?
Nie sądzę skinął na kelnera. Rachunek, proszę.

Ja jeszcze tu posiedzę… jęknęła Marta.
Proszę, niech pani może korzystać w ramach tej sumy włożył do rachunku sporą stuzłotówkę.
Kelner skinął z uśmiechem.

Pędził w kierunku domu z zawrotną prędkością.
Kretyn, miał rację Ola Po co mi to było? A może dobrze, iż pojechałem?

A przecież nigdy nie powiedziałem Zosi per Zosieńka. Nie ma mi bliższej i droższej osoby na świecie. ostro zahamował, gdy ta myśl dotarła do niego. Siedział parę minut, wspominając wszystkie wspólne lata z żoną po ślubie.

Przed oczami miał jej uśmiech, jej niebieskie, zamglone oczy, widział, jak Zosia burzy mu włosy zadbanymi dłońmi.
Obiecałem, iż dam jej szczęście spojrzał za okno, zastanawiając się, gdzie jest. Odpalił samochód i po dwudziestu kilometrach skręcił w boczną drogę.

Tydzień to za długo. Nie wytrzymałem bez ciebie choćby dwóch dni powiedział, gdy Zofia wybiegła do niego z babcinego domu.

Wariat z ciebie uśmiechnęła się przez łzy.
Zosieńko, moja kochana szeptał, a świat wirował im ze szczęścia.

Idź do oryginalnego materiału